Na tym tle nowość Cane Creek wygląda nietypowo. Firma kojarzona ze sztycami amortyzowanymi Thudbuster i eeSilk+ po raz pierwszy przygotowała klasyczną, sztywną sztycę. GXC Alloy nie ugina się i nie ma żadnego ukrytego mechanizmu. Ma po prostu stabilnie trzymać siodło, niewiele ważyć i dobrze wyglądać.
Sztyca bez dodatkowych atrakcji
GXC powstaje z aluminium 2014, a cały mechanizm mocujący siodło wykonano ze stali nierdzewnej. Sztyca ma 350 mm długości, przy czym maksymalne wysunięcie wynosi 250 mm. Dostępne będą dwie popularne średnice – 27,2 oraz 31,6 mm.
Mniejsza wersja waży deklarowane 236 gramów, większa 248 gramów. Nie są to wartości, od których domowy mechanik zacznie ważyć śruby kuchenną wagą, jednak jak na aluminiową konstrukcję wynik jest bardzo rozsądny. Zwłaszcza że GXC ma kosztować 89,99 dolara, czyli około 340 zł. To cena amerykańska, a informacje o oficjalnej polskiej dystrybucji i lokalnej wycenie nie zostały jeszcze podane.

Producent sugeruje, że masa sztycy jest zbliżona do innych aluminiowych modeli premium i tylko trochę wyższa niż w przypadku znacznie droższych konstrukcji karbonowych. Takie porównania zawsze warto traktować z odrobiną ostrożności, bo rynek części rowerowych jest wyjątkowo szeroki. Mimo wszystko 236 gramów pokazuje, że aluminium nie musi oznaczać ciężkiej rury wyjętej z roweru trekkingowego sprzed dwóch dekad.
Jedno przesunięcie powinno wystarczyć większości
Cane Creek zdecydował się na jeden wariant przesunięcia siodła – 10 mm. Firma uznała go za neutralny środek, który dzięki regulacji na szynach siodła powinien pasować do większości użytkowników.
Podejście ma sens. Wybór części rowerowych potrafi zamienić spokojny wieczór w studiowanie tabelek, norm i dyskusji na forach. Tutaj trzeba znać przede wszystkim średnicę sztycy. Oczywiście osoby bardzo dokładnie ustawiające pozycję albo potrzebujące zerowego czy dużego cofnięcia nadal będą musiały poszukać innego modelu. Uniwersalność zawsze ma swoje granice, szczególnie gdy chodzi o geometrię roweru i wygodę podczas wielu godzin jazdy.


GXC obsługuje standardowe metalowe pręty siodła o przekroju 7 x 7 mm oraz owalne pręty karbonowe 7 x 9 mm. Ciekawie rozwiązano przednią śrubę zacisku. Można regulować ją palcami, kluczem imbusowym 4 mm albo kluczem płaskim 16 mm. Dostęp jest możliwy z boku, a w przypadku siodeł z odpowiednim otworem również od góry.
Każda osoba próbująca ustawić siodło przy ograniczonym dostępie do śrub wie, że czasami właśnie małe rozwiązania decydują o tym, czy regulacja trwa pięć minut, czy pół godziny.
Aluminium znów wygląda atrakcyjnie
Karbon przez lata stał się symbolem rowerowego awansu. Jest lekki, efektowny i dobrze prezentuje się w tabelach specyfikacji. Ma jednak również wysoką cenę, a przy montażu wymaga większej uwagi. Aluminiowa sztyca jest pod tym względem bardziej swojska. Trudniej zrobić z niej główną bohaterkę rozmowy przy kawie, ale łatwiej z nią żyć.


GXC ma polerowane wykończenie w kolorze czarnym lub srebrnym oraz dyskretne, matowe logo. Szczególnie srebrna wersja dobrze wpisuje się w coraz bardziej widoczny powrót metalicznych części. Po latach dominacji czerni rowery znów dostają srebrne mostki, korby i obręcze. Trochę klasyki zaczyna wyglądać świeżej niż kolejna powierzchnia udająca włókno węglowe.
Sztyca pasuje stylistycznie do mostka GXC, który również przygotowano z myślą o rowerach gravelowych i cross-country. Mostek występuje w tych samych dwóch wykończeniach, ma stalowe śruby i waży od 94 do 120 gramów zależnie od długości. Widać więc, że Cane Creek stopniowo buduje serię lekkich, estetycznych części ze średniej półki cenowej.
Zwykła część dla coraz bardziej skomplikowanych rowerów
GXC Alloy nie rozwiąże problemów osób, które potrzebują amortyzacji na szutrach albo opuszczanej sztycy podczas technicznych zjazdów. Jej odbiorcą będzie raczej ktoś, kto chce zbudować lekki gravel, rower przełajowy, maszynę XC lub szybki rower na co dzień. Taki, w którym sztyca ma działać przez lata i przypominać o sobie głównie wtedy, gdy trzeba zmienić wysokość siodła.

Rower daje swobodę między innymi dlatego, że jest stosunkowo prostą maszyną. Każdy kolejny mechanizm potrafi zwiększyć możliwości, ale przynosi też dodatkowe uszczelki, luzy, serwis i potencjalne awarie.
Cane Creek wszedł więc na bardzo zatłoczony rynek z produktem, który na pierwszy rzut oka nie oferuje niczego rewolucyjnego. Przy bliższym spojrzeniu ma jednak dobry materiał, niską masę, przemyślany zacisk i cenę, która nie wymaga tłumaczenia zakupu całej rodzinie. Czasami właśnie tyle wystarczy, żeby zwykła sztyca stała się interesującą premierą.
