Dlatego wybór BMW na International GS Trophy 2026 uważam za wyjątkowo celny. Zamiast kolejny raz oprzeć motocykl zawodników na największym i najbardziej zaawansowanym GS-ie, marka przygotowała specjalną wersję R 12 G/S. To model inspirowany surowym R 80 G/S z lat 80., wyposażony w klasycznego boksera i wyglądający znacznie zgrabniej od współczesnych turystycznych kolosów.
Teraz dostał terenowe opony, dodatkowe osłony, sportowy wydech i wyposażenie potrzebne do przepraw przez rumuńskie góry. Retro przestało być dekoracją ustawioną przed modną kawiarnią. Tym razem będzie musiało przejechać przez rzekę.
Bokser, który wreszcie będzie miał prawo się ubrudzić
BMW R 12 G/S GS Trophy Competition Bike powstało z myślą o tegorocznej edycji International GS Trophy, organizowanej w Rumunii. Uczestnicy zmierzą się z kamienistymi podjazdami, lasami, brodami rzecznymi i trasami, na których błyszczący lakier długo pozostaje wspomnieniem. Impreza odbywa się od 2008 roku, a każda edycja ma własny motocykl zawodniczy. W 2024 roku w Namibii był nim R 1300 GS. Teraz wybór padł na bardziej klasyczne R 12 G/S.

Pod zbiornikiem nadal pracuje chłodzony powietrzem i olejem dwucylindrowy bokser o pojemności 1170 cm³. Osiąga 109 KM oraz 115 Nm momentu obrotowego. To dobrze znana jednostka, która pod względem architektury wydaje się wręcz ostentacyjnie tradycyjna. Cylindry wystają na boki, silnik jest doskonale widoczny, a cała maszyna wygląda bardziej mechanicznie niż cyfrowo.
R 12 G/S nie jest jednak zabawką stylizowaną na dawne enduro. Standardowy model ma w pełni regulowane zawieszenie o skoku 210 mm z przodu i 200 mm z tyłu, 240 mm prześwitu oraz przednie koło o średnicy 21 cali. Płaska kanapa i wąski w okolicy kolan zbiornik ułatwiają jazdę na stojąco. Wersja przygotowana dla uczestników Trophy rozwija te cechy, zamiast przykrywać je kolejnymi ozdobami.
Terenowy garnitur szyty na rumuńskie szlaki
Lista zmian jest długa, choć większość z nich ma bardzo konkretne zastosowanie. Pakiet Enduro Pro przynosi opony terenowe, 18-calowe tylne koło, szersze podnóżki enduro i podwyższoną kierownicę. Dzięki temu zawodnik może przyjąć wygodniejszą pozycję podczas jazdy na stojąco i łatwiej kontrolować motocykl na luźnym podłożu.
Do tego dochodzą gmole chroniące silnik, osłony głowic cylindrów i niewielka owiewka kokpitu w stylu rajdowym. Układ wydechowy zakończono tłumikiem Akrapoviča, a pięciolitrową torbę na zbiornik przeniesiono za siedzenie, gdzie pełni funkcję małego bagażu. Jest także przygotowanie pod nawigację, bo nawet romantyczna wyprawa przez dzikie ostępy przebiega przyjemniej, gdy ktoś wie, w którą stronę jechać.

BMW dorzuciło pakiet Comfort z asystentem zmiany biegów Pro, podgrzewanymi manetkami, tempomatem i systemem ułatwiającym ruszanie pod górę. Do tego dochodzą rozszerzone tryby jazdy oraz reflektor z adaptacyjnym doświetlaniem zakrętów. Puryści mogą kręcić nosem, że dawny R 80 G/S radził sobie bez połowy tych dodatków. Puryści często zapominają jednak, że marznięcie w dłonie i gaśnięcie na stromym podjeździe nie stają się bardziej szlachetne tylko dlatego, że kiedyś były normą.
Motocykla zawodników nie kupimy, ale można zbudować podobny
BMW nie planuje sprzedaży Competition Bike w dokładnie takim wydaniu. Niedostępne pozostaną przede wszystkim oznaczenia związane z imprezą, numery zawodników i specjalna grafika umieszczona na zbiorniku oraz przednim błotniku. Większość wyposażenia można jednak dobrać w konfiguratorze zwykłego R 12 G/S. Motocykl zbliżony technicznie do wersji Trophy może więc trafić do prywatnego garażu.

W Stanach Zjednoczonych standardowe R 12 G/S kosztuje 17 095 dolarów, czyli około 64 500 zł. Po dodaniu wyposażenia nawiązującego do maszyny zawodniczej cena rośnie do co najmniej 22 245 dolarów, czyli około 83 900 zł. W polskim konfiguratorze model startuje od 76 500 zł, choć motocykle dostępne u dealerów z dodatkowym wyposażeniem kosztują również ponad 90 tysięcy zł.
To sporo, ale segment motocykli adventure dawno przestał być tanią przepustką do przygody. Dziś często przypomina świat profesjonalnego sprzętu outdoorowego – można kupić kurtkę zdolną przetrwać wyprawę na ośmiotysięcznik, a potem zakładać ją głównie podczas spacerów z psem. Podejrzewam, że wiele R 12 G/S również spędzi większość życia na asfalcie. Trudno mi jednak mieć o to pretensje. Ten motocykl wygląda świetnie nawet wtedy, gdy największą przeszkodą na trasie pozostaje krawężnik przed piekarnią.

Wybór R 12 G/S na motocykl GS Trophy ma znaczenie wykraczające poza jedną imprezę. Pokazuje, że sprawny motocykl terenowy może mieć klasyczne proporcje, czytelne linie i silnik, którego nie zasłonięto kilogramami plastiku. Nie trzeba również rezygnować z nowoczesnego zawieszenia, elektroniki i zabezpieczeń.
Coraz częściej mam wrażenie, że motocykliści zaczynają tęsknić za maszynami, które zostawiają trochę przestrzeni kierowcy. R 12 G/S nadal jest mocne, kosztowne i technologicznie rozbudowane, ale prezentuje te cechy w bardziej uporządkowany sposób. Wygląda jak sprzęt, którym można pojechać daleko, a zarazem nie sprawia wrażenia, że przed wyjazdem trzeba ukończyć szkolenie z obsługi systemów pokładowych.
