Dostępny jest w cenie około 115 000 zł. To kwota, za którą można kupić rozsądny samochód, wyremontować pół mieszkania albo urządzić sobie bardzo ambitne wakacje przez kilka kolejnych lat. A jednak trudno patrzeć na ten zestaw wyłącznie przez pryzmat ceny. B&O od dawna sprzedaje nie tylko dźwięk, ale też pewien pomysł na dom, w którym sprzęt nie jest plastikiem stojącym pod telewizorem, tylko częścią wnętrza. Czasem piękną, czasem absurdalnie drogą, ale zawsze zaprojektowaną tak, by nie dało się przejść obok niej obojętnie.
Stary gramofon, który wraca w bardzo drogim wydaniu
Sercem Beosystemu 3000c jest odrestaurowany Beogram 3000 z 1985 roku. B&O nie buduje więc nostalgii od zera ani nie produkuje nowoczesnego gramofonu stylizowanego na dawny sprzęt. Firma wyszukuje oryginalne egzemplarze, sprowadza je do swojej siedziby w Struer, odnawia i dopiero wtedy łączy z aktualną technologią.

To podejście ma w sobie więcej sensu niż kolejny produkt z naklejką vintage. Beogram 3000 powstał w epoce, w której projektanci sprzętu audio nie musieli jeszcze konkurować o uwagę świecącym logo, ekranem dotykowym i trzema aplikacjami. Forma była oszczędna, precyzyjna i lekka. Talerz sprawia wrażenie niemal zawieszonego w powietrzu, a całość wygląda raczej jak mebel zaprojektowany przez architekta niż urządzenie do odtwarzania płyt.
W nowej wersji pojawia się wykończenie Dune Grey. Matowe aluminium ma ciepły, lekko piaskowy odcień, który zestawiono z ciemnym orzechem. Inspiracja nordyckim wybrzeżem brzmi trochę jak zdanie z katalogu luksusowej marki, ale akurat tutaj nie trzeba szczególnie się wysilać, by ten kierunek zobaczyć. To kolorystyka spokojna, dojrzała i znacznie mniej oczywista niż klasyczne srebro czy czarny połysk.

Winyl nie musi oznaczać życia w muzeum
B&O bardzo sprawnie łączy tu dwa nawyki słuchania muzyki. Z jednej strony jest gramofon, płyta, okładka i ten krótki moment przed pierwszym utworem, kiedy trzeba faktycznie zdecydować, czego chce się posłuchać. Z drugiej – para nowoczesnych głośników Beolab 8, które obsługują Wi-Fi, Bluetooth 5.3, AirPlay 2, Chromecast, Spotify Connect i Tidal.
To zestaw dla osób, które nie chcą zamieniać salonu w sanktuarium analogowego purysty. Można rano puścić playlistę z telefonu, po pracy włączyć jazzowy album z winyla, a wieczorem odpalić podcast z tabletu. Całość działa w jednym systemie, bez osobnego amplitunera, plątaniny kabli i mebli udających studio nagraniowe z lat 90.
Beosystem 3000c Dune Grey Edition powstanie w liczbie 100 egzemplarzy. Każdy ma indywidualny numer, grawer i certyfikat autentyczności. W tej cenie trudno mówić o sprzęcie, który ktokolwiek kupuje z potrzeby posiadania dobrego systemu audio. Można zbudować świetnie brzmiący zestaw za znacznie mniejsze pieniądze, nawet gdy zależy nam na gramofonie, dobrych kolumnach i porządnym wzmacniaczu.

Tutaj płaci się za projekt, ograniczoną dostępność, historię konkretnego urządzenia oraz markę, która od lat konsekwentnie traktuje aluminium i drewno jak materiały równie ważne jak przetworniki czy moduły streamingowe. To luksus w wersji bardzo jawnej. Nikt nie będzie udawał, że 115 tysięcy zł za system muzyczny jest wydatkiem rozsądnym, praktycznym czy łatwym do obronienia przy rodzinnym stole.
Czy taki powrót do rytuału ma jeszcze sens?
Dla większości osób – pewnie nie w tej cenie. I dobrze, bo Beosystem 3000c nie musi być propozycją masową, by pokazywać coś ciekawego. Coraz więcej marek zauważa, że ludzie zaczęli mieć dość rzeczy, które są wyłącznie szybkie, dostępne i natychmiast zastępowalne. Dotyczy to aparatów, zegarków, samochodów, kawy, książek, a teraz coraz wyraźniej także muzyki.

Nie chodzi o to, by porzucić streaming i wrócić do życia z katalogiem płyt ustawionych alfabetycznie pod ścianą. Bardziej przekonuje mnie możliwość wyboru. Czasem chcemy puścić coś natychmiast. Innym razem dobrze jest wyjąć płytę, przetrzeć ją, położyć na talerzu i pozwolić, by album trwał dłużej niż pięć sekund między jednym powiadomieniem a drugim.
B&O sprzedaje tu bardzo kosztowną wersję tego pomysłu. Ale sam pomysł jest wart zapamiętania. Muzyka nie musi zawsze dopasowywać się do naszego pośpiechu.
