Ze względu na swoją formę nie mogą zapewnić ANC, lecz dzięki temu mają do zaoferowania więcej stylu i swobody. Idealnie ukazuje to najnowszy ruch Bose. Z jednej strony zaprezentowali zupełnie nowy wariant otwartych słuchawek sportowych, a także nową generację flagowych klipsów, które są mega stylowe i będą idealnie pasowały do miejskiego, techowego dripu.
Otwarte słuchawki Bose pokazują dlaczego warto dać im szansę
Douszne i dokanałowe słuchawki bezprzewodowe może i robią się coraz lepsze – co doskonale pokazano na początku września podczas konferencji Apple – pod kątem technologicznym, lecz wydaje się, że gdy chodzi o styl, to stoją już pod ścianą i nie są w stanie niczego zmienić. I tutaj pole do popisu mają te mniej konwencjonalne rozwiązania, jak wschodząca gwiazda wielu producentów, klipsy.

Minęły już dwa lata od premiery ostatnich Bose Ultra Open Earbuds, które trochę zatrzęsły rynkiem i pokazały, że większa świadomość przestrzeni w miejscach publicznych, może dziarsko kroczyć w parze z mega style. Nareszcie nadeszła nowa generacja, która według swojego producenta, ulepszyła wszystko.
Czytaj też: Lubię dobry dźwięk, ale nie chcę całego domu wyglądającego jak sklep z elektroniką. Bose to rozumie
A wszystko oznacza poprawioną jakość dźwięku, lepszą jakość rozmów i oczywiście dłuższy czas pracy baterii na jednym ładowaniu. Stało się to możliwe dzięki zastosowaniu nowych przetworników, które umożliwiają uzyskanie większej głośności oraz głębszych basów. Co więcej, podobnie jak inne zaktualizowane słuchawki, tak i te zapewniają technologię dźwięku przestrzennego TrueSpatial, w tym taką ciekawostkę jak tryb kina. Tego typu słuchawki w ogóle sprzyjają takiej formie dźwięku i są zaskakująco przyjemne, po tym jest trudno wrócić do poczciwego stereo.

Będą dostępne w kolorach czarnym, białym-przydymionym, oliwkowym oraz limitowanej, wiśni w czekoladzie. Zaoferują aż 9 godzin ciągłego odtwarzania i lepiej z nimi nie wchodzić pod ścianę deszczu, ponieważ oferują IPX4, czyli w sam raz, żeby uciec do schronienia przed deszczem lub rozłożyć parasol. Oznacza to również, że śmiało mogą być używane do sportu, lecz pod to, Bose przygotował nowe Sport Open Earbuds.
Te już mają wyższą klasę odporności IP54 (pot, mżawka, pył), sterowanie przyciskami oraz oczywiście wysoką jakość dźwięku. One są jednak bardziej nastawione na sport, co się odbiło trochę na stylu. Nie maja blasku modelu Ultra, są raczej stłumione. Wciąż wyglądają lepiej niż jakiekolwiek douszne lub dokanałowe pchełki bezprzewodowe, niemniej, trochę szkoda. Działają też o dwie godziny krócej i bedą dostępne w kolorach czarnym, białym-przydymionym oraz w limitowanej, eukaliptusowej zieleni.
Dostępność i cena

Obydwie pary trafią do sprzedaży już na początku października, a dokładnie od pierwszego jego dnia. Zapowiadają się na naprawdę solidnej jakości alternatywę, która może i przepuszcza więcej dźwięków otoczenia, lecz dzięki temu wspiera bezpieczeństwo użytkowników na zatłoczonych drogach. Poza tym, wyglądają po prostu obłędnie, Bose Ultra do miejskiej stylówy, a wariant sportowy aż się prosi o bieg.
Na drodze do ich sukcesu będzie raczej stała cena. Chociaż wyglądają doskonale i trzymają się pewnie na uchu w każdej sytuacji to jednak nie oferują aktywnej redukcji szumu. Funkcji docenianej w wielu przypadkach od głośnych sklepów, przez koncerty (dla bezpieczeństwa) po lotniska. Bose UItra startują od 300 dolarów, zaś Sport od 200, czyli 70 dolarów drożej niż wytrzymałe i świeżo ukazane AirPods 5. Nie jest łatwo na rynku słuchawek, ale na pewno znajdą swoich fanów.
Źródło: cnet
