Trucizna na grotach sprzed 60 tysięcy lat odkryta w Afryce. Nasi przodkowie byli genialnie okrutni

Przez niemal czterdzieści lat leżały w muzealnym magazynie, uznawane za kolejne prehistoryczne narzędzia. Dopiero niedawno ktoś wpadł na pomysł, by przyjrzeć im się naprawdę uważnie. To, co wtedy ujrzano, okazało się przełomowe dla dyskusji o zdolnościach intelektualnych ludzi żyjących dziesiątki tysięcy lat przed nami. Artefakty z południowej Afryki wciąż noszą ślady substancji, której użycie mogło być o całe epoki wcześniejsze, niż do tej pory przypuszczano.
...

Chemiczne tropy sprzed 60 tysięcy lat

Badania dziesięciu grotów z widocznymi pozostałościami organicznymi przeprowadził zespół pod kierunkiem archeologa Svena Isakssona. Naukowcy wykorzystali chromatografię gazową sprzężoną ze spektrometrią mas, metodę pozwalającą identyfikować nawet śladowe ilości związków chemicznych. Wyniki były zaskakujące. Na pięciu zabytkach wykryto buphandrynę, toksyczny alkaloid roślinny. Na jednym znaleziono dodatkowo epibufanizynę. Oba związki naturalnie występują w cebulach i liściach rośliny Boophone disticha, znanej w regionie i historycznie dokumentowanej jako źródło trucizny do strzał. Toksyna nie zabijała natychmiast. Zdaniem badaczy, jej zadaniem było przede wszystkim spowolnienie ofiary, co znacznie ułatwiało myśliwym pościg i finałowe schwytanie rannego zwierzęcia.

Czytaj też: Groby elitarnych wojowników z X wieku zdradzają przeszłość Kotliny Panońskiej. Euforia węgierskich archeologów

Odkrycie radykalnie przesuwa wstecz najwcześniejsze bezpośrednie dowody na użycie zatrutych grotów. Dotychczasowe znaleziska z Afryki datowano na około 7 tysięcy lat temu, czyli na środkowy holocen. Nowe ustalenia wskazują na okres sprzed 60 tysięcy lat. Ta różnica całkowicie zmienia optykę patrzenia na rozwój zaawansowanych technik łowieckich. Historyczne dane etnograficzne sugerowały, iż praktyka mogła być starsza, ponieważ zatrutych strzał używała większość znanych z badań grup łowieckich z południa Afryki. Teraz mamy na to twardy, materialny dowód.

Abstrakcyjny umysł prehistorycznego myśliwego

Polowanie z użyciem trucizny to coś więcej niż rzut oszczepem. Wymagało wieloetapowego, zaplanowanego działania. Jak trafnie zauważyli autorzy publikacji, użycie broni chemicznej zamiast wyłącznie siły fizycznej oznacza konieczność opanowania zupełnie innego zestawu umiejętności mentalnych:

Ponieważ trucizna nie jest siłą fizyczną, lecz działa chemicznie, łowcy musieli również polegać na zaawansowanym planowaniu, abstrakcji i rozumowaniu przyczynowo-skutkowym – podkreślają eksperci

Czytaj też: Pod dżunglą Jukatanu skrywała się nieznana metropolia stworzona przez Majów

Wybór właściwej rośliny, przygotowanie ekstraktu, bezpieczne nałożenie go na ostrze i cierpliwe oczekiwanie na efekty: każdy z tych kroków świadczy o głębokim, przyczynowo-skutkowym rozumieniu świata. Międzynarodowy zespół określił zatrutą broń jako charakterystyczny element zaawansowanego technologicznie arsenalu społeczności zbieracko-łowieckich. Publikacja zamieszczona w Science Advances dostarcza pierwszych bezpośrednich dowodów na taką praktykę w późnym plejstocenie w południowej Afryce. To kolejna cegiełka w mozaice obrazującej niezwykłą pomysłowość i zdolność adaptacji naszych przodków. Pokazuje, że innowacje technologiczne, nawet te bardzo subtelne, pojawiały się w ludzkich społecznościach znacznie wcześniej, niż często chcemy to przyznać.