Nowe badanie zrealizowane przez Unum i Uniwersytet Warszawski pokazuje, że Zetki, Millenialsi i przedstawiciele pokolenia X w najważniejszych sprawach myślą zaskakująco podobnie. Dorosłość kojarzy się im przede wszystkim z samodzielnością, odpowiedzialnością, niezależnością finansową i umiejętnością radzenia sobie z emocjami. Różnice oczywiście istnieją, ale najmocniej wychodzą dopiero wtedy, gdy rozmowa schodzi na pracę i rodzicielstwo.
Mam wrażenie, że to jedna z tych diagnoz, które intuicyjnie znamy z codzienności, ale rzadko dopuszczamy je do głosu. Łatwiej mówić o „roszczeniowych młodych”, „przepracowanych trzydziestolatkach” czy „pokoleniu, które wszystko dźwigało samo”, niż zauważyć, że pod tymi różnymi doświadczeniami kryją się bardzo podobne potrzeby: poczucie sprawczości, bezpieczeństwo, bliskość i życie, które nie wymyka się całkiem spod kontroli.
Dorosłość zaczyna się wtedy, gdy umiesz stanąć na własnych nogach
Przez lata dorosłość była oceniana jako: szkoła, praca, ślub, mieszkanie, dzieci. Kolejność mogła się lekko zmieniać, ale sama lista wydawała się obowiązkowa. Dziś ten porządek rozszczelnił się na dobre. Można być trzydziestolatkiem bez dzieci, czterdziestolatką po zmianie branży, dwudziestopięciolatkiem mieszkającym z rodzicami z powodów ekonomicznych, a mimo to prowadzić życie odpowiedzialne i świadome.
Dla wszystkich trzech pokoleń najważniejszym wyznacznikiem dojrzałości okazuje się zdolność do utrzymania się, czyli samodzielność finansowa i niezależność materialna. Na kolejnych miejscach pojawiają się odpowiedzialność za siebie i innych, umiejętność podejmowania decyzji oraz stabilność emocjonalna. Metryka schodzi na dalszy plan. Znacznie ważniejsze staje się pytanie, czy człowiek potrafi ogarniać własne życie, nawet jeśli nie wygląda ono tak, jak oczekiwałaby tego rodzina z pokolenia wcześniej.

Widać przy tym, że poczucie dojrzałości rośnie z wiekiem. Za osoby dojrzałe uważa się 62,8% Zetek, 75,8% Millenialsów i 86,8% przedstawicieli pokolenia X. Podobnie jest z deklarowanym poczuciem odpowiedzialności: mówi o nim 70,8% najmłodszych badanych, 79,2% Millenialsów i 87,6% Iksów. Trudno się temu dziwić. Dojrzałość nie bierze się z daty urodzenia, tylko z przeżytych sytuacji, konsekwencji własnych decyzji i momentów, w których nikt nie przychodzi już z gotowym rozwiązaniem.
Wszyscy chcemy „mieć wszystko”
Ciekawy jest też wątek życiowych aspiracji. Wbrew popularnej opowieści o tym, że młodsi odrzucają klasyczne modele życia, a starsi kurczowo się ich trzymają, badanie pokazuje dość dużą wspólnotę wyobrażeń. Dla większości ważne pozostaje łączenie kilku obszarów: związku, dzieci, pracy zawodowej i własnych pasji. Chcemy bliskości, rozwoju, stabilności i kawałka życia tylko dla siebie. Najlepiej równocześnie.
Brzmi pięknie, dopóki nie spróbujemy rozpisać tego w kalendarzu. Mam wrażenie, że kolejne pokolenia różnią się już nie tyle samym marzeniem o pełnym życiu, ile poziomem szczerości w mówieniu o cenie, jaką się za nie płaci.
Millenialsi, wychowani na haśle „możesz wszystko”, często już wiedzą, że „wszystko” potrafi bardzo skutecznie pożreć weekendy, sen i uwagę. Zetki wydają się ostrożniejsze wobec życia ustawionego wyłącznie pod produktywność. Iksy z kolei częściej przyjmują ten wysiłek jako coś wpisanego w dorosłość. Ale rdzeń pozostaje podobny: ma być sensownie, bezpiecznie i po swojemu.

