Umówmy się: nie ma dobrego sposobu na złamanie serca. Jest jednak lepsza metoda niż uprzykrzanie komuś życia, pokazywanie najgorszej strony swojego charakteru, zniechęcanie do siebie do momentu, aż druga strona sama zechce zakończyć relację. (To naprawdę okrutne).

Naukowcy z Brigham Young University w Utah i University of South Alabama dowiedli, że ludzie wolą bezpośredniość i szczerość niż niedomówienia i kurtuazję. Nie musi to być od razu „Twoje rzeczy czekają na klatce”, lepiej sprawdzi się (znienawidzone przez wielu) „Musimy porozmawiać”.  Z psychologicznego punktu widzenia to „bufor”, który daje drugiej stronie kilka sekund na adaptację, przygotowanie się na nie najlepsze wieści .

W badaniu wzięło udział 145 osób, którym przedstawiono różne sposoby komunikowania złych wieści (informacje o zakończeniu związku, zwolnieniu z pracy, poważnej chorobie itp.). Były to komunikaty wizualne, tekstowe i werbalne. Zadaniem uczestników było ocenienie każdego z nich w kilku wymiarach:  na ile jasny, zrozumiały, wyważony, bezpośredni, uzasadniony, wydajny, uczciwy i konkretny był dany przekaz.

Wnioski? Okazuje się, że im gorsze wieści mamy do zakomunikowania, tym mniej słów powinniśmy użyć.  To tak jak z pożarem - porównują naukowcy - nie potrzebujesz zbędnych słów, by ewakuować się z budynku.

- Większość ludzi woli bezpośredniość, szczerość i zwięzłość, „bufor” to ewentualność (przydatny jedynie w sytuacji, gdy zła wiadomość uderza w system wartości czy tożsamość  danej osoby)* - wyjaśnia prof. Nicole Amare, specjalistka w dziedzinie komunikacji, jedna ze współautorek badania.

Wydaje się, że teorię badaczy z Utah i Alabamy, dobrze oddają słowa iberoamerykańskiego pisarza  -Julio Cortazara: „Niech szybka będzie egzekucja, niech szybko nastanie kłamliwy porządek samotności, samowystarczalności, egocentryzmu”.

Wyposażeni w tę wiedzę, wyłączajcie komputery i idźcie łamać serca. Pamiętajcie: bezpośrednio znaczy skutecznie.

 

Źródło: vice.com