Tepui oznacza w języku indiańskiego plemienia Pemon górę. Badacze określają tak stoliwa – płaskie jak stół góry leżące na Wyżynie Gujańskiej, gdzie Wenezuela styka się z Gujaną i Brazylią. W 2012 r. Michał Kochańczyk, alpinista i afrykanista, poprowadził trzecią już wyprawę na Tramén Tepui, niezdobyty szczyt w tamtym regionie.

O Tramén Tepui mówiło się, że „wędruje na mapach”. Na każdej był w innym, czasami odległym o kilkaset metrów, miejscu. Choć może to wydawać się nieprawdopodobne, w XXI w. nie-znana była również wysokość góry. Co prawda na jej szczycie stanęli w 1976 r. Słowacy, ale zostali spuszczeni ze śmigłowca. Jak zdobyć  Tramén Tepui klasyczną drogą, pozostawało niewiadomą. „To, że coś ładnie wygląda z góry, nic nie znaczy. Satelity nie pokażą, jak gęsty jest las wokół góry, jaki charakter ma podłoże i który rodzaj porostów porasta pionowe ściany. Na miejscu okazało się, że musieliśmy podchodzić pod ścianę, często kilka metrów nad ziemią, po korzeniach i odrostach drzew rosnących na bagnach” – mówi Kochańczyk. Sam szczyt zdobyli: Marek Arcimowicz z Polski oraz Alberto Raho i Carlos Mario Osorio z Wenezueli. Oni też zmierzyli Tramén Tepui, obliczając, że ma 2726 m n.p.m. „Rozpierała nas duma. Byliśmy pierwszymi ludźmi, którzy dotarli tak daleko, indiańscy przewodnicy nigdy nie doszli nawet do podnóża ściany”  – wspomina Kochańczyk.

Biorąca udział w ekspedycji Izabela Stachowicz, biolog, odkryła nowe endemiczne gatunki żaby i motyla. 

Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na proste pytanie: ile miejsc na Ziemi nie zostało jeszcze odkrytych? Ile punktów na mapach to – jak to niedawna Tramén Tepui – dziewicze obszary, na których nie stanęła ludzka stopa?

Duchy na straży gór

Piotr Pustelnik, wybitny himalaista i zdobywca Korony Ziemi, mówi, że jego kolegów czeka ciągle mnóstwo wyzwań. „Gdyby każdy alpinista miał tylko jedną nową górę do zdobycia, to ta eksploracja zajęłaby nam całe życie i jeszcze zostałoby coś dla następnego pokolenia” – śmieje się. „Tylko Europa została zadeptana. Na pozostałych kontynentach, szczególnie w Azji, wciąż jest mnóstwo miejsc, w których ludzie jeszcze się nie pojawili. Nie znamy dokładnie lodowca Siachen, który spływa z wysokości 5753 metrów na granicy Pakistanu i Indii. Również Antarktyda i Arktyka ciągle czekają na swoich odkrywców. Ziemia Baffina, największa wyspa Archipelagu Arktycznego, druga pod względem wielkości po Grenlandii wyspa Arktyki i piąta na świecie, znana jest zaledwie gdzieś tak w trzech procentach”.

„Lista” Piotra Pustelnika pokrywa się z rankingami najbardziej niedostępnych, a przez to wciąż praktycznie niezbadanych miejsc na świecie. Najwyższa niezdobyta góra świata leży w Bhutanie, blisko granicy z Chinami. To Gangkhar Puensum wysokości 7570 m n.p.m. Czterem wyprawom, które dotąd próbowały zdobyć szczyt, przeszkodziły trudne warunki, głównie obfite opady śniegu, choć tubylcy wierzą, że to bogowie strzegą swego domu. Gangkhar Puensum oznacza bowiem „Biały szczyt trzech duchowych braci”. Góra stała się już wśród alpinistów legendarnym, odległym celem, o którym mogą jedynie marzyć tak jak Syzyf o końcu pracy. W 1994 roku rząd Bhutanu – na prośbę mieszkańców kraju – zabronił wspinaczki powyżej 6000 m, aby zapewnić żyjącym wyżej bogom święty spokój.

Cztery lata później japońska ekspedycja usiłowała zdobyć szczyt od strony Chin. Jak twierdzą jej uczestnicy – udało im się wejść ok. 200 m pod wierzchołek, ale na szczycie nie stanęli. Po tej wyprawie pod naciskiem Bhutanu Chińczycy wycofali pozwolenia, co utrwaliło przekonanie, że nad całą sprawą pieczę mają siły nadprzyrodzone. Bogowie i władze nie zamierzają ustępować, od 2004 roku wspinaczka w Bhutanie została całkowicie zakazana. W ten sposób „Biały szczyt trzech duchowych braci”, czterdziesta najwyższa góra na świecie, wciąż pozostaje dziewiczy. Identycznie jak pięć innych siedmiotysięczników w tym samym rejonie.

