Nowy Retrograph Stone Blend jest chyba najlepszym przykładem tego podejścia. Inspiracją dla jego tarczy stał się widok mleka mieszającego się z cold brew. Brzmi jak pomysł z burzy mózgów prowadzonej przy trzecim espresso, dopóki nie spojrzy się na efekt. Tarcza wykonana z naturalnego pietersytu ma brązowe, złotawe i kremowe smugi, przez co rzeczywiście przypomina moment, gdy dwa płyny zaczynają się ze sobą łączyć. Każdy egzemplarz wygląda przy tym trochę inaczej.
Z kawiarni na nadgarstek można trafić z odrobiną wyczucia
Brew powstało w 2015 roku z inicjatywy Johnathana Ferrera, który połączył dwie swoje fascynacje – zegarki i kulturę kawową. Przez lata marka wykorzystywała elementy kojarzące się z ekspresami, przemysłowym wzornictwem oraz samym procesem parzenia. W niektórych modelach pojawiał się nawet specjalnie zaznaczony 30-sekundowy odcinek chronografu, czyli czas zbliżony do przygotowania espresso.

Lubię takie pomysły, kiedy projektant wie, kiedy się zatrzymać. Retrograph Stone Blend nie wygląda przecież jak zegarek reklamujący lokalną palarnię. Kawowy kontekst można całkowicie zignorować i nadal zostaje atrakcyjny, lekko retro zegarek ze świetną tarczą.
Pietersyt szczególnie dobrze pasuje do tej koncepcji. Naturalny kamień tworzy nieregularne wzory, więc nie ma dwóch identycznych tarcz. Zamiast nadrukować imitację wirującego mleka, Brew wykorzystało materiał, który sam tworzy podobny efekt. W czasach, gdy producenci potrafią budować całą kampanię wokół nowego koloru wskazówki sekundowej, takie podejście wydaje mi się całkiem odświeżające.
Retrograph Stone Blend pokazuje też, jak szybko dojrzewają mikromarki
Koperta mierzy 38 mm szerokości i 41,5 mm długości, a jej grubość wynosi 10,4 mm. Wykonano ją ze stali nierdzewnej 316L pokrytej złotą powłoką PVD. Do tego dochodzą szafirowe szkło, brązowy skórzany pasek o szerokości 22 mm oraz wodoszczelność 5 ATM, czyli 50 metrów.
W środku pracuje automatyczny Miyota 9015. To sprawdzony japoński mechanizm, często spotykany w zegarkach niezależnych producentów. Brew dodatkowo eksponuje go przez nietypowe, półokrągłe okno w deklu. Rotor ozdobiono trzema ziarnami kawy, więc tematyczny żart pozostaje tam, gdzie szczególnie dobrze się sprawdza – jako detal odkrywany dopiero po zdjęciu zegarka z ręki. Mechanizm otrzymał również dekorację w postaci pasów genewskich.

I właśnie przy tym modelu dobrze widać drogę, jaką przeszły zegarkowe mikromarki. Jeszcze kilka lat temu ich największym argumentem bywała cena. Dzisiaj w segmencie poniżej 1000 dolarów konkurencja stała się tak mocna, że dobry mechanizm i szafir można traktować niemal jak punkt wyjścia. Potrzebny jest charakter, własny język projektowy i powód, dla którego ktoś ma zapamiętać nazwę z tarczy.
Brew ten powód znalazło w kawie.
Zegarek za prawie 3000 zł inspirowany cold brew
Retrograph Stone Blend kosztuje 775 dolarów, czyli około 2 860 zł. To znacznie więcej niż kosztowały pierwsze zegarki Brew i wyraźny sygnał, że marka chce przesuwać się w górę rynku. Sam Ferrer przyznaje, że klienci zaczynali wcześniej od modeli za około 250 dolarów, później kupowali zegarki kosztujące około 450 dolarów, a dziś są gotowi zainteresować się bardziej rozbudowanymi i droższymi projektami.

Stone Blend powstanie tylko w 250 egzemplarzach. Przy naturalnym kamieniu słowo limitowany ma zresztą odrobinę więcej sensu niż zwykle, bo nawet dwa zegarki z tej samej serii nie będą miały identycznego układu smug.
Czy 775 dolarów za zegarek z Miyotą 9015 jest okazją? Raczej trudno budować taki argument wyłącznie na tabeli parametrów. Płaci się tutaj również za kopertę, kamienną tarczę, niewielką serię i wzornictwo. W świecie mikromarek właśnie ten ostatni element coraz częściej okazuje się decydujący.
Dobra nisza potrafi być większa, niż się wydaje
Brew zaczynało od pomysłu, który wielu osobom mógł wydawać się wystarczający najwyżej na jedną kolekcję. Jedenaście lat później marka nadal znajduje nowe sposoby na opowiadanie o kawie. Jej zegarki trafiały również na znane nadgarstki – jednym z fanów marki został Idris Elba, który zainteresował się nią po tym, jak jeden z modeli pokazał mu stylista.

Mam jednak wrażenie, że sukces Brew mówi więcej o współczesnym rynku zegarków niż o samej kawie. Przy ogromnej liczbie poprawnych, podobnych do siebie modeli coraz większą wartość ma pomysł, który można rozpoznać bez studiowania logo.
Retrograph Stone Blend właśnie taki jest. Inspiracją było mleko wirujące w szklance kawy, a powstał zegarek, który spokojnie można założyć do marynarki. Całkiem niezły rezultat jak na projekt, którego punkt wyjścia można zobaczyć każdego ranka podczas robienia śniadania.
