Tak właśnie odczytuję najnowszego Hamiltona przygotowanego z okazji premiery The Odyssey Christophera Nolana. Paradoks polega na tym, że zegarek inspirowany historią Odyseusza nie mógł przecież pojawić się w samym filmie. Akcja rozgrywa się trzy tysiące lat temu. Projektanci zamiast tworzyć efektowny gadżet postanowili więc zrobić coś znacznie trudniejszego – przełożyć świat starożytnych mitów na współczesny język zegarmistrzostwa.
Mitologia okazała się lepszą inspiracją niż sam film
Od dawna mam wrażenie, że najlepsze projekty rodzą się wtedy, gdy marka nie traktuje filmu jak reklamy, lecz jak punkt wyjścia do własnej opowieści. Hamilton ma zresztą spore doświadczenie. Jego zegarki pojawiały się w Interstellar, Tenet, Oppenheimerze czy serii Men in Black. Tym razem jednak wyzwanie było znacznie większe.

Projektanci nie próbowali udawać, że Odyseusz nosił zegarek. Sięgnęli po symbole kojarzone z bohaterem – hełm, miecz, metal epoki brązu i surową estetykę starożytnej Grecji. Dzięki temu nowy Khaki Field Auto The Odyssey Limited Edition wygląda bardziej jak współczesny artefakt niż kolejna edycja specjalna z dopiskiem Limited Edition.
To podejście zwyczajnie mi się podoba. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że luksusowe marki sprzedają dziś historię, a nie przedmiot. Tutaj ta historia została opowiedziana zaskakująco subtelnie.
Brąz ma jedną zaletę, której nie da się kupić
Największą rolę odgrywa koperta wykonana z brązu. Jeszcze kilkanaście lat temu był to materiał spotykany głównie w niszowych projektach. Dziś wrócił do łask, ale wciąż ma przewagę nad stalą, której nie da się podrobić.

Każdy egzemplarz będzie starzał się inaczej.
Brąz z czasem pokrywa się patyną. Dla jednych to wada, dla innych największy urok tego materiału. W praktyce oznacza to, że za kilka lat dwa identyczne zegarki mogą wyglądać zupełnie inaczej. Trudno znaleźć drugi element luksusowego produktu, który aż tak mocno zapisuje historię właściciela.
W przypadku modelu inspirowanego Odyseją taki wybór wydaje się wręcz oczywisty. Starożytność kojarzy się przecież z przedmiotami noszącymi ślady czasu, a nie z idealnie wypolerowaną powierzchnią.
Tu detale mają większe znaczenie niż liczby
Oczywiście Hamilton nie zapomniał o technicznej stronie projektu. W środku pracuje automatyczny mechanizm H-10 z 80-godzinną rezerwą chodu, zastosowano sprężynę balansu Nivachron, a wodoszczelność wynosi 100 metrów.
Mam jednak wrażenie, że tym razem specyfikacja schodzi na drugi plan.


Znacznie ciekawsze są drobiazgi. Tarcza otrzymała fakturę inspirowaną hełmem Odyseusza. Wskazówki przypominają miecze, a dekiel ozdobiono wygrawerowanym hełmem bohatera oraz podpisem Christophera Nolana. Nawet opakowanie nawiązuje do tarczy wojownika, a wewnątrz znalazła się przypinka z symbolem Ateny.
To właśnie takie elementy sprawiają, że projekt nie wygląda jak produkt przygotowany w pośpiechu tylko po to, by zdążyć na premierę filmu.
Liczba egzemplarzy też nie jest przypadkowa
Hamilton wyprodukuje dokładnie 2112 sztuk tego modelu. Producent tłumaczy, że liczba nawiązuje do symboliki obecnej w Odysei Homera, gdzie motyw dwunastki powraca wielokrotnie – od dwunastu okrętów po słynną próbę z dwunastoma toporami.
Lubię, gdy limitacja ma za sobą jakąś historię. Znacznie bardziej przekonuje mnie takie uzasadnienie niż komunikaty w rodzaju wydaliśmy 999 sztuk, bo dobrze wygląda na plakacie.

Coraz rzadziej kupujemy sam zegarek
Cena nowego Hamiltona wynosi 1375 euro, czyli około 5 950 zł. Jak na limitowaną edycję sygnowaną nazwiskiem Christophera Nolana trudno mówić o poziomie całkowicie oderwanym od rzeczywistości. Tym bardziej że marka nie zamknęła zegarka w gablocie dla kolekcjonerów. To nadal model, który spokojnie można nosić na co dzień.
Mam wrażenie, że właśnie w tym tkwi jego największa siła. Nie próbuje być rekwizytem z planu filmowego. Nie epatuje wielkimi napisami ani oczywistymi odniesieniami. Zamiast tego proponuje coś znacznie bardziej ponadczasowego.
Za kilka lat wielu właścicieli prawdopodobnie nie będzie pamiętało daty premiery filmu Nolana. Brązowa koperta zdąży pokryć się patyną, skórzany pasek nabierze charakteru, a zegarek zacznie opowiadać już nie historię Odyseusza, lecz swojego właściciela. I właśnie dlatego uważam, że Hamilton stworzył jedną z najciekawszych filmowych współprac ostatnich lat.