Podobnie jak Gangkhar Puensum, również Kajlas (6714 m n.p.m.) uważana jest za górę magiczną. Nie tylko dlatego, że jest świętym miejscem dla wyznawców hinduizmu, którzy wierzą, że na jej szczycie mieszka bóg Sziwa. Według legend właśnie w okolicy szczytu Kajlas znajduje się wejście do Agharty – mitycznego podziemnego królestwa. Samo słowo Kajlas oznacza Śnieżny Brylant. I faktycznie ośnieżony, lśniący w słońcu szczyt przypomina drogocenny kamień. Góra uznawana jest za źródło wszechświata, z którego wypływają cztery wielkie rzeki pojące Ziemię: Indus, Brahmaputra, Ganges oraz Satledź i jest czczona przez wyznawców czterech religii – hinduizmu, buddyzmu, dżinizmu i bön. Żadnemu  śmiertelnikowi nigdy nie wolno było wejść na jej szczyt.

Próba zdobycia góry zostałaby uznana w Indiach i Tybecie za świętokradztwo. Jednak w 2001 roku władze Chin dały zezwolenie na atak na szczyt Jesúsowi Martínez Novasowi. Hiszpański alpinista chciał z wierzchołka wygłosić pokojowe przesłanie dla świata. Natychmiast zareagowali buddyści, do których przyłączyło się też wielu słynnych wspinaczy i światowe media. Pod naciskiem Novas zrezygnował z wejścia, święta góra Kajlas pozostała do dziś niezdobyta, a jej podnóże ciągle pozostaje celem pielgrzymek wyznawców Sziwy. Według tradycji jej obejście zmazuje wszelkie grzechy i przewinienia pielgrzyma.

 

Przypadki na pustyni

Do najmniej zbadanych miejsc na świecie należą wciąż pustynie. Najgorętsza z nich, Sahara, od początku XX wieku przyciągała śmiałków, którzy brali udział w nieformalnych wyścigach w poszukiwaniu legendarnych oaz, formacji skalnych i grot. Dziś w zachodniej części pustyni, dostępnej jedynie po otrzymaniu wojskowych przepustek, działa Tarek El--Mahdi. Jego „Dabuka Expedition” eksploruje pustynię kilka razy do roku, przygotowując się do przyjęcia turystów i wspomagając naukowców w tych trudnych warunkach. Podczas jednej z wypraw, w towarzystwie norweskich geologów, w pobliżu wzniesień Peter i Paul na południu Egiptu Tarek trafił na nieznaną do tej pory formację skalną. Okazało się, że skały otaczają malowniczy płaskowyż, w którego zboczach natura wyrzeźbiła fantazyjne kształty, tworząc skalny labirynt. Najdziwniejsze wrażenie robią skały przypominające gigantyczne kule, jakby specjalnie wtoczone na górę. Choć to miejsce można już uznać za odkryte, El-Mahdi mówi, że na poznanie Sahary nikomu nie starczy życia i choć widać ją dokładnie z satelity, pozostaje ciągle jedną wielką tajemnicą. Główna trudność w jej badaniu to warunki klimatyczne, brak wody, ekstremalnie wysokie temperatury.

Podobnie jest na Antarktydzie, również wielkiej pustyni, tyle że z lodu. To jedno z najtrudniejszych i najzimniejszych miejsc na Ziemi. Temperatura waha się od –10 st. C do –30 st. C (zanotowano nawet –89 st. C). Pokrywa lodu sięgająca trzech kilometrów, wiatry, które potrafią wiać z prędkością ponad 300 km/godz., głębokie szczeliny lodowe i silne opady śniegu powodują, że Antarktyda pozostaje – dosłownie – białą plamą na mapie.

Z dala od utartych szlaków

To samo można powiedzieć o Syberii. Została odkryta późno, a w czasach ZSRR od-grodzona od reszty świata. „Najbardziej dzikie miejsce na Syberii to Płaskowyż Putorana w północno-zachodniej części Wyżyny Syberyjskiej. Tamtejsze plemiona nie wiedziały na-wet, że był jakiś Związek Radziecki” – śmieje się Romuald Koperski, podróżnik i znawca tych terenów. „W wielu częściach świata wędrowcy poruszają się utartymi szlakami, ale poza nimi ciągle są dziewicze miejsca, w których nie stanęła nigdy ludzka stopa. Syberia jest tego najlepszym przykładem”. 

Obszary, które sąsiadują z trasą kolei trans-syberyjskiej i dróg federalnych, od lat penetrują naukowcy. Znają je myśliwi, wędrowni pasterze i mieszkańcy tajgi. Jednak już kilkadziesiąt kilometrów dalej rozciąga się dziewiczy świat błot, bagien, nieprzebytych lasów i wiecznej zmarzliny. Wśród okolicznych ludów krążą o nim legendy.

