Atlantyda: wyspa tysiąca domysłów

Mityczną zatopioną krainę odnajdywano już u wybrzeży Madery, Kuby, Szkocji, na Santorynie, a nawet na Antarktydzie. Czy takie poszukiwania mają naukowe podstawy?

Co łączy kapitana Nemo, MacGyvera, Larę Croft i Indianę Jonesa? Wszyscy oni, podobnie jak setki innych fikcyjnych bohaterów, poszukiwali Atlantydy. Jednak tajemniczą wyspą coraz częściej interesują się także naukowcy.

Jest to bardzo stara tradycja. O istnieniu Atlantydy donosił już Platon w swoich dwóch dialogach: „Timajos” i „Krytias”. Opisuje tam wyspiarskie, wojownicze i bogate plemię Atlan­tów. W IX tysiącleciu p.n.e. (czyli 11 tys. lat temu) miało ono toczyć boje z przodkami Ateńczyków. Ci ostatni w końcu zwyciężyli, po czym na Atlantów spadł gniew bogów: „Przy­szły straszne trzęsienia ziemi i potopy, a wyspa Atlantyda zanurzyła się pod powierzchnię mo­rza i zniknęła”.

Mityczna Atlantyda miała być wysoko rozwinięta już 11 tys. lat temu. Tymczasem cywilizacja miejska dopiero wtedy raczkowała.

Tyle jeśli chodzi o Platona. Jego uczeń Ary­stoteles pozostał wobec tej historii sceptyczny, podobnie jak wielu po nim. O Atlantydzie przy­pomniano sobie w epoce romantycznej, a mit ponownie zyskał wielką popularność w drugiej połowie XIX ina początku XX wieku. Do 1920 r. naliczono ponad 1,2 tys. artykułów naukowych i literackich na temat zaginionej wyspy. Dziś nikt już nie jest w stanie policzyć publikacji o Atlan­tydzie. Mnożą się też propozycje miejsc, w któ­rych miała się znajdować.

Odkrycie, którego nie było

Podążającemu za wskazówkami Platona ka­pitanowi Nemo z „Dwudziestu tysięcy mil pod­morskiej żeglugi” Juliusza Verne’a udaje się od­naleźć tę wyspę na dnie Oceanu Atlantyckiego, 300 metrów pod jego powierzchnią. „Patrzyłem na miasto zrujnowane, zapadłe w gruzy, zwa­lone, o dachach podruzgotanych, świątyniach zgniecionych, łukach i sklepieniach rozbitych, kolumnach powalonych na ziemię” – tak opisuje zatopioną metropolię towarzyszący kapitanowi prof. Pierre Aronnax, narrator powieści. „Tu więc była ta ziemia, pochłonięta dziś, a istniejąca niegdyś zewnątrz Europy, Azji i Libji (Afryka starożytna), zewnątrz kolumn Herkulesa (Gi­braltar) – ląd, na którym żyło potężne plemię Atlantów, z którem starożytni Grecy pierwsze wiedli wojny!”

Opis ten sugeruje, że z greckiego punktu wi­dzenia Atlantyda znajdowała się poza Cieśniną Gibraltarską, ale na tyle blisko Morza Śród­ziemnego, by zagrażać Atenom. A więc gdzieś w okolicach Madery, Wysp Kanaryjskich czy Azorów. Intensywne poszukiwania w tym rejo­nie doprowadziły do odnalezienia zatopionych pozostałości po dawnym osadnictwie. Ba, nawet w dwóch różnych lokalizacjach!

W 1979 r. odkryto ruiny na płyciźnie w Ła­wicy Ampera, położonej w okolicach Madery, które jednak nie przykuły na dłużej uwagi ba­daczy. Znacznie ciekawsze informacje podał w 2009 r. Bernie Bamford, brytyjski inżynier lotnictwa. Atlantydę zlokalizował dzięki popu­larnemu programowi Google Earth. W odległo­ści 1 tys. km od wybrzeży północno-zachodniej Afryki, w pobliżu Wysp Kanaryjskich, znalazł dziwną formację na dnie oceanu, przypomina­jącą plan miasta.

Według opisu Platona Atlantyda przypominała Wenecję – domy położone nad kanałami układały się w kręgi, otaczające centralnie położoną świątynię boga mórz Posejdona.

„To musiało być wykonane ludzką ręką” – oświadczył stanowczo Bamford. W tym prze­konaniu utwierdził go dr Charles Orser, kurator wystawy archeologii historycznej w New York State Museum. „Jest to jedna z najcelniejszych możliwych lokalizacji tej krainy, tak jak opisał ją Platon. Nawet jeśli okaże się, że ta formacja nie wyszła spod ludzkiej ręki, i tak warto się jej bli­żej przyjrzeć” – stwierdził uczony. Niestety, już następnego dnia po ogłoszeniu odkrycia pewna firma zepsuła całą zabawę. „To, co użytkownicy programu Google Earth postrzegają jako widoczne na dnie znalezisko, jest w istocie śladem dokładniejszych danych naniesionych na siatkę ukształtowania morskiego dna” – oświadczyli przedstawiciele Google. Innymi słowy, tajem­nicze miasto okazało się tylko komputerowym artefaktem.

