powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Styl życia

Bugatti na polu golfowym. Sportowy sprzęt czy kolekcjonerska biżuteria dla dorosłych?

Golf od dawna ma problem z własnym wizerunkiem. Z jednej strony próbuje uchodzić za sport dostępny, zdrowy i coraz bardziej miejski, z drugiej wciąż nie potrafi całkiem odczepić się od obrazka człowieka w idealnie skrojonych spodniach, który rozmawia o biznesie, patrząc gdzieś ponad zielenią. Wystarczy jednak spojrzeć na nową współpracę Honmy i Bugatti, by zrozumieć, że pewne skojarzenia nie tylko nie odchodzą do lamusa, lecz dostały właśnie karbonowe wykończenie i cenę małego mieszkania w mniejszym mieście.

M
Monika Wojciechowska
1h temu·5 minut·
Bugatti na polu golfowym. Sportowy sprzęt czy kolekcjonerska biżuteria dla dorosłych?

fot. Honma i Bugatti

Chcesz czytać więcej treści jak „Bugatti na polu golfowym. Sportowy sprzęt czy kolekcjonerska biżuteria dla dorosłych?"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Japońska Honma, marka doskonale znana fanom bardzo drogich kijów, połączyła siły z Bugatti. Efektem są zestawy golfowe inspirowane hipersamochodem Tourbillon. Najdroższa wersja 5 Star kosztuje 72 tysiące dolarów, czyli około 263 tysiące zł. Powstanie zaledwie 20 kompletów. Za tę kwotę można kupić auto, przeprowadzić porządny remont albo postawić sobie na działce całkiem rozsądny domek. Ale można też wejść na pole golfowe z torbą, która ma komunikować, że w życiu nie chodzi już o wynik, lecz o odpowiednią oprawę wyniku.

I muszę przyznać, że w tym szaleństwie jest pewna logika.

Golf jako ostatnia spokojna arena luksusu

W świecie, w którym luksusowe marki coraz chętniej sprzedają kubki, hulajnogi, słuchawki, ekspresy do kawy i rozmaite przedmioty do postawienia na stoliku, golf wydaje się dla nich terytorium wręcz wymarzonym. Jest powolny, rytualny, oparty na detalach i pełen ludzi, którzy potrafią godzinami dyskutować o tym, czy dany kij daje właściwe czucie przy uderzeniu.

To nie jest rynek, na którym trzeba wszystkich przekonać, że rzecz kosztująca absurdalnie dużo ma sens. W golfie od dawna funkcjonują wysokie ceny sprzętu, ekskluzywne kluby, prywatne pola i całe otoczenie, które sprawia, że człowiek z torbą za kilkadziesiąt tysięcy nie jest automatycznie uznawany za ekscentryka. Czasem po prostu uchodzi za kogoś, kto bardzo serio traktuje swój handicap.

fot. Honma i Bugatti

Bugatti nie musi więc nikogo uczyć języka prestiżu. Wystarczy, że pojawi się na sprzęcie, który już sam w sobie ma status przedmiotu dla wtajemniczonych. A Honma idealnie pasuje do tej układanki, bo od lat buduje reputację producenta kijów dopracowanych z niemal jubilerską cierpliwością. Przy tej współpracy żadna strona nie musiała udawać kogoś, kim nie jest.

Od silnika do puttera jest bliżej, niż mogłoby się wydawać

W materiałach promujących kolekcję pojawiają się odniesienia do aerodynamiki, karbonu, tytanu i charakterystycznej sylwetki Bugatti Tourbillon. Putter ma nawiązywać kształtem do tylnej części auta, a jego spód inspirowano wyglądem obrotomierza. Tego typu szczegóły łatwo wyśmiać, zwłaszcza gdy człowiek wie, że ostatecznie chodzi o uderzenie niewielkiej piłeczki w dołek oddalony o kilka metrów.

