W takim świecie współpraca Aimé Leon Dore z New Balance wydaje się wyjątkowo logiczna. Nowojorska marka wzięła jeden z najciekawszych lekkich modeli treningowych ostatnich lat i ubrała go tak, aby równie naturalnie wyglądał na trasie, w parku i przy stoliku przed modną kawiarnią.
Bieganie ma już własny dress code
Aimé Leon Dore kojarzyło się dotąd głównie z dopracowanymi reinterpretacjami klasycznych sneakersów New Balance. Marka pomogła przywrócić do łask między innymi model 550, po który szybko sięgnęli ludzie niemający większych planów sportowych poza spacerem po mieście. Teraz współpraca przesunęła się w stronę prawdziwego obuwia performance.
W letniej kolekcji znalazły się dwa modele. FuelCell Rebel v5 przeznaczono do codziennych treningów, a FuelCell SC Elite v5 do startów i szybkiego biegania. Towarzyszą im techniczna odzież, lekkie kurtki, kamizelki, szorty, nakrycia głowy i akcesoria. Powstał więc kompletny wizerunek współczesnego biegacza, któremu zależy zarówno na wyniku, jak i tym, co ma na sobie po zapisaniu treningu. Kolekcja zadebiutowała 9 lipca 2026 roku.

Trudno mi się temu dziwić. Bieganie stało się jedną z najbardziej widocznych części miejskiego stylu życia. Kluby biegowe przejęły część funkcji dawnych spotkań towarzyskich, a odzież techniczna wyszła poza stadiony i leśne ścieżki. Legginsy, kamizelki i buty z grubą pianką można dziś zobaczyć także w kolejkach po pieczywo oraz podczas weekendowych zakupów.
Niebieski zmienia się w czerń
Edycja Aimé Leon Dore opiera się na przewiewnej, niebieskiej cholewce, która w dolnej części stopniowo przechodzi w czerń. Zamiast spokojnej kolorystyki typowej dla wielu codziennych butów treningowych pojawił się wyrazisty gradient i neonowozielone akcenty na języku. Boczne logo New Balance otrzymało kwiatowy detal ALD, a wewnątrz zastosowano wspólnie sygnowane wkładki.
Efekt jest odważny, ale nadal spójny. But zachował techniczną sylwetkę i nie został oblepiony ozdobami, które po kilku miesiącach wyglądałyby jak pamiątka po krótkotrwałym trendzie. Wzór kojarzy mi się trochę z wieczornym bieganiem po mieście, gdy niebieskie światło powoli znika, a ulice przejmują neony i ciemne witryny.

Projekt dobrze pokazuje też, jak zmieniło się myślenie o obuwiu sportowym. Jeszcze niedawno efektowne kolory oraz agresywne podeszwy były domeną sprzętu noszonego wyłącznie podczas treningu. Dziś właśnie takie modele często wydają się bardziej współczesne niż kolejne skórzane sneakersy stylizowane na tenisówki sprzed pięćdziesięciu lat.
Pod kolorami nadal kryje się bardzo lekki Rebel
Zmiany dotyczą przede wszystkim wyglądu. Techniczna baza pozostała zgodna ze standardowym FuelCell Rebel v5. Męska wersja waży około 223 gramów, ma 6-milimetrowy spadek pomiędzy piętą a palcami i neutralną konstrukcję. Podeszwa środkowa wykorzystuje mieszankę pianek PEBA oraz EVA, która ma zapewniać miękkie lądowanie i energiczne wybicie.

W piątej generacji pod stopą znajduje się więcej pianki niż wcześniej. Podeszwę poszerzono i podwyższono, dzięki czemu but ma łączyć sprężystość z większą stabilnością. Z przodu pojawiło się również więcej gumy, co powinno ograniczać zużycie podczas regularnego biegania po asfalcie. Cholewkę wykonano z technicznej siatki wspieranej przez lekką konstrukcję FantomFit.
Rebel v5 pozostaje modelem dość uniwersalnym. Może służyć do spokojnego rozbiegania, dłuższego treningu albo szybszego odcinka, gdy nogi mają ochotę na nieco wyższe tempo. Podoba mi się ten kierunek bardziej niż tworzenie kolejnej pary przeznaczonej wyłącznie na jeden rodzaj treningu. Większość osób potrzebuje butów, które poradzą sobie podczas zwyczajnego tygodnia, a nie sprzętu wymagającego osobnej półki dla każdego tempa.
Cena zaskakuje, dostępność już mniej
Aimé Leon Dore wyceniło swoją wersję na 150 dolarów, czyli około 575 zł. Standardowy FuelCell Rebel v5 kosztuje w amerykańskim sklepie New Balance 144,99 dolara. Za limitowaną kolorystykę, wspólne oznaczenia i znacznie większy potencjał kolekcjonerski dopłaca się więc zaledwie około 5 dolarów, czyli niespełna 20 zł.

Problemem może być zakup. Aimé Leon Dore zaznaczyło, że modele Rebel v5 oraz SC Elite v5 z tej kolekcji nie będą oficjalnie oferowane w Unii Europejskiej ani Wielkiej Brytanii. Europejskim klientom pozostaje więc rynek wtórny, import lub nadzieja, że część par pojawi się u wyspecjalizowanych sprzedawców.
W ten sposób rozsądna cena katalogowa może szybko stać się teorią. Limitowane sneakersy mają wyjątkową zdolność do drożenia w chwili, gdy kończy się najprostsza droga zakupu. I właśnie wtedy but do codziennych treningów zaczyna być traktowany tak ostrożnie, jakby każda kałuża stanowiła osobisty atak na domowy budżet.
