Stalin był wściekły. Trzymał w ręce depeszę, wręczoną mu przez szefa sowieckiego wywiadu Siemiona Urickiego, i miotał obelgi. – Ten bękart, który za nasze pieniądze zakłada w Japonii fabryki i włóczy się po burdelach, śmie twierdzić, że Niemcy zaatakują nas 22 czerwca? I ja mam w to wierzyć? – grzmiał dyktator, a generał Uricki kulił się w sobie. Szef wywiadu wojskowego GRU spodziewał się awantury, jak tylko przeczytał meldunek, zawarty w zaszyfrowanej depeszy, którą 12 czerwca przekazała do Moskwy tajna radiostacja działającego w Tokio agenta o kryptonimie Ramsay. Uricki wiedział, że Stalinowi zależy na utrzymaniu paktu Ribbentrop- Mołotow i przyjaźni z nazistami. Szef GRU nie mógł jednak zignorować meldunku swojego najlepszego agenta. Zwłaszcza, że działający od lat w Tokio Ramsay przekazywał zawsze dokładnie sprawdzone i pierwszorzędne informacje. Stalin w trosce o przyjaźń z Hitlerem wyrzucił do kosza ostrzeżenie Ramsaya. 22 czerwca 1941 roku – zgodnie z zapowiedziami agenta – dywizje Wehrmachtu wkroczyły na okupowane przez ZSRR polskie Kresy Wschodnie i po przełamaniu słabego oporu wojsk sowieckich w strefie przygranicznej rozpełzły się po Rosji, prąc w kierunku Leningradu, Moskwy i przez Ukrainę na południe, w kierunku pól naftowych Azerbejdżanu. Przez następne miesiące zlekceważony przez Stalina Ramsay dwoił się i troił, by uratować sowiecką Rosję od nieuchronnej zagłady. Dopiero w połowie lat 60. Rosjanie przyznali, że to jemu zawdzięczają, że Hitler nie zajął Moskwy, Stalingradu i naftowego zaplecza sowieckiego imperium wokół Baku, które było zresztą rodzinnym miastem szpiega o kryptonimie Ramsay.

W służbie rewolucji