To samo widać w planach na najbliższe lata. Polacy niezależnie od wieku nie marzą masowo o wywracaniu życia do góry nogami. Chcą raczej sfinalizować rozpoczęte plany albo elastycznie reagować na to, co przyniesie rzeczywistość.
Około co czwarta osoba z pokolenia Z i Y deklaruje chęć doprowadzenia do końca dotychczasowych zamierzeń; podobnie liczna grupa chce dostosowywać się do sytuacji. Wśród przedstawicieli pokolenia X częściej wygrywa właśnie to drugie podejście.
Praca nadal dzieli pokolenia
Największe różnice wychodzą przy pracy. Dla 31% Zetek jest ona przestrzenią rozwoju, ambicji i satysfakcji. Kolejne 24,2% najmłodszych deklaruje, że jeśli dziś nie może się zawodowo rozwijać, chciałoby to zmienić. Millenialsi i pokolenie X częściej patrzą na pracę bardziej pragmatycznie. Jako konieczność i źródło stabilnego dochodu opisuje ją 40,1% Millenialsów oraz 44,4% Iksów.

Pokolenia nie startowały z tego samego miejsca. Dla wielu dzisiejszych czterdziesto- i pięćdziesięciolatków praca była przede wszystkim sposobem na zabezpieczenie życia: ratę, rodzinę, mieszkanie, przewidywalność. Z kolei młodsi dorastali w świecie, który znacznie głośniej mówił o spełnieniu zawodowym, zdrowiu psychicznym i tym, że nie warto poświęcać całej codzienności firmie, która jutro może wysłać automatyczny mail o restrukturyzacji.
To nie musi oznaczać, że jedni są ambitniejsi od drugich. Bardziej przekonuje mnie myśl, że inaczej rozkładają akcenty, bo inne ryzyka oswoili już na starcie.
Rodzicielstwo przestało być domyślnym etapem dorosłości
Drugim obszarem, w którym różnice są wyraźne, jest podejście do dzieci. 35,7% Zetek uważa, że bycie rodzicem ma dziś więcej wad niż zalet. Wśród Millenialsów taką opinię wyraża 30,7% badanych, a w pokoleniu X – 22,6%.
To dane, które dobrze wpisują się w szerszą zmianę społeczną. Rodzicielstwo coraz rzadziej pojawia się jako „naturalny następny krok”, a częściej jako decyzja wymagająca zastanowienia. I trudno udawać, że nie ma do tego powodów. Koszty życia, niepewność mieszkaniowa, presja zawodowa, doświadczenia obserwowane we własnych rodzinach – wszystko to sprawia, że dzieci nie są już oczywistym punktem na liście, tylko jednym z najpoważniejszych życiowych wyborów.

Można się na to oburzać, można załamywać ręce nad demografią, ale warto najpierw usłyszeć, co właściwie mówią młodsi. Niekoniecznie odrzucają rodzinę jako wartość. Częściej nie chcą wchodzić w rodzicielstwo bez poczucia, że będą w stanie unieść jego ciężar. Paradoksalnie to również brzmi jak dojrzałość, choć nie w wersji, do której część starszych pokoleń przywykła.
Wiek nie jest scenariuszem
Kampania „Ja w swoim wieku”, której częścią jest raport, została zbudowana właśnie w kontrze do zdań zaczynających się od „bo ja w twoim wieku…”.
Dobrze, że ktoś ten banał przypomina, bo w debacie publicznej znacznie lepiej klikają się konflikty niż podobieństwa. „Zetki nie chcą pracować”, „Millenialsi nie dorośli”, „Iksy nie rozumieją współczesnego świata” – takie etykiety są szybkie, wygodne i niemal zawsze krzywdząco płaskie.