Wojciech Grzelak mieszkał na Syberii ponad 10 lat, wykłada na Uniwersytecie w Gornoaltajsku i angażuje się w sprawy syberyjskiej Polonii. W „Ziemi szamanów” opisuje próby dotarcia do tajemniczego miejsca nad Kową, dopływem Angary, jedynej rzeki, która wypływa z jeziora Bajkał. Według ludowych przekazów były tam rozległe polany, na których zalegały kości setek zwierząt, a każda żywa istota, która choćby się tylko do nich zbliżyła, natychmiast ginęła. Zdarzało się, że miejscowi wieśniacy przy pomocy bosaków wyciągali ze śmiertelnego obszaru martwe krowy i owce. Potem opowiadali, że mięso zwierząt, o dziwnej jaskrawoczerwonej barwie, nie nadawało się do zjedzenia. 

Już w latach 30. XX w. badacze zaniepokojeni relacjami okolicznych plemion chcieli eksplorować ten dziwny obszar. Natrafiali tylko na tonącą w bagnie niemożliwą do pokonania tajgę, w której coraz pojawiały się usłane zwierzęcymi szkieletami polany. Ostatnia dekada XX w. przyniosła następne próby odkrycia tajemnicy. Na wyprawy badawcze wyruszyły po kolei trzy rosyjskie ekspedycje wyposażone w nowoczesny sprzęt i superdokładne mapy terenu.

Żadna nie powróciła z tajgi. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, w ciągu zaledwie dziesięciu lat nad Kową zaginęły bez wieści aż 73 osoby. Latem 1992 roku z miejscowości Nabierieżnyje Czełny w kierunku fatalnego miejsca wyruszy-li kolejni badacze. Oni też nie wrócili. Była to ostatnia, jak dotąd, próba eksploracji tego terenu. Syberia nie poddała się odkrywcom.

Zmienić mapę świata

„Nasze przedsięwzięcia ograniczają możliwości techniczne, no i pieniądze” – zauważa Piotr Pustelnik. Zorganizowanie wyprawy eksploracyjnej bywa bardzo drogie. Wymaga znakomitego sprzętu, specjalistów, licznych podróży. Widać to na przykładzie NG Hranicka Propast – Step beyond 400 m – ekspedycji, na której czele stoi Krzysztof Starnawski, nurkujący ekstremalnie m.in. w zalanych jaskiniach.

Starnawski usiłuje od kilku już lat zmienić mapę Europy. Nurkuje i bada Hranicką Propast, krasową jaskinię nieopodal polsko-czeskiej granicy. Chce udowodnić, że czeska „dziura” jest głębsza od włoskiej Pozzo del Merr (392 m) uważanej za najgłębszą zalaną jaskinię świata. „To ogromne przedsięwzięcie. Do jednego nurkowania po-trzeba 20 osób, nurków, wsparcia technicznego, zabezpieczenia ratowniczego, no i lekarza” – tłumaczy Marcin Jamkowski, który bierze udział w wyprawie jako fotograf podwodny.

 

Pomiary z ostatniej wyprawy „pogłębiły” jaskinię do 384 m głębokości. Oznacza to jednak, że ciągle brakuje jej 11 metrów, by mogła zostać uznana za rekordzistkę. Ale budowa dna studni daje nadzieję, że jest jeszcze głębsza. Ekipa wraca tam na początku 2015 roku i być może wtedy rzeczywiście zmieni mapę świata. Jamkowski nie ukrywa, że nurkowanie na takich głębokościach i w takich warunkach jest jak wyprawa na Księżyc.

Epoka odkryć geograficznych trwa nadal, i choć mają one inny charakter, odkrywcom dostarczają tyle samo adrenaliny i satysfakcji, co dziesiątki lat temu. Podróżnicy wymieniają jednym tchem miejsca, które chcieliby jeszcze zbadać: lasy amazońskie, Ziemia Franciszka Józefa, nieznane obszary Kongo, Nowa Gwinea… Tymczasem Ziemia szykuje kolejne niespodzianki. W rejonie archipelagu atlantyckich Wysp Kanaryjskich wyłania się właśnie nowy ląd. Na skutek erupcji podwodnego wulkanu nastąpiło wypiętrzenie dna morskiego. Jeżeli aktywność wulkanu się utrzyma, w niedalekiej przyszłości dojdzie do pojawienia się kolejnej wyspy i powiększenia się terytorium Hiszpanii. Mieszkańcy Hierro i okolicznych wysp już szukają nazwy dla nowego lądu, który może stać się, przynajmniej do chwili zbadania, kolejną białą plamą na mapie świata.