A jednak kosmetyka coraz wyraźniej uznaje, że to za mało. Chce nam sprzedać nie tyle żel pod prysznic, ile mały spektakl dla zmysłów. SUMEO idzie w tym kierunku wyjątkowo dosłownie. Marka przygotowała urządzenie Bubble Maker, które wytwarza w łazience lekkie, unoszące się bąbelki z dodatkiem serum do ciała. Do tego dochodzą zapachowe wkłady, pilot i obietnica, że zwykły prysznic może wyglądać bardziej jak domowa instalacja wellness niż poranna czynność wykonywana w półprzytomności.
Mam wrażenie, że to jeden z tych pomysłów, które jednocześnie bawią i bardzo dobrze rozumieją zmęczenie. Bo przecież większość z nas nie potrzebuje kolejnego gadżetu do łazienki. Potrzebuje za to choćby piętnastu minut, w których nikt niczego nie chce, nie pyta i nie wysyła powiadomienia z czerwonym wykrzyknikiem.
Prysznic jako ostatni bastion prywatności
Bubble Maker ma być montowany przy prysznicu albo wannie i tworzyć setki, a według zapowiedzi nawet tysiące lekkich baniek na minutę. Urządzenie jest ładowane, sterowane wodoodpornym pilotem, a kierunek wypuszczania bąbelków można regulować. Całość uzupełnia skoncentrowane serum, które miesza się z wodą i tworzy pianę unoszącą się w parze.

Brzmi to trochę jak połączenie dziecięcej zabawki z półką premium w Sephorze. I może właśnie dlatego trudno przejść obok tego zupełnie obojętnie. Bąbelki mają w sobie coś przyjemnego. Kojarzą się z kąpielą, wakacjami, beztroską i czasem, w którym nie analizowało się składu kosmetyków ani nie zastanawiało nad tym, czy skóra potrzebuje teraz ceramidów, kwasów czy może kolejnego serum odbudowującego barierę hydrolipidową.
Pielęgnacja czy efektowna dekoracja?
W serum SUMEO znalazły się m.in. kompleks aminokwasów i prowitamina B5, czyli składniki dobrze znane w kosmetykach do pielęgnacji skóry. Producent podkreśla też przyjazne dla skóry pH formuły. Warto jednak zachować proporcje. Bąbelki unoszące się w powietrzu nie zastąpią balsamu, kremu czy sensownie dobranej pielęgnacji, zwłaszcza gdy skóra jest sucha, podrażniona albo ma konkretne potrzeby dermatologiczne.

Tu bardziej chodzi o doświadczenie niż o rewolucję w pielęgnacji. I uczciwie mówiąc, nie widzę w tym nic złego. Kosmetyki od dawna działają także przez zapach, konsystencję, skojarzenia i zwykły relaks. Czasem wybieramy produkt dlatego, że po prostu dobrze pachnie. Innym razem dlatego, że opakowanie stoi w łazience jak mały element wystroju, a nie plastikowy obowiązek.
SUMEO rozszerza ten mechanizm na całą przestrzeń. Zapachowe kapsułki mają perfumować powietrze, a nie samą skórę, co akurat wydaje się rozsądniejsze niż kolejna warstwa aromatu nakładana na ciało. Łazienka przestaje być tylko miejscem, gdzie zmywa się dzień. Staje się domową scenografią dla chwili oddechu.
Wellness, które wygląda dobrze w mediach społecznościowych
Nie oszukujmy się – taki produkt ma też ogromny potencjał wizualny. Para, miękkie światło, wirujące bąbelki i estetyczne opakowanie serum to gotowy materiał na filmik, który zatrzyma kciuk w połowie przewijania ekranu. W czasach, gdy niemal każda rzecz musi jeszcze dobrze wyglądać w pionowym kadrze, Bubble Maker ma przewagę nad zwykłym żelem pod prysznic.

To jednak nie znaczy, że pomysł jest wyłącznie instagramową dekoracją. Coraz częściej widzę, że ludzie próbują odzyskać zwykłe, domowe czynności dla siebie. Gotowanie ma być formą odpoczynku, wieczorna herbata – rytuałem, a niedzielne porządki – sposobem na uporządkowanie głowy. Oczywiście czasem brzmi to jak luksus dostępny dla osób, które mają za dużo czasu i za mało prania do zrobienia. Ale potrzeba takiego drobnego odcięcia się od reszty świata jest bardzo prawdziwa.
Prysznic ma tu przewagę nad wieloma rytuałami wellness. Nie trzeba specjalnie planować wyjścia, kupować wejściówki ani udawać, że naprawdę lubimy leżeć nieruchomo z ogórkiem na oczach. I tak bierzemy prysznic. Pytanie brzmi tylko, czy chcemy, żeby towarzyszył mu zapach deszczu i chmura kosmetycznych bąbelków.

Gadżet kompletnie zbędny, ale rozumiem pokusę
SUMEO rozwija się obecnie jako projekt crowdfundingowy, więc warto pamiętać, że między efektownym prototypem a produktem, który rzeczywiście trafi do łazienek, zawsze jest jeszcze kilka trudnych etapów. To nie jest też propozycja dla każdego. Część osób spojrzy na urządzenie i słusznie uzna, że wystarczy im dobry żel, ciepła woda i święty spokój.
Ja jednak rozumiem, skąd bierze się urok tego pomysłu. Bubble Maker nie rozwiązuje poważnego problemu, nie zmienia zasad pielęgnacji i nie sprawi, że poranek nagle stanie się łatwy. Może natomiast sprawić, że przez kilka minut łazienka przestanie przypominać punkt techniczny między sypialnią a kuchnią.
A to, przy obecnym tempie życia, czasem jest zaskakująco dużo.
