Jeśli śledzisz powolną ewolucję chińskiego warstwowego systemu obrony rakietowej, to wiesz, jak rzadko pojawia się coś naprawdę nowego w przestrzeni publicznej. Chiny przyzwyczaiły nas już do tego, że przed oficjalnym debiutem i prezentacją, dostajemy (nierzadko wielokrotnie) okazję do analizowania niewyraźnych zdjęć. Tym razem wskazówki były wyraźniejsze, bo system określany już dziś jako HQ-29 wydaje się wypełniać lukę pomiędzy znaną większości obroną pola walki a domeną zarezerwowaną zwykle dla rakiet nośnych lub strategicznych pocisków przechwytujących. Jest to bowiem broń zaprojektowana do uderzeń bardzo wysoko i bardzo daleko, a przy tym zacierająca granicę między obroną przeciwrakietową a zdolnością antysatelitarną.
Nowy chiński Łowca Satelitów to nie tylko kwestia bezpieczeństwa na orbicie. To sygnał zmian
To, co pojawiło się na ulicach Pekinu, uderza przede wszystkim swoimi proporcjami. Transporter wiezie dwa ogromne kontenery rakietowe o średnicy szacowanej na około 1,5 metra. Ta skala od razu wskazuje znaczny czas pracy silnika, pułap i zasięg znacznie większy niż wszystko, co dotychczas było widoczne w rodzinie HQ-9, a więc tej przeznaczonej do operowania na niższych pułapach i zwalczania na nich przeróżnych zagrożeń powietrznych. Samo określenie “dwulufowy łowca satelitów”, które pojawia się w chińskich relacjach, wskazuje na możliwą misję obejmującą przechwytywanie pocisków balistycznych na dużych wysokościach, a potencjalnie także ataki na satelity na niskiej orbicie okołoziemskiej. Oficjalnego potwierdzenia tych możliwości ciągle wprawdzie brakuje, ale konfiguracja i używana terminologia tworzą spójną narrację.
Czytaj też: Wódz kazał, wódz sprawdził. Mają broń specjalą do niszczenia najlepszych myśliwców

Kontekst jest istotny. Chiny mają już HQ-19, a więc system przechwytujący wyższej klasy, który może odpowiadać amerykańskiemu systemowi THAAD, czyli temu, działającemu w górnych warstwach atmosfery i tuż poza nią. Jeśli HQ-29 jest jego następcą lub krokiem jeszcze wyżej, to w praktyce pomógłby zamknąć lukę między obroną terminalną a pełnoprawnymi przechwytywaczami w fazie środkowej, czyli poza atmosferą. Sama parada (już 3 września) ma dostarczyć pierwszych zbliżeń i być może kilka ocenzurowanych danych technicznych, kiedy to Pekin będzie obchodził 80. rocznicę kapitulacji Japonii w II wojnie światowej.
Czytaj też: FK-3000 wjeżdża na rejon. Tak Chiny pokazują środkowy palec wszystkim “nowoczesnym wrogom”

Na tę chwilę możemy się domyślać, że pociski systemu HQ-29 wykorzystują dwa rodzaje napędu, z czego ten pierwszy sprowadza się do rakiety wynoszącej o średnicy 1,5 metra. Kiedy już pocisk znajdzie się wystarczająco wysoko, do gry wejdzie przytoczony do niego kinetyczny pojazd przechwytujący z własnym napędem manewrowym, który jest najpewniej dostosowany do przejść endo- i egzoatmosferycznych oraz precyzyjnego naprowadzania końcowego. Jednak dopóki Chiny nie ujawnią typu głowicy naprowadzającej, możliwości silników korekcyjnych i powiązanego radaru, dopóty nie będziemy znać pełnych możliwości tej broni.
Broń satelitarna już istnieje, a Chiny tylko nadganiają USA i Rosję
Opracowany przez USA pocisk Standard Missile-3 (SM-3) jest aktualnie punktem odniesienia dla morskich przechwytów poza atmosferą. SM-3 wykorzystuje pojazd kinetyczny, który uderza prosto we wrogie głowice w kosmosie i udowodnił już zdolność niszczenia satelitów na niskich orbitach. Rosyjski program S-500 oraz przechwytujący PL-19 Nudol to lądowe odpowiedniki najczęściej przywoływane w tym samym kontekście. Każdy z tych systemów funkcjonuje w innej doktrynie i rzeczywistości operacyjnej, ale razem wyznaczają obszar, do którego Chiny z HQ-29 zdają się coraz wyraźniej wchodzić. Każda z tej broni ma jednak opłakane skutki dla całej ludzkości, bo kwestii polityki odłamków w kontroli przestrzeni kosmicznej nie da się pominąć.

Czytaj też: Ta broń powinna być zakazana. Kolejny kraj przeraża swoją militarną potęgą
Chiński test ASAT z 2007 roku stworzył długotrwałą chmurę szczątków, która do dziś komplikuje operacje setki kilometrów nad Ziemią. Rosyjski test z 2021 roku zrobił to samo. Każdy system określany jako łowca satelitów natychmiast rodzi proste pytania – jak, kiedy i czy w ogóle będzie użyty. Nie wiemy aktualnie, czy Chiny chcą tylko sygnalizować swoje rosnące zdolności antysatelitarne, czy może planują już prowadzić rutynowe testy, które zaśmiecą ziemskie orbity.