Ericha Rittera poznałam na Pico. Tutaj, pośrodku Atlantyku, w cieniu wulkanicznych Wysp Azorskich, zaplanował poszukiwania żarłacza białego. Otaczał go krąg wielbicieli, którzy zjechali z całego świata, żeby uczestniczyć w jego wykładach i zajęciach z rekinami. Ritter uchodzi za autorytet w swojej dziedzinie. Zrobił doktorat na Universität Zürich z ekologii zachowań. Jest jedynym naukowcem profesjonalnie badającym interakcję człowiek rekin.


Kiedy zdarza się na świecie wypadek z udziałem rekinów, jest pierwszą osobą, do której się dzwoni. Jest tak zajęty, że na jego kursy w organizacji SharkSchool trzeba czasem zapisywać się z ponadrocznym wyprzedzeniem. Na szczęście nie musiałam czekać aż tak długo, ponieważ zaprosił mnie do współpracy przy swoim projekcie. Kiedy z nim rozmawiam, czuję na sobie wzrok badacza. Ludzie chcą go poznać, ale to on robi z nimi wywiad, obserwuje, wypytuje. Mówi, że to po prostu nawyk.

Maria Ogonowska: Gdy dowiedziałam się, że prowadzisz zajęcia w ramach SharkSchool, spodziewałam się jakichś zarozumialców, ale nie spotkałam tu ani jednego.

Erich Ritter: Racja, akurat nie mamy żadnego „macho”. Uczymy, jak współistnieć z rekinami, jak je zrozumieć i doświadczyć tego, że jesteśmy częścią natury. Człowiek nie znajduje się w menu rekinów, ale różne wypadki się zdarzają. Tu na Azorach jest trochę ludzi i łodzi dookoła, ale jeśli przyjedziesz na naszą wyspę na Bahamach, moja łódź jest jedyną w promieniu wielu mil. Jesteśmy w 4–6 osób, dookoła pustka, a pod nami rekiny. Wtedy będziesz mogła zrozumieć całą ideę SharkSchool. Chodzi też o pokonanie strachu przed tym, co nieznane.

M.O.: Wkraczamy już trochę w obszar psychologii...

E.R.: Są ludzie, którzy zapisują się na moje kursy, by zmierzyć się ze strachem, którego symbolem jest dla nich rekin. Zazwyczaj nie przyznają się do tego, ale ich celem jest stawienie czoła wewnętrznym lękom. To zupełnie osobny temat.

M.O.:
Czego uczysz podczas swoich kursów w ramach SharkSchool?

E.R.:
Tego, co ludzie naprawdę powinni wiedzieć, gdy mają kontakt z rekinami. Weryfikuję ich wiedzę – tę, którą czerpią z mediów. Obalam mity takie jak ten, że można zwabić rekiny ludzką krwią. Wielu myśli, że one atakują ludzi, bo są albo głupie, albo głodne. To są wszystko bajki stworzone przez media, a w latach 70. poparte przez naukowców. Wielu z nich nigdy nie weszło do wody – po prostu bali się rekinów. Wnioski formułowali, obserwując te ryby z zewnątrz, nie wchodząc do ich świata.

M.O.:
Więc co powinniśmy wiedzieć?

E.R.: My, ludzie, żyjemy według wzorców, modeli. To, co nieznane, co nie pasuje do modelu, który znamy, budzi lęk i strach. Gdy nie wiemy, czego się spodziewać, spodziewamy się najgorszego. Większość z nas nie zna rekinów – jak te ryby pływają i jak się zachowują w swoim środowisku. Dlatego ludzie spodziewają się, że zostaną zaatakowani. Strach powoduje, że się blokują, zostaje ograniczona zdolność percepcji. W SharkSchool daję kursantom model, pojęcie o tym, czego należy się spodziewać i jak interpretować zachowania rekinów. W ten sposób strach zostaje wyeliminowany.

M.O.:  Czy można poznać rekiny w tydzień?

