Dzisiaj taki rozmiar może wydawać się niemal demonstracyjnie skromny jak na luksusowy zegarek nurkowy. I chyba właśnie dlatego nowy Fifty Fathoms Bathyscaphe 70th Anniversary wygląda tak dobrze. Zamiast imponować gabarytem, broni się proporcjami, detalami i historią, która akurat w przypadku Blancpaina ma naprawdę solidne podstawy.
Kiedy zegarek nurkowy miał być po prostu wygodny
Fifty Fathoms pojawił się w 1953 roku i zapisał się jako jeden z fundamentów współczesnego zegarka nurkowego. Bathyscaphe dołączył do rodziny trzy lata później. Powstał jako bardziej cywilna propozycja – przeznaczona również dla ludzi nurkujących rekreacyjnie, którzy nie potrzebowali na nadgarstku sprzętu wyglądającego jak element wyposażenia wojskowego nurka.
Właśnie tę część historii Blancpain przypomina teraz najmocniej. Jubileuszowy model bazuje na Bathyscaphe z 1968 roku i zachowuje jego kompaktową średnicę 37,4 mm. Koperta ma 12,3 mm grubości i 46,5 mm długości od ucha do ucha. W czasach, gdy przez lata nurki regularnie zbliżały się do 43 czy 45 mm, taki zegarek wydaje się niemal drobny. Na przeciętnym nadgarstku może jednak wyglądać znacznie bardziej naturalnie niż wiele potężnych współczesnych konstrukcji.

Mam wrażenie, że branża zegarkowa wykonała pod tym względem pełne koło. Jeszcze niedawno duża koperta była prostym sposobem na podkreślenie sportowego charakteru i ceny zegarka. Dziś coraz więcej producentów przypomina sobie, że 37 czy 38 mm przez dziesięciolecia nikomu nie przeszkadzało.
Retro, które dostało kilka rozsądnych poprawek
Blancpain zachował charakterystyczne elementy pierwowzoru bardzo konsekwentnie. Jest polerowana stalowa koperta, proste fasetowane uszy i stalowy pierścień otaczający wkładkę lunety. Szara tarcza o szlifie słonecznym ma odcień określany jako meteor grey, a pod godziną 12 znalazło się logo Blancpaina w stylu używanym w połowie XX wieku.

Wskazówki i indeksy również nawiązują do modelu z lat 60., a ciepły kolor masy Super-LumiNova przypomina starzejący się tryt. Same indeksy wykonano jednak z 18-karatowego białego złota. Dawny hesalit ustąpił miejsca szafirowemu szkłu typu glass box, natomiast wkładka lunety jest obecnie ceramiczna i otrzymała lakierowane oznaczenia. Zegarek zachowuje dzięki temu wygląd starego nurka, ale właściciel nie musi traktować go jak eksponatu wyjętego z gabloty muzealnej.
Wodoszczelność wynosi 300 metrów, więc od strony technicznej Bathyscaphe nadal zasługuje na swoją nazwę. Jest tylko jeden element, który może wywołać lekkie uniesienie brwi – czekoladowobrązowy pasek ze skóry cielęcej. Wygląda świetnie przy ciepłych indeksach i szarej tarczy, choć do rzeczywistego nurkowania zapewne szybko zostałby zastąpiony gumą albo paskiem NATO.
Z drugiej strony ilu właścicieli zegarka za kilkadziesiąt tysięcy złotych naprawdę będzie regularnie schodziło z nim na kilkadziesiąt metrów pod wodę? Skórzany pasek mówi sporo o tym, czym współczesny Bathyscaphe jest dla klienta Blancpaina – luksusowym zegarkiem o nurkowym rodowodzie, który częściej zobaczy restauracyjny stolik niż rafę koralową.

W środku współczesny Blancpain
Pod przeszklonym deklem pracuje automatyczny kaliber 1150. Mechanizm wykorzystuje dwa bębny sprężyny i zapewnia 100 godzin rezerwy chodu. Ma również krzemową sprężynę balansu oraz rotor wykonany z 18-karatowego złota, stylistycznie nawiązujący do historycznych modeli Fifty Fathoms.
I tutaj dobrze widać sens całego projektu. Vintage kończy się na wyglądzie. Pod względem materiałów, odporności oraz mechanizmu właściciel dostaje współczesny luksusowy zegarek.
Problemem może być wyłącznie dostępność. Blancpain wyprodukuje 300 egzemplarzy, a cena na rynku amerykańskim wynosi 18 300 dolarów, czyli około 67 600 zł. Według informacji przekazanych przy premierze znaczna część nakładu została zarezerwowana jeszcze przed oficjalnym debiutem.

37,4 mm może być dziś bardziej odważne niż 47 mm
Kilka lat temu największe wrażenie miały robić wielkie koperty, skomplikowane materiały i coraz bardziej agresywna stylistyka. Blancpain proponuje odwrotny kierunek: bierze projekt mający prawie sześć dekad i pozostawia jego rozmiar praktycznie nietknięty.
Bardziej przekonuje mnie właśnie takie korzystanie z firmowego archiwum. Jeśli marka rzeczywiście ma projekty warte przypomnienia, szkoda poprawiać je tylko po to, żeby wyglądały współcześnie. Czasem wystarczy lepsze szkło, ceramika, nowoczesna luminescencja i dzisiejszy mechanizm.
Bathyscaphe 70th Anniversary pokazuje przy okazji, jak niewiele potrzeba, żeby zegarek z 1968 roku pasował do 2026 roku. Być może właśnie dlatego, że jego projektant nie musiał wtedy zastanawiać się, czy 37,4 mm będzie wystarczająco spektakularne na zdjęciu w mediach społecznościowych.