To, co na mapach Google przypominało podwodne miasto, było tylko komputerowym artefaktem. Dziś tych struktur już nie widać:

 

Hiszpania i Santoryn: za młode

Poważniejszą kandydatką do miana Atlan­tydy była przez chwilę starożytna cywilizacja, której ślady odnaleziono w 2004 roku nad Atlantykiem, na andaluzyjskim wybrzeżu Hisz­panii. Na zdjęciach satelitarnych przybrzeżnej równiny błotnej w Parku Narodowym Donana niemiecki fizyk Rainer Kuhne odkrył dziwne geometryczne kształty przypominające pozo­stałości miasta. Do badania zagrzebanych ruin naukowcy z trzech krajów zaprzęgli georadary, tomografy elektrooporowe, magnetometry i spektrometry.

Aparatura pokazała sieć kanałów układają­cych się w schemat dawnego miasta. Zdaniem badaczy jego zagłada wiązała się z nadejściem potężnego tsunami, a to doskonale pasuje do mitycznego scenariusza. Pasuje też lokalizacja – za Cieśniną Gibraltarską, ale wciąż blisko Morza Śródziemnego. Jednak ruiny miasta pochodzą sprzed 4 tys. lat, a nie sprzed 11 tys., jak podaje Platon.

Wróćmy więc do innych możliwych lokali­zacji. W latach 60. XX wieku naukowcy doszli do wniosku, że platońską Atlantydą musiała być leżąca na Morzu Egejskim grecka wyspa Thira, zniszczona wybuchem wulkanu około 1600 r. p.n.e. Jej pozostałością jest współczesny San­toryn. Przed katastrofą istniała tu rozwinięta cywilizacja należąca do kultury minojskiej (tej samej, której pozostałością jest pałac w Knossos na Krecie). Wybuch wulkanu spowodo­wał zapadnięcie się centralnej części wyspy na 300-400 metrów pod powierzchnię morza.

Choć nie pasowało to do wskazówek Pla­tona, archeolodzy pracujący na Santorynie widzieli wyraźne zbieżności pomiędzy swo­imi odkryciami a mitem o zatopionej wyspie. Do tej teorii dołożył swoją cegiełkę dr Robert Ballard, słynny amerykański badacz oceanów i odkrywca wraku „Titanica”. Jego zdaniem było to logiczne: w obu przypadkach miała miejsce katastrofa naturalna będąca połączeniem po­wodzi i erupcji wulkanu. Lecz na tym zbieżno­ści się kończą, bo wybuch na Santorynie jest o ponad 7 tys. lat młodszy niż data wskazana przez Platona.

A może jeszcze dalej?

Wydawałoby się, że mit o Atlantydzie wiąże się nieodłącznie z kulturą śródziemnomorską. A mimo to wielu zwolenników zyskała teoria łącząca go z Ameryką Północną. Przekona­nie to narodziło się po odkryciu kontynentu amerykańskiego przez Kolumba i przetrwało do dziś. Nikt już raczej nie sądzi, by to wła­śnie Ameryka była Atlantydą, ale lokalizację mitycznej wyspy przesuwa się coraz dalej na zachód. Pojawiły się nawet pogłoski o tym, że leży ona w Trójkącie Bermudzkim (o którym pisaliśmy niedawno).

Ciekawą kandydaturą jest odkryte w 2001 r. zatopione miasto. Znajduje się ono na głębo­kości 600-750 metrów pod wodą, u wybrzeży Kuby. Dzięki użyciu podwodnego robota wypo­sażonego w sonar kanadyjscy badacze uzyskali obraz, który uznali za centrum starożytnego miasta. Wznoszą się w nim obiekty przypomina­jące wielkie piramidy oraz koliste struktury zbu­dowane z masywnych, gładkich bloków granitu.

„Obiekty te leżą bardzo głęboko pod wodą i byłbym zaskoczony, gdyby okazały się dziełem ludzkiej ręki” – stwierdził dr Ballard. „Trzeba więc zadać sobie pytanie: w jaki sposób to się tam znalazło? Napatrzyłem się w życiu na wiele obrazów sonarowych, a ich interpretacja przy­pomina niekiedy patrzenie na plamy atramentu. Ludzie widzą w nich to, co chcą zobaczyć” – dodaje badacz.

Tę myśl można odnieść do wielu innych teorii na temat Atlantydy, lokujących tę mityczną krainę w Andach, u wybrzeży Szkocji, w rejonie Spits­bergenu, Amazonii czy wreszcie na Antarktydzie (tak, zanim ten kontynent pokrył się lodem, też miał być Atlantydą). Celnie podsumował to dr Orser: „Wskaż jakiś punkt na mapie, a ktoś zaraz powie, że tam właśnie znajdowała się Atlan­tyda. W zasadzie może być w dowolnym miejscu, jakie sobie wyobrazimy”.