Nowa Seria 3 wchodzi w epokę Neue Klasse. Dostaje zupełnie inną stylistykę, panoramiczny system wyświetlaczy, wnętrze z mocno ograniczoną liczbą fizycznych przycisków i elektrycznego brata w postaci i3. Jednocześnie BMW zostawia pod maską benzynowe silniki, w tym rzędową szóstkę o mocy 443 KM.
Mam wrażenie, że właśnie ten miks będzie przez najbliższe lata jednym z ciekawszych elementów całej gamy BMW. Marka pokazuje przyszłość, ale jeszcze nie zmusza każdego klienta, żeby od razu przeprowadzał się do niej z całym dobytkiem.
Neue Klasse dotarła do samochodu, na którym BMW nie może eksperymentować bez końca
Seria 3 sprzedała się od 1975 roku w ponad 18 milionach egzemplarzy. To jeden z tych modeli, których producent nie może potraktować jak stylistycznego laboratorium bez ryzyka, że bardzo szybko dowie się, co o tym sądzą klienci.
Mimo tego nowa generacja wygląda wyraźnie inaczej. Przód ma węższe nerki połączone wizualnie ze światłami, pojawia się charakterystyczny sharknose, a całość jest znacznie bardziej pozioma i spokojniejsza od niektórych ostatnich eksperymentów BMW z ogromnymi grillami. Zachowano długi rozstaw osi, krótkie zwisy i cofniętą kabinę, więc sylwetka nadal ma proporcje, których po Serii 3 oczekujemy.

Nie trzeba w nieskończoność powiększać nerek, żeby pokazać, że powstała nowa generacja. W M350 xDrive można dodatkowo zamówić żółte światła inspirowane samochodami wyścigowymi BMW. Z tyłu pojawiają się cztery końcówki wydechu, więc najmocniejsza benzynowa wersja nie ma zamiaru wyglądać przesadnie dyskretnie.
W środku przyciski zaczynają być gatunkiem zagrożonym
Znacznie większa rewolucja czeka kierowcę po otwarciu drzwi. Centralnym punktem jest 17,9-calowy ekran skierowany w stronę prowadzącego. Do tego dochodzi BMW Panoramic Vision, czyli pas informacji wyświetlany u podstawy przedniej szyby praktycznie na całej jej szerokości. Opcjonalnie można dodać także BMW 3D Head-Up Display.
Brzmi efektownie, choć mam przy tym mieszane uczucia. Fizyczne przyciski są sukcesywnie wyprowadzane z samochodów, a ich funkcje przenoszone na ekrany. W nowej Serii 3 nawet ustawienia nawiewów czy trybów jazdy w dużej mierze obsługuje się cyfrowo.
BMW przekonuje, że system został zaprojektowany zgodnie z zasadą ręce na kierownicy, oczy na drodze. Kierownica ma przyciski z haptycznym sprzężeniem zwrotnym, część informacji pojawia się wysoko przed wzrokiem kierowcy, a sterowanie głosowe przejmuje kolejne zadania.
Na papierze wszystko się zgadza. Dopiero normalne użytkowanie pokaże, czy ustawienie temperatury albo nawiewu podczas jazdy rzeczywiście będzie wygodniejsze niż przekręcenie pokrętła.

Benzynowe BMW 330 nadal istnieje i ma 255 KM
W USA podstawą spalinowej gamy będzie 330 z dwulitrowym, czterocylindrowym silnikiem turbo. Jednostka współpracuje z instalacją mild hybrid 48 V i rozwija 255 KM oraz 400 Nm.
Napęd trafia przez ośmiobiegowy automat Steptronic na tył albo na cztery koła w 330 xDrive. Przyspieszenie do 60 mph, czyli około 96,5 km/h, zajmuje 5,9 sekundy.
Europejska gama będzie się różnić. BMW potwierdziło już między innymi model 320 i zapowiedziało kolejne odmiany benzynowe oraz hybrydę plug-in.
Ciekawa jest sama decyzja o rozwijaniu równolegle elektrycznej i spalinowej Serii 3. Oba samochody mają wyglądać bardzo podobnie i korzystać z tej samej stylistycznej filozofii. Kierowca wybiera rodzaj napędu, a nie zupełnie inny wizualny świat.
M350 xDrive ma 443 KM i pozwoli odłączyć przednią oś
Najwięcej charakteru zachowano oczywiście dla M350 xDrive, następcy M340i. Trzylitrowa rzędowa szóstka z instalacją 48 V rozwija 443 KM. Sprint od 0 do 100 km/h zajmuje 4,1 sekundy, a prędkość maksymalna jest elektronicznie ograniczona do 250 km/h.

Sam wzrost mocy jest spory, ale bardziej rozbawiła mnie inna funkcja. M350 xDrive dostanie Drift Moment. Po jego uruchomieniu napęd będzie kierowany wyłącznie na tylne koła, dzięki czemu samochód pozwoli na kontrolowaną jazdę bokiem. Funkcja pojawi się w 2027 roku jako aktualizacja oprogramowania, również w samochodach dostarczonych wcześniej.
Żyjemy więc w czasach, w których BMW może dosłać drift przez internet. Trochę trudno mi zdecydować, czy jest to idealne podsumowanie współczesnej motoryzacji, czy jej lekka parodia. Ważniejsze, że sześciocylindrowa Seria 3 nadal istnieje i najwyraźniej nikt nie zamierza całkowicie wygładzać jej charakteru.
Obok stoi i3 z zasięgiem, który kilka lat temu brzmiałby absurdalnie
Elektryczna część rodziny jest równie interesująca. BMW i3 50 xDrive ma 469 KM, akumulator o pojemności 108,7 kWh i deklarowany zasięg do 912 km według WLTP.
Ładowanie prądem stałym może odbywać się z mocą do 400 kW. W odpowiednich warunkach 10 minut przy ładowarce ma pozwolić odzyskać nawet 423 km zasięgu.
Słabsze i3 40 xDrive rozwija 374 KM i korzysta z akumulatora 82,8 kWh. Jego maksymalny deklarowany zasięg wynosi 710 km. W 2027 roku dołączy i3 M60 xDrive.
Jeszcze niedawno elektryczna Seria 3 byłaby traktowana jak duży eksperyment. Teraz bardziej zaskakujące jest chyba to, że BMW potrafi obok niej zaoferować klasyczną rzędową szóstkę i obie wersje umieścić pod praktycznie tą samą karoserią.

Cena pokazuje, że Seria 3 dawno przestała być małym BMW
Amerykańskie ceny zaczynają się od 49 900 dolarów za 330, czyli około 195 100 zł. M350 xDrive kosztuje od 65 900 dolarów, czyli około 257 600 zł. To ceny przed lokalnymi opłatami, a europejski i polski cennik będzie wyglądał inaczej.
Produkcja spalinowej Serii 3 rusza w Dingolfing, natomiast elektryczne i3 powstaje w Monachium. Od 2027 roku monachijska fabryka BMW ma produkować już wyłącznie auta elektryczne.
Ten podział jest dość symboliczny. W jednej rodzinie samochodów spotykają się dwie epoki BMW. Nowa Seria 3 ma wielki ekran, aktualizacje przez internet i system pozwalający na częściowo zautomatyzowaną jazdę po autostradzie. Może mieć ponad 900 km elektrycznego zasięgu. Jednocześnie nadal można wybrać rzędowe sześć cylindrów i nacisnąć funkcję, która odłączy przód, żeby łatwiej postawić samochód bokiem.
