Nowa seria składa się z automatów o średnicy 38 mm i znacznie mniejszych modeli kwarcowych mierzących 26,5 mm. Do wyboru są stal z głęboką fioletową tarczą oraz złote wykończenie zestawione z elektrycznym błękitem. Do tego dochodzą żłobione lunety, błyszczące bransolety i wystarczająco dużo refleksów, żeby skojarzenie z kulą dyskotekową pojawiło się jeszcze przed przeczytaniem nazwy na pudełku.
Disco volante, czyli zegarek jak latający spodek
Inspiracja sięga charakterystycznego stylu określanego jako disco volante. Po włosku oznacza to latający spodek, a w zegarkowym świecie nazwa odnosi się do bardzo okrągłych, płaskich kopert, często z ukrytymi uszami. W latach 60. i 70. podobne konstrukcje pojawiały się u wielu producentów i wyglądały zdecydowanie inaczej niż współczesne zegarki sportowe.
Bulova korzysta z tego pomysłu dość swobodnie. Automatyczne Disco mierzy 38 mm i ma krótkie, ale nadal widoczne uszy o rozstawie 18 mm. Bardziej wierna klasycznej idei disco volante jest mała wersja kwarcowa. Jej koperta ma 26,5 mm, a bransoleta łączy się z nią bez widocznych uszu, dzięki czemu całość rzeczywiście przypomina metalowy dysk.

Właśnie mniejsza wersja jest pod tym względem szczególnie ciekawa. Przez lata damskie zegarki często traktowano jak pomniejszone odpowiedniki męskich modeli. Tutaj proporcje całkowicie zmieniają charakter projektu i prowadzą znacznie bliżej estetyki epoki, do której Bulova chce wrócić.
Fiolet i elektryczny błękit robią za światła klubowe
Stalowy automat dostaje ciemnofioletową tarczę dégradé, czyli stopniowo zmieniającą odcień w kierunku krawędzi. W wersji złotej pojawia się intensywny niebieski. W obu przypadkach luneta jest mocno żłobiona i polerowana, dzięki czemu powierzchnia ma odbijać światło podobnie jak dyskotekowa kula.
Całość mogłaby łatwo skręcić w stronę kostiumu na imprezę tematyczną. Na szczęście proporcje są całkiem spokojne. 38 mm w automacie to rozmiar znacznie bardziej elegancki niż typowe 42-44 mm spotykane jeszcze niedawno w wielu męskich kolekcjach.

Podoba mi się też wybór kolorów. Fiolet w stalowej wersji wygląda mniej oczywiście niż kolejna czarna albo granatowa tarcza, a niebiesko-złoty wariant nawet nie udaje dyskretnego zegarka. Przy nazwie Disco skromność byłaby zresztą trochę podejrzana.
W automacie pracuje dobrze znana Miyota
Większy model korzysta z mechanizmu Miyota 8215. To sprawdzony japoński automat z 42-godzinną rezerwą chodu, trzema wskazówkami i datownikiem umieszczonym na godzinie. Część mechanizmu można oglądać przez nietypowe okno w deklu, natomiast pozostałą powierzchnię zajmuje grafika Disco by Bulova oraz hasło Don’t stop the music.
Miyota 8215 nie jest mechanizmem, dla którego kolekcjoner będzie urządzał specjalne oświetlenie witryny. To solidna, znana konstrukcja należącej do Citizen firmy Miyota. W takim zegarku pasuje całkiem dobrze, bo główną rolę zdecydowanie gra wzornictwo.
Na plus wypada za to wypukłe szkło szafirowe. Znacznie gorzej prezentuje się odporność na wodę. Bulova określa Disco jako model odporny na zachlapania, a w oficjalnych materiałach pojawia się 30 metrów. Przy zegarku w tej cenie oczekiwałabym przynajmniej większego spokoju podczas codziennego użytkowania.

Małe Disco dostaje kwarc i ciekawszą bransoletę
Wariant 26,5 mm korzysta z kwarcowego mechanizmu 5Y20 o deklarowanej dokładności do około 15 sekund miesięcznie. Zrezygnowano z datownika, więc tarcza jest jeszcze czystsza. Nadal mamy szafir oraz podstawową odporność na zachlapania.
Bardziej interesująca jest bransoleta. Zamiast klasycznych ogniw H-link zastosowano układ przypominający niewielkie, trójwymiarowe piramidy. Odbijają światło pod różnymi kątami i znacznie mocniej rozwijają motyw kuli dyskotekowej.
Szczerze mówiąc, chętnie zobaczyłabym tę samą bransoletę również przy automacie. Standardowa H-link jest bezpieczniejsza, ale przy projekcie nazwanym Disco odrobina przesady raczej nie zaszkodziłaby.
Impreza zaczyna się od około 2065 zł
W Stanach Zjednoczonych stalowy Disco Automatic z fioletową tarczą kosztuje 695 dolarów, czyli około 2 730 zł. Za złotą wersję z niebieską tarczą trzeba zapłacić 795 dolarów, czyli około 3 125 zł. Mniejsze modele kwarcowe są tańsze. Stalowa odmiana kosztuje 525 dolarów, czyli około 2 065 zł, a złota 595 dolarów, czyli około 2 340 zł.

To poziom cenowy, przy którym Bulova musi konkurować z naprawdę dużą liczbą zegarków mechanicznych i kwarcowych. Disco ma jednak argument, którego trudno znaleźć w tabeli parametrów. Wygląda inaczej niż większość z nich.
Rynek przez długi czas był pełen zegarków udających sprzęt do ekstremalnych zadań wykonywanych głównie przy biurku. Bulova proponuje coś znacznie bardziej szczerego – zegarek stworzony przede wszystkim po to, żeby dobrze wyglądał. Nie trzeba znać głębokości najbliższego oceanu ani czasu lotu do Tokio. Wystarczy trochę światła, żeby żłobiona luneta zrobiła to, do czego została zaprojektowana.
