Dlatego przy Dreame Grand najbardziej interesuje mnie obietnica krótszego suszenia, ale bez pójścia po najprostszej linii – użyciu wyższej temperatury. Suszarka ma silnik osiągający 110 000 obrotów na minutę i strumień powietrza do 65 m/s, a jednocześnie pilnuje temperatury wokół 55°C. Waży 370 g, oferuje siedem trybów pracy i kosztuje obecnie 449 zł.
W suszarce da się docenić technologię
Przez lata suszarki sprzedawano przede wszystkim mocą. Wiele z nas też tak je oceniało. Ta suszy długo, tamta szybko, koniec historii. Tyle że codzienne suszenie włosów łatwo zamienia się w małą karę za to, że człowiek jednak chciał je umyć. Ręka boli, łazienka robi się ciepła, a włosy po wszystkim bywają bardziej spuszone niż wygładzone. Szczególnie wtedy, gdy w pośpiechu trzymamy suszarkę blisko głowy i przez dłuższą chwilę grzejemy tę samą partię.
Tu pojawia się jedna z ciekawszych funkcji Grand. Czujnik TOF sprawdza odległość urządzenia od włosów w zakresie 5–30 cm, a termistor NTC kontroluje temperaturę nawiewu. Ciepło ma pozostawać na poziomie 55°C, zamiast skakać zależnie od tego, jak blisko i jak długo suszymy jedno miejsce.

Szybsze suszenie docenia się szczególnie
Deklaracja o suszeniu włosów do ramion w około dwie minuty brzmi bardzo kusząco, choć traktowałabym ją raczej jako punkt odniesienia niż gwarancję dla każdej głowy. Włosy cienkie, grube, rozjaśniane, kręcone i wyjątkowo gęste nie zachowują się tak samo. Mimo to połączenie szybkiego nawiewu z lekką konstrukcją sugeruje wyraźną poprawę komfortu przy codziennym używaniu.
I tu nie trzeba dorabiać wielkiej filozofii. Kilka minut mniej z suszarką w ręku naprawdę potrafi zrobić różnicę. Rano, kiedy każdy kwadrans ma znaczenie. Wieczorem, gdy mycie włosów zostało odłożone ja zbyt późną porę, a mokra głowa staje się ostatnią przeszkodą przed pójściem spać. W takich sytuacjach szybszy sprzęt nie jest luksusem z katalogu. Jest po prostu ulgą.

Robot odkurzający może przejechać po podłodze, kiedy nas nie ma. Suszarkę nadal trzymamy same. Jeśli jest lżejsza, działa sprawniej i nie trzeba stać z nią tak długo, tę różnicę czuje się natychmiast.
370 gramów brzmi jak detal, dopóki nie suszy się włosów z uniesioną ręką. Kilka minut z dłonią uniesioną przy głowie wystarczy, żeby cięższy sprzęt zaczął irytować. Szczególnie gdy dochodzi modelowanie na szczotce albo suszenie tylnych partii włosów, do których zawsze jest jakoś mniej wygodnie dotrzeć.
W Grand pojawia się też czujnik chwytu: nawiew uruchamia się po wzięciu suszarki do ręki i zatrzymuje po jej odłożeniu. Nie traktowałabym tego jako funkcji, dla której ktoś pobiegnie do sklepu, ale w codziennej obsłudze taki drobiazg może być zaskakująco wygodny. Przy poprawianiu sekcji, odkładaniu urządzenia na blat czy sięganiu po szczotkę mniej rzeczy wymaga dodatkowego kliknięcia.
Jonizacja i tryby pracy nie są nowością, ale nadal mogą się przydać
Grand oferuje siedem trybów pracy oraz jonizację. Tego typu rozwiązania znamy już z wielu suszarek, więc nie widzę powodu, by przedstawiać je jako odkrycie sezonu. Dla osób z włosami skłonnymi do puszenia albo do elektryzowania się po czapce, swetrze i suchej zimowej aurze pozostają jednak przydatne.

Z siedmioma trybami mam bardziej umiarkowane podejście. Dobrze, że są, bo różne włosy i różne etapy suszenia wymagają innych ustawień. Ciepły, mocniejszy nawiew przy wstępnym suszeniu, chłodniejszy na koniec, łagodniejszy przy skórze głowy – to wszystko da się sensownie wykorzystać. Znam też życie na tyle, by zakładać, że część osób ustawi dwa ulubione tryby i nigdy nie zajrzy do pozostałych. Też w porządku. Sprzęt nie musi być wykorzystywany w 100%, żeby okazał się udanym zakupem.
Cena jest rozsądna, o ile naprawdę suszymy włosy często
449 zł nie jest kwotą przypadkową. Za tyle można kupić kilka prostszych suszarek albo jedną, która wyraźnie wychodzi poza podstawowe „dmucha i grzeje”. Grand znajduje się w takim miejscu rynku, gdzie zaczyna się płacić za wygodę, lepszą kontrolę temperatury i skrócenie całej czynności, a nie tylko za sam fakt posiadania suszarki.
Dla kogoś, kto suszy włosy raz na dwa tygodnie, różnica może nie uzasadnić wydatku. Przy regularnym używaniu patrzyłabym na nią zupełnie inaczej. Jeśli sprzęt pracuje kilka razy w tygodniu, a przy tym oszczędza czas, mniej męczy rękę i ogranicza suszenie zbyt gorącym powietrzem, moim zdaniem warto.
