Porsche właśnie wykorzystało ten mechanizm z chirurgiczną precyzją. Przy okazji Toy Story 5 powstały trzy jedyne w swoim rodzaju modele 911 inspirowane Buzzem Astralem, Jessie i Chudym.
I można oczywiście prychnąć, że oto kolejny przykład motoryzacji zamienionej w gadżet dla ludzi, którzy mają już wszystko. Trochę tak jest. Ale trudno też nie zauważyć, że w tym projekcie spotykają się dwie bardzo silne nostalgie: kult Porsche 911 i popkulturowa pamięć o Toy Story. Dla jednych to będą samochody kolekcjonerskie. Dla innych – wyjątkowo drogie wspomnienie dzieciństwa, zaparkowane na czterech kołach.
Buzz Astral jako Porsche 911 GT3 RS. Kosmiczny żart z bardzo poważną aerodynamiką
Najbardziej oczywistym wyborem wydaje się Porsche 911 GT3 RS inspirowane Buzzem Astralem. Ten model sam w sobie wygląda, jakby ktoś projektował go z myślą o osobie, która lubi duże skrzydła, głośne deklaracje i torową przesadę. Kolory nawiązują do stroju Buzza – biel, zieleń, fiolet i czerwone akcenty.

Do tego pojawia się motyw Space Ranger, specjalne detale na oponach Goodyear Lightyear i wnętrze z elementami, które mrugają do fanów Pixara znacznie subtelniej, niż sugerowałaby sama koncepcja samochodu.
Podoba mi się tu napięcie między dziecięcą inspiracją a maszyną, która w normalnym świecie służy do ekstremalnie dorosłych zabaw. GT3 RS nie jest przecież miejskim rekwizytem pod kawiarnię, choć pewnie w takim wydaniu przyciągnęłoby więcej telefonów niż większość supersamochodów. To jeden z tych projektów, w których absurdalność pomysłu wcale go nie unieważnia. Wręcz przeciwnie – pokazuje, że nawet bardzo techniczna motoryzacja potrzebuje czasem oddechu i odrobiny bezwstydu.


Jessie dostała Targę, czyli western w wydaniu niemieckiego atelier
Drugi samochód to Porsche 911 Targa 4 GTS inspirowane Jessie. Tu zamiast torowej agresji pojawia się więcej zabawy kolorem i fakturą. Nadwozie łączy jasny lakier z niebieskimi, żółtymi i czerwonymi akcentami, a czerwony dach Targa odwołuje się do kapelusza bohaterki.
W środku pojawiają się materiały i detale kojarzące się z jeansowym, westernowym klimatem, ale podane w sposób właściwy dla programu Sonderwunsch, czyli fabrycznej personalizacji Porsche.



I właśnie przy Jessie najlepiej widać, jak cienka jest granica między uroczym detalem a stylizacją, która mogłaby wypaść jak motoryzacyjny kostium na bal przebierańców. Porsche jej nie przekracza, przynajmniej na zdjęciach i w opisach projektu. Auto jest kolorowe, ale nadal pozostaje 911. Ma w sobie popkulturowy żart, jednak nie wygląda jak reklamowa makieta ustawiona na chwilę przed premierą filmu. To pewnie zasługa tego, że niemiecka marka doskonale wie, jak bardzo można pozwolić sobie na ekstrawagancję, żeby nie zburzyć własnego mitu.
Chudy jako Carrera T. Denim, skóra i sentyment z podbitym budżetem
Najcieplejsze w odbiorze może być Porsche 911 Carrera T inspirowane Chudym. Tu pojawia się denimowy efekt lakieru, brązowa skóra, wzory przywołujące kowbojski kostium i detale odnoszące się do jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci Pixara. Carrera T jest przy tym spokojniejszą bazą niż GT3 RS, więc cały pomysł wydaje się mniej pokazowy, bardziej kolekcjonerski i chyba najbardziej zgodny z samą postacią.
Ten samochód najłatwiej czytać jako elegancko przerysowaną zabawkę dla kogoś, kto dawno wyrósł z pudełka z figurkami, ale niekoniecznie wyrósł z emocji, które za nimi stały. I trudno mi się temu dziwić. Dzisiejszy rynek dóbr luksusowych coraz częściej sprzedaje nie sam przedmiot, lecz możliwość odzyskania kawałka własnej biografii. Tyle że zamiast pluszaka z dzieciństwa dostaje się Porsche 911 z ręcznie dopracowanymi detalami.



Porsche, Pixar i kolekcjonerstwo emocji
W tle jest oczywiście wcześniejsza współpraca Porsche i Pixara przy Sally Carrera, czyli bohaterce znanej z filmu Auta. Tamten projekt również miał wymiar charytatywny i pokazał, że połączenie animacji z ikoną motoryzacji może działać zaskakująco dobrze. Tym razem skala jest większa, bo powstały trzy samochody, a wszystkie mają zostać sprzedane w ramach inicjatywy charytatywnej wspierającej organizacje Big Brothers Big Sisters of America, American Red Cross i Starlight Children’s Foundation.
To ważny element, bo bez niego całość mogłaby zostać odebrana wyłącznie jako ekskluzywna zabawka dla bardzo wąskiego grona. Charytatywny kontekst nie zmienia faktu, że mówimy o projekcie z najwyższej półki kolekcjonerskiej, ale dodaje mu trochę społecznego uzasadnienia. Popkultura, luksus i dobroczynność od dawna tworzą osobliwy trójkąt. Czasem wychodzi z tego czysty marketing, czasem coś przyjemniejszego i bardziej ludzkiego. Tutaj bliżej mi do tej drugiej oceny, choć z pełną świadomością, że nadal patrzymy na świat, w którym nostalgia bywa wyceniana jak dzieło sztuki.
Dlaczego takie projekty się podobają?
Porsche 911 ma status przedmiotu, którego nie trzeba już tłumaczyć. Toy Story także należy do popkulturowego języka kilku pokoleń. Połączenie tych dwóch światów działa, bo nie wymaga długiego wprowadzenia. Widzisz kolory Buzza, kapelusz Jessie albo kowbojski trop Chudego i od razu wiesz, skąd to przyszło. Widzisz sylwetkę 911 i też nie potrzebujesz instrukcji obsługi mitu.

Myślę, że właśnie dlatego podobne współprace będą pojawiały się coraz częściej. Dorośli konsumenci, zwłaszcza ci z dużym budżetem, nie kupują już wyłącznie przedmiotów praktycznych albo prestiżowych. Kupują skojarzenia. Kupują wersję samych siebie sprzed lat, tylko z lepszym garażem. Można się z tego śmiać, ale nie ma sensu udawać, że ten mechanizm nie działa. Wystarczy spojrzeć na aukcje limitowanych zegarków, sneakersów, komiksów czy samochodów specjalnych.
Trzy Porsche 911 inspirowane Toy Story 5 są więc dziwnym, ale całkiem trafnym symbolem naszych czasów. Dziecięca wyobraźnia została tu przepuszczona przez filtr luksusowego rzemiosła, motoryzacyjnego statusu i kolekcjonerskiej rzadkości. Efekt jest trochę zabawny, trochę wzruszający, trochę absurdalny. Czyli dokładnie taki, jaki powinien być projekt, który bierze na warsztat zabawki, ale kieruje je do dorosłych z garażem większym niż niejeden salon.
