Bo przecież moda od lat obiecuje nam wygodę, a potem każe ją opłacać obtarciami, dziwną rozmiarówką albo sznurówkami, które rozwiązują się akurat wtedy, gdy człowiek niesie kawę i próbuje zachować resztki godności. LightSpray Cloudmonster wyglądają jak odpowiedź z laboratorium: mniej szycia, mniej warstw, mniej klasycznego składania buta z części. Więcej technologii, która ma dopasować się do stopy jak druga skóra.
Luksus coraz częściej mówi językiem sportu
Jeszcze kilkanaście lat temu luksusowe buty kojarzyły się głównie z rzemiosłem, skórą, ciężarem i dyskretnym logo, najlepiej tak subtelnym, żeby rozpoznawali je tylko wtajemniczeni. Dziś luksus coraz częściej zakłada podeszwę jak z buta biegowego i próbuje przekonać nas, że komfort też może być statusem. LOEWE od dawna lubi przesuwać granicę między modą a użytkowym obiektem, a On wnosi do tego swoją obsesję na punkcie lekkości, amortyzacji i inżynierii. Zderzenie tych dwóch światów jest dość naturalne, choć oczywiście podszyte ceną, przy której trudno mówić wyłącznie o sporcie.
LightSpray Cloudmonster kosztują w amerykańskim sklepie LOEWE 990 dolarów, czyli około 3600 zł. To cena bardziej z działu kolekcjonerskiej mody niż rozsądnych butów do codziennego biegania, nawet jeśli konstrukcja korzysta z technologii On i z podeszwy inspirowanej linią Cloudmonster. Dla porządku: w tej samej kolekcji pojawiają się też Cloudsolo za 750 dolarów, czyli około 2700 zł, oraz Cloudtilt Hi za 650 dolarów, czyli około 2350 zł.
I tu mam mieszane uczucia. Z jednej strony, rozumiem fascynację. Biały, bez sznurówek, but z natryskiwaną cholewką wygląda jak obiekt, który ktoś wyjął z działu prototypów i wstawił prosto do butiku. Z drugiej strony, 3600 zł za sneakersy to nadal 3600 zł za sneakersy. Nawet jeśli do pudełka trafiają trzy pary specjalnych skarpet w mocnych kolorach, a całość sprawia wrażenie produktu z bardzo bliskiej przyszłości.

Trzy minuty produkcji i miesiące pytań
Kupujemy buty za kwotę, za którą da się spokojnie zaplanować krótki city break, a potem słyszymy, że ich najbardziej widowiskowy element powstaje szybciej niż domowy tost z serem. Oczywiście to uproszczenie, bo nikt rozsądny nie powinien mylić czasu formowania cholewki z całym procesem projektowania, testowania, pakowania, dystrybucji i sprzedaży. Sama technologia LightSpray polega na stworzeniu lekkiej, bezszwowej struktury z materiału nanoszonego przez robota, co ma ograniczyć liczbę tradycyjnych elementów i poprawić dopasowanie do stopy.
W praktyce może to oznaczać but, który mniej pracuje jak klasyczna cholewka, a bardziej otula stopę. Każda technologia, która obiecuje naturalne dopasowanie, ma też drugą stronę: jeśli coś leży blisko ciała, łatwiej poczuć każdy kompromis.
But bez sznurówek to drobiazg
Sznurówki są jednym z tych wynalazków, których prawie nie zauważamy, dopóki nie zaczną przeszkadzać. W butach sportowych są potrzebne, ale bywają irytujące. W butach modowych potrafią psuć czystą linię. W biegowych trzeba je wiązać z wyczuciem, bo za luźne dają brak stabilności, a za mocne potrafią zafundować nieprzyjemny ucisk. LightSpray Cloudmonster rezygnują z tego rytuału i stawiają na konstrukcję przypominającą skarpetę. Do tego dochodzi mocno rzeźbiona podeszwa, charakterystyczna dla On, oraz srebrne logotypy LOEWE i On na białej bazie.
Czy to praktyczne? Dla części osób pewnie tak. Czy piękne? Tu już zaczyna się kwestia gustu. Dla mnie te buty mają w sobie coś z medycznego prototypu po luksusowym liftingu. Są czyste, sterylne, trochę kosmiczne, a jednocześnie na tyle dziwne, że trudno przejść obok nich obojętnie. Nie wyobrażam sobie, że zastąpią klasyczne sneakersy w szerokiej skali, ale jako pokaz kierunku są dużo ciekawsze niż kolejna limitowana kolorystyka znanego modelu.

Moda testuje przyszłość na najbogatszych
Luksus często działa jak poligon. Najpierw drogie marki sprawdzają, czy klienci są gotowi zapłacić za pomysł, który jeszcze nie mieści się w masowej produkcji. Potem, jeśli technologia się przyjmie, jej tańsze wersje zaczynają schodzić niżej – do marek sportowych, codziennych kolekcji i bardziej przystępnych półek. Tak było z wieloma materiałami, rozwiązaniami amortyzacji czy konstrukcjami bezszwowymi. Dlatego patrzę na LightSpray Cloudmonster jak na zapowiedź świata, w którym buty będą powstawać szybciej, z mniejszej liczby elementów i być może bliżej realnego dopasowania do użytkownika.
Oczywiście entuzjazm warto trzymać na smyczy. Technologia brzmi świetnie, ale pytania o trwałość, naprawialność, przewiewność, komfort po wielu godzinach i realny ślad środowiskowy są ważniejsze. But, który powstaje w trzy minuty, nadal musi przetrwać miesiące chodzenia, deszcz, brud, pośpiech i zwykłe życie. To właśnie codzienność jest najbardziej bezlitosnym testem dla futurystycznej mody.
Przyszłość może przyjść w białych sneakersach
LightSpray Cloudmonster są drogie, limitowane i trochę bezczelne w swojej laboratoryjnej estetyce. Nie mam potrzeby udawać, że to rozsądny zakup. Widzę jednak w nich coś, co wykracza poza samą cenę i logo. To przykład mody, która coraz śmielej korzysta z języka technologii, a nie tylko dokleja do produktu etykietę innowacyjności. Jeśli za kilka lat bezszwowe, natryskiwane cholewki trafią do bardziej dostępnych butów, ten luksusowy eksperyment będzie wyglądał bardziej jak jeden z pierwszych szkiców nowego standardu.
Na razie pozostaje nam obserwować, jak robot robi w trzy minuty coś, co potem rynek sprzedaje za równowartość pensji. Trudno nie uśmiechnąć się pod nosem. Ale jeszcze trudniej zignorować fakt, że moda i sport zaczynają rozmawiać ze sobą coraz ciekawszym językiem.