E.R.:
Nie. One mają swój własny język. Nasze zajęcia obejmują tylko podstawy, których się uczysz, żeby zacząć go rozumieć. Masz psa? Jak długo przebywasz w jego towarzystwie? Jesteśmy z naszymi psami 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Zobacz, ile potrzebujemy czasu, żeby zacząć rozumieć, co do nas mówią, czego chcą. Równie długo musisz przebywać z rekinami, żeby je poznać. Gdy pływasz przez tydzień z rekinami tygrysimi, to zaczynasz je rozumieć. Masz przerwę na parę tygodni i tracisz to. Musisz się przyzwyczaić do ich ciała, ruchów. Trzeba pamiętać, że rekiny to jednostki. Każdego osobnika musisz traktować indywidualnie. Musisz też brać pod uwagę warunki, otoczenie.

M.O.:
Skoro twoim zdaniem rekiny nie polują na ludzi, to dlaczego nas atakują?

E.R.:
Są zasadniczo cztery powody. Pierwszy to ciekawość. Rekiny chcą sprawdzić, czym jesteśmy. Kolejny powód to stres. Jakieś 500 lat temu rekiny zobaczyły ludzkie nogi w płytkich wodach, gdzie większość z nich żyje i poluje. To była dla nich absolutna nowość. Nasza obecność stresuje te ryby i być może stawiamy je w sytuacji, z której nie ma ucieczki. Każdy rekin w sytuacji stresowej próbuje uciec. Gryzie, żeby się obronić, jeśli ucieczka jest niemożliwa. Kolejna przyczyna to konkurencja.

 

Powiedzmy, że jesteś rybakiem. Rekiny nie wiedzą, kim jest człowiek, nie obchodzi ich, kim jesteś, traktują cię jak kogoś, kto zabiera im pokarm, jak innego rekina. Gryzą, żeby powiedzieć: „Spadaj, koleś, to moja ryba! Ja jestem większy, oddawaj moje jedzenie!”. Nie zdają sobie jednak sprawy, że mamy delikatną skórę, nie taką jak inny rekin. Gryząc, nie chcą nas skrzywdzić, tylko przekazać informację. Ostatnią przyczyną jest prowokacja. „Zobacz, rekin. Pociągnijmy go za ogon”. „O Boże, rekin. Mam aparat. Rzucę nim w niego”.
 
M.O.:
Nie wierzę. Naprawdę ktoś to robi?

E.R.: Wiesz, co większość ludzi by zrobiła, gdyby zbliżał się do nich rekin? Rzuciliby w niego aparatem fotograficznym albo uderzyli jakimkolwiek przedmiotem. Dla rekina to prowokacja. Jego reakcja wynika ze strachu. Wyobraź sobie, że facet, którego się obawiasz, zapędza cię w kąt. Co robisz? Walisz go czym popadnie, bo to naturalna reakcja. Nigdy nie wolno uderzyć rekina. Jeśli to zrobisz, jego reakcją będzie atak. Robimy z rekinów czarne charaktery, maszyny do zabijania. Istnieje natomiast wiele zachowań, których nie da się wyjaśnić w żaden inny sposób niż tym, że zwierzę chce się nauczyć czegoś, coś wypróbować. Np. niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że rekiny się bawią. Odkryłem to, robiąc badania z żarłaczami białymi. Przymocowałem przynętę na końcu długiego sznura, podpłynęła ogromna samica i bawiliśmy się w przeciąganie liny. Zastanawiałem się, dlaczego po prostu nie porwie jedzenia i nie odpłynie. Wysłałem nagranie do dwóch bardzo znanych specjalistów od zachowań zwierząt i oni potwierdzili, że rekiny się bawią. I w taki sposób odkryliśmy jeden z głównych powodów, dla których żarłacze białe gryzą ludzi – bo chcą się bawić, zaczepiają, łapią nas dla zabawy, żeby się przekonać, czym jesteśmy. Albo chcą potrenować polowanie: „Użyjmy tej rzeczy – nie mam pojęcia, co to jest, ale poćwiczmy na niej, jak się atakuje fokę”. Z punktu widzenia ofiary to nie ma znaczenia, ale chodzi o zrozumienie, że żaden rekin nigdy nie ma na celu zranienia człowieka.

M.O.: Wezwali cię do analizy ostatnich wypadków w Szarm el-Szejk?

E.R.:
Tak, jednak nie mogłem jechać. Zamiast mnie pojechali moi współpracownicy – Marie Levine i Ralph Collie.

M.O.:
Jaka tym razem była przyczyna?

E.R.:
We wszystkich tych wypadkach punktem zapalnym był pokarm. Nie jest jasne, czy chodziło o wrzuconą do wody padlinę, czy nurkowie karmili rekiny, czy w tym miejscu odbywało się zorganizowane nurkowanie z rekinami, wzmożony połów ryb, czy może wszystko to naraz. Analiza ran sugeruje, że przynajmniej trzy z pięciu ofiar spostrzegły zbliżające się „zagrożenie” i zaczęły się bronić, prawdopodobnie zanim rekiny je w ogóle dotknęły. Z punktu widzenia ofiar była to obrona, dla rekinów – atak. Widziałem rany świadczące o tym, że rekin gryzł tak, by się bronić, będąc w stresie, jak i po to, by odstraszyć konkurentów. Wszystko świadczy o tym, że istniał silny czynnik, taki jak pokarm. W przeciwnym razie rekiny nie atakowałyby wielokrotnie. Cztery z pięciu ofiar zostały ugryzione więcej niż jeden raz.

M.O.:
To co robić, żeby obronić się przed rekinem?

E.R.:
Jeśli naprawdę musisz się bronić, dobierasz się do jego skrzeli. Dlaczego? Ta zasada wynika z naukowych obserwacji. Jeśli rekin chce skrzywdzić innego, atakuje jego skrzela. To jest jedyny nieosłonięty obszar ciała. Wtedy rekin myśli: „Muszę stąd spadać, bo ktoś dobiera się do moich skrzeli”. To jest informacja, którą one rozumieją, ale ludzie o tym nie wiedzą.

M.O.: Oprócz szkoleń prowadzisz jeszcze badania?

E.R.: Oczywiście – na tym opiera się idea SharkSchool. Dzięki kursom mogę zupełnie niezależnie prowadzić prace badawcze. Pracujemy m.in. nad odtworzeniem scenariuszy ataków poszczególnych gatunków. Sprawdzamy, dlaczego w konkretnych przypadkach rekin ugryzł. Chcemy stworzyć pewne modele zachowań tych stworzeń, wytyczyć granice i określić rekomendacje zachowań. To jak z jazdą samochodem. Gdy na zakręcie jest ograniczenie do 40 km/godz., wiesz, że możesz go pokonać z prędkością 50–60 km/godz. Ale co się stanie, gdy na liczniku będziesz miała 70 lub 80?

M.O.:
Nie za dużo ryzykujesz?

E.R.:
Nie, zazwyczaj wiem, jak daleko mogę się posunąć. Obserwuję. Dzięki tym badaniom odkryłem np., że nie muszę dotykać skrzeli rekina, żeby się obronić. Wystarczy z odległości metra pchnąć wodę w kierunku tego narządu.

M.O.: Masz jakiegoś ulubionego rekina?

E.R.:
Jeśli miałbym wybrać, byłby to chyba żarłacz tępogłowy. To stworzenie jest inteligentnym super- drapieżnikiem – maszyną do zabijania. Mówię o nim „rekin rafowy na sterydach”. Bystry, silny i tak szybki, jak tylko można sobie wyobrazić. Niezłe są też żarłacze rafowe czarnopłetwe. Popisują się, ale nie mogą cię tak naprawdę skrzywdzić. To małe podstępne kreatury. Kocham je, ale nie można im ufać. Te stworzenie są po prostu piękne.

Dr Erich Ritter

Pracował w Rosenstiel School of Marine and Atmospheric Science przy University of Miami. Obecnie jest kierownikiem organizacji SharkSchool.