Każda sztuka odpowiada jednemu rokowi działalności fabryki BMW Motorrad w brazylijskim Manaus. I choć z europejskiej perspektywy można potraktować ten motocykl jako kolejną egzotyczną wersję GS-a, dla BMW brazylijski zakład ma znacznie większe znaczenie. W 2026 roku świętuje dekadę działalności, a niedawno z jego linii zjechał motocykl numer 150 000. Była nim właśnie R 1300 GS Adventure.
Taki jubileusz dobrze pasuje do GS-a
BMW mogło przygotować serię specjalną na bazie praktycznie dowolnego motocykla ze swojej lokalnej oferty. Wybór największego GS-a wydaje się jednak wyjątkowo logiczny.

R 1300 GS Adventure od dawna pełni rolę motocykla, który ma odpowiedź na niemal każdy podróżniczy pomysł właściciela. Ma 30-litrowy zbiornik paliwa, rozbudowaną ochronę przed wiatrem, miejsca do montażu bagażu i akcesoriów oraz boksera o pojemności 1300 cm³. Silnik rozwija 145 KM przy 7750 obr./min i 149 Nm przy 6500 obr./min. Gotowy do jazdy motocykl waży 268 kg. Innymi słowy, delikatność nie znajduje się wysoko na liście jego cech charakterystycznych.
Mam wrażenie, że właśnie dlatego jubileuszowa wersja wygląda tak dobrze. Projektanci nie usiłowali optycznie uspokajać wielkiego turystycznego enduro. Zamiast tego dostaliśmy wojskową zieleń, czerń, żółte akcenty oraz wzory, które pojawiają się między innymi na zbiorniku, bocznych panelach i kufrze centralnym. Osłona silnika i zabezpieczenia pokryw zaworów również otrzymały oliwkowe wykończenie.
Efekt kojarzy się trochę z motocyklem przygotowanym do wyprawy, której uczestnicy zdecydowanie przestali sprawdzać prognozę pogody.

Dziesięć motocykli i dziesięć tabliczek
Każdy egzemplarz otrzyma numerowaną plakietkę. BMW naprawdę zatrzymało produkcję na 10 sztukach, więc trudno tutaj mówić o limitowanej serii liczącej kilka tysięcy pojazdów, którą marketing postanowił nazwać ekskluzywną.
Skala jest wręcz absurdalnie mała. Jeśli wszystkie motocykle trafią do klientów zgodnie z planem, spotkanie dwóch takich GS-ów na jednej drodze będzie wydarzeniem wymagającym sporego szczęścia.
Ma to również kolekcjonerski sens. R 1300 GS Adventure została związana z ważnym momentem brazylijskiej działalności BMW. Fabryka w Manaus jest jedynym należącym do marki zakładem poza Niemcami, który zajmuje się wyłącznie produkcją motocykli. Dziesięć lat działalności i 150 000 wyprodukowanych maszyn daje jubileuszowi trochę więcej treści niż zwykłe urodzinowe logo na baku.

Automatyczna skrzynia w wielkim turystycznym enduro zaczyna mieć sens
Pod specjalnym malowaniem pozostaje dobrze znana R 1300 GS Adventure, ale jubileuszowe motocykle wyposażono w system Automated Shift Assistant, czyli ASA. Układ automatyzuje pracę sprzęgła i może również samodzielnie zmieniać przełożenia. Kierowca nadal może korzystać z dźwigni zmiany biegów przy nodze, jeśli chce zachować większą kontrolę.
Jeszcze kilka lat temu automatyzowanie skrzyni w dużym motocyklu turystycznym mogło wydawać się rozwiązaniem dla osób, którym bardzo zależy na usunięciu z motocykla części motocyklowego doświadczenia. Dzisiaj patrzę na to trochę inaczej.

R 1300 GS Adventure jest maszyną stworzoną do pokonywania ogromnych dystansów, przeciskania się przez miasta z kompletem bagażu i jazdy po drogach, na których częste operowanie ciężkim motocyklem potrafi po kilku godzinach skutecznie odebrać romantyczne wyobrażenia o podróżowaniu. W takim środowisku automatyczne sprzęgło zaczyna wyglądać bardziej jak sensowne ułatwienie niż technologiczna fanaberia.
Do jubileuszowej konfiguracji dodano też podwójny wydech Akrapovič, więc przynajmniej nikt nie powinien podejrzewać tej wersji o przesadną skromność.
Cena pozostaje tajemnicą
BMW nie podało jeszcze ceny 10 jubileuszowych egzemplarzy. Możemy jednak złapać pewien punkt odniesienia. Regularna R 1300 GS Adventure kosztuje obecnie w Brazylii od 146 990 reali brazylijskich, czyli około 105 250 zł. Wersja specjalna z ASA, akcesoriami, unikalnym wykończeniem oraz produkcją ograniczoną do dziesięciu sztuk zapewne znajdzie się wyraźnie powyżej tego poziomu.

I prawdopodobnie cena okaże się najmniejszym problemem dla kogoś, kto naprawdę chciałby ją kupić. Motocykle przeznaczono na rynek brazylijski, a przy takiej wielkości serii samo znalezienie dostępnego egzemplarza może być trudniejsze niż zebranie pieniędzy.
Taki GS powinien być limitowany
Zwykle mam mieszane uczucia wobec specjalnych wersji pojazdów, które sprowadzają się do innego koloru i kilku plakietek. W przypadku brazylijskiego R 1300 GS Adventure proporcje wydają się jednak dobrze dobrane. Jest konkretny jubileusz, konkretny zakład, konkretny rekord produkcji i dokładnie 10 motocykli.
Do tego stylistyka pasuje do charakteru wielkiego GS-a. Zieleń, czerń i żółte detale wyglądają zdecydowanie lepiej niż kolejna elegancka kombinacja lakieru przygotowana z myślą o motocyklu, który na zdjęciach reklamowych najchętniej stoi po osie w błocie.
Szkoda jedynie, że tych maszyn jest tak niewiele. Choć z drugiej strony właśnie dlatego za kilka lat jedna z nich może wywoływać znacznie więcej emocji niż kolejna fabryczna wersja wyposażenia. BMW zrobiło motocykl dla dziesięciu klientów, a reszcie świata zostawiło zdjęcia. W przypadku limitowanych edycji najwyraźniej o to właśnie chodzi.