Tylko że luksus nie działa według zasad rozsądnego kalkulatora. Gdyby działał, nikt nie kupowałby mechanicznego zegarka za cenę samochodu tylko po to, by sprawdzać godzinę z urządzenia mniej dokładnego niż telefon. Nikt nie zamawiałby garnituru szytego miesiącami, skoro w galerii handlowej można wyjść z podobnym krojem po czterdziestu minutach. A jednak właśnie ten czas, detal i poczucie obcowania z czymś wykonanym ponad konieczność budują całą magię.

fot. Honma i Bugatti

Golf ma tu jeszcze jeden atut. W przeciwieństwie do samochodu nie wymaga oglądania przez tłum ludzi na światłach. Nie stoi pod restauracją, nie wyskakuje na Instagramie przy każdym tankowaniu, nie budzi sąsiedzkiego komentarza. Kij golfowy można wyciągnąć z torby w środku spokojnego poranka, na polu oddalonym od miasta, i pozwolić, by zauważyli go wyłącznie ci, którzy wiedzą, na co patrzą.

Cena nie kupuje wyniku

Honma i Bugatti sprzedają kilka poziomów tej fantazji. Bardziej przystępny zestaw kosztuje 12,5 tysiąca dolarów, czyli około 46 tysięcy zł. Wersja 4 Star to już 25 tysięcy dolarów, czyli około 91 tysięcy zł. Najwyższy stopień wtajemniczenia, wspomniane 5 Star, wyceniono na 72 tysiące dolarów, czyli około 263 tysiące zł. Są też puttery za 3,2 tysiąca dolarów, czyli około 12 tysięcy zł, oraz za 9,6 tysiąca dolarów, czyli około 35 tysięcy zł.

fot. Honma i Bugatti

I oczywiście żadna z tych kwot nie zagwarantuje lepszego putta na osiemnastym dołku. Golf jest pod tym względem bezlitosny. Można mieć najładniejszy sprzęt świata, a potem posłać piłkę do bunkra z energią człowieka, który właśnie przypomniał sobie o nieopłaconej fakturze. Technologia może pomóc, materiały mogą zmienić odczucia, a dobrze dobrany kij może poprawić komfort gry. Resztę i tak załatwia technika, spokój, trening i bardzo często zwykłe szczęście.

Ale w tym przypadku wynik nie jest jedyną walutą. Kupujący dostaje przedmiot, który ma własną opowieść. Jest ślad Tourbillona, jest rzemiosło Honmy, jest ograniczona liczba egzemplarzy i marka, która wciąż potrafi sprawić, że nawet ludzie niezainteresowani motoryzacją rozumieją, iż patrzą na coś kosztownego. Taki zestaw to raczej akcesorium do stylu życia niż sportowy sprzęt w klasycznym znaczeniu.

fot. Honma i Bugatti

Coraz częściej widzę, że najdroższe marki nie chcą już mieszkać wyłącznie w garażu, na nadgarstku czy w garderobie. Wchodzą do domu, na taras, do kuchni, na rower, do świata audio, a teraz również na pole golfowe. Klient, który ma już samochód, zegarek i kilka garniturów, nie potrzebuje kolejnego logo na T-shircie. Szuka rzeczy, które wchodzą w jego rytuały i stają się częścią codzienności.

Golf pasuje do tego idealnie. Ma własne tempo, własny język, własne zasady i własną społeczność. Można uprawiać go latami, poprawiając drobne elementy techniki, a jednocześnie zmieniać sprzęt z podobnym zaangażowaniem, z jakim inni wybierają zegarki lub obiektywy. Bugatti i Honma dobrze rozumieją, że ich klient nie kupuje wyłącznie produktu. Kupuje możliwość wprowadzenia do hobby odrobiny świata, który na co dzień kojarzy się z garażem wypełnionym autami wartymi miliony.

Czy to potrzebne? Oczywiście, że nie. Czy jest trochę absurdalne? Jak najbardziej. Ale luksus bez odrobiny absurdu przestaje być luksusem, a staje się po prostu drogim zakupem. A droga rzecz bez opowieści szybko nudzi się równie mocno jak tani gadżet z przypadkowego sklepu internetowego.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Bugatti na polu golfowym. Sportowy sprzęt czy kolekcjonerska biżuteria dla dorosłych?"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX