Mam jednak wrażenie, że właśnie na tej bezczelnej pewności zbudowano cały urok Daggera S. To motocykl dla ludzi, których dawno przestało interesować, czy na papierze wyprzedzą znajomego na litrowym nakedzie. Tutaj ważniejsze jest, czy po zatrzymaniu pod kawiarnią właściciel będzie miał ochotę jeszcze raz obejść maszynę dookoła, zanim zdejmie rękawiczki.
102 KM jako test charakteru
Pod aluminiowymi, karbonowymi i tytanowymi detalami pracuje chłodzony cieczą silnik V2 o pojemności 997 cm3, rozwarty pod kątem 88 stopni. Osiąga 102 KM przy 9600 obr./min i 87 Nm przy 7300 obr./min. Na tle współczesnych maszyn sportowych nie są to wartości, które wywołają drżenie tabel w salonach Ducati czy KTM-a. W przypadku Brough Superior ten wynik ma jednak zupełnie inne zadanie – odsiać osoby, które wciąż próbują mierzyć motocykl prostym przelicznikiem liczby koni na wydaną złotówkę.
Dagger S nie kusi obietnicą rekordowego przyspieszenia. Woli przypominać o czymś, co branża trochę zgubiła w pogoni za osiągami: motocykl może być sprzętem do jazdy, ale także przedmiotem, który daje zwykłą, dziecięcą satysfakcję z posiadania czegoś niepowtarzalnego. Nie każdy musi to rozumieć. Prawdę mówiąc, przy cenie tego modelu nawet lepiej, żeby większość nie rozumiała.
Sport zaczyna się tu od pozycji za kierownicą
Wersja S nie dostała nowego silnika ani pakietu elektroniki, który domagałby się osobnego podręcznika. Najważniejsza zmiana dotyczy ergonomii. Kierownicę umieszczono niżej i dalej z przodu, aby mocniej dociążyć przednie koło i ustawić motocyklistę w bardziej zaangażowanej, sportowej pozycji.

To detal, który na liście wyposażenia łatwo przeoczyć, ale w realnej jeździe potrafi zmienić bardzo dużo. Dagger S ma zachęcać do mocniejszego składania się w zakręty, a mniej do spokojnego przesuwania się po mieście z jedną ręką na manetce.
Brough Superior dopracował też przednią osłonę, dołożył wyraźniejsze elementy wokół chłodnicy i wykorzystał karbon o strukturze przypominającej plaster miodu na górnej części zbiornika. W standardowym motocyklu takie dodatki mogłyby trafić do rubryki stylistycznych ozdobników. Tutaj stanowią część całej koncepcji – sprzęt ma być agresywniejszy.
Tytan tam, gdzie inni montują plastik
Dagger S jest ciekawy przede wszystkim wtedy, gdy zaczyna się patrzeć na niego z bliska. Rama i subrama powstają z tytanu. Z przodu pracuje charakterystyczne dla Brough Superior zawieszenie typu Fior, frezowane z litego aluminium i połączone z tytanowymi wahaczami. Zamiast klasycznego widelca dostajemy układ, który wygląda jak element prototypowego pojazdu stworzonego przez firmę lotniczą, która postanowiła któregoś dnia zająć się motocyklami.
Do kompletu dochodzą frezowane aluminiowe koła 17-calowe, dwa przednie hamulce z tarczami 320 mm oraz tylna opona w rozmiarze 200/55. Konstrukcja waży 200 kg na sucho, a rozkład masy ma wynosić 50:50. Wszystko zostało podporządkowane jednej idei: Dagger S ma sprawiać wrażenie maszyny przygotowanej z przesadną dokładnością, choćby dla samej satysfakcji tworzenia.

Trudno mi się temu dziwić. Wielu producentów sprzedaje dziś ekskluzywność, doklejając plakietkę z numerem serii, specjalny lakier albo skórzane etui do kluczyka. Brough Superior zaczyna znacznie wcześniej – od materiałów i sposobu budowy motocykla. Tutaj nawet elementy, których przeciętny przechodzień nie zauważy, mają wyglądać jak część kosztownej decyzji.
Cena dla osób, które nie lubią pytać o cenę
Producent nie publikuje oficjalnej kwoty Daggera S. Potwierdza jedynie, że cena pozostanie identyczna niezależnie od tego, czy zamówienie zostanie złożone przez internet, w salonie w Tuluzie czy u lokalnego dystrybutora. To trochę jak informacja od restauracji, że rachunek będzie taki sam przy stoliku i na tarasie – miła, ale niewiele mówiąca, kiedy w menu nie ma żadnych liczb.
Francuskie zestawienia wskazują jednak na około 80 000 euro, czyli około 343 000 zł. Warto traktować tę kwotę jako orientacyjną, ponieważ sama marka nie podaje cennika publicznie. Nawet przy tym zastrzeżeniu trudno uciec od oczywistego wniosku: Dagger S należy do świata, w którym motocykla nie kupuje się po porównaniu rat leasingu. To wybór kolekcjonerski, emocjonalny i w pewnym sensie bardzo osobisty.
Brytyjska legenda wykańczana po francusku
Marka Brough Superior powstała w 1919 roku w Nottingham, ale jej współczesne motocykle tworzone są we Francji, w okolicach Tuluzy. Po reaktywacji w 2013 roku firma postawiła na ręczną produkcję, limitowaną dostępność i możliwość indywidualizacji.
Dagger od początku miał być najbardziej dynamicznym przedstawicielem nowoczesnej rodziny, między innymi dzięki kołom 17-calowym z przodu i z tyłu. Nazwa odwołuje się do sztyletu należącego do Lawrence’a z Arabii, a sama sylwetka motocykla ewidentnie chce mieć coś wspólnego z ostrzem – jest napięta, zwarta i mało ugodowa.

Brough Superior Dagger S nie ma sensu w klasycznym rozumieniu opłacalności. Za podobne pieniądze można kupić bardzo szybki motocykl, bardzo wygodne auto albo kilka naprawdę rozsądnych rzeczy, które zwykle kończą się w arkuszu kalkulacyjnym. Tyle że rozsądek rzadko prowadzi do garażu, żeby jeszcze raz spojrzeć na frezowany tytan przed snem.
Dagger S jest kosztowną zachcianką, ale przynajmniej nie udaje, że chodzi o coś innego. Ma być wyjątkowy, wyrazisty i trochę niepotrzebny.
