Dlatego kolekcja Christopher Ward The Twelve Pic’n’Mix działa odświeżająco. