Kiełkujące kąski składają się z kilku warstw. Najpierw drukowany jest koszyczek z ciasta. W jego wnętrzu znajduje się agarowa galaretka oraz zarodniki grzybów, nasiona roślin i drożdże. Po wydrukowaniu „ciasteczka” trzeba poczekać kilka dni, aż nasiona wykiełkują, a grzyby wyrosną – i przekąska gotowa. Rutzerveld, która swój projekt Edible Growth zrealizowała we współpracy z Eindhoven University of Technology oraz organizacją TNO, ma nadzieję, że drukowanie żywności zostanie wykorzystane w przemyśle spożywczym.

Zalety są jej zdaniem bezsporne: krótszy proces produkcji ogranicza transport i wymaga mniej miejsca. Pozwala też eksperymentować z rozmaitymi strukturami. Jeśli badania Rutzerveld się powiodą i technologia zostanie dopracowana, wydrukujemy sobie kiełkujące kąski w naszych kuchniach za jakieś 10 lat. W tym roku drukarkę do żywności Foodini chce wprowadzić do sprzedaży hiszpański start-up Natural Machines. Prototyp urządzenia pozwala co prawda na wydrukowanie pizzy, tosta czy ciastek, ale wymaga dużej ingerencji człowieka, a czas przygotowania posiłku jest porównywalny z tradycyjnym. Na razie więc wydatek rzędu pięciu tysięcy euro wydaje się zbyteczny.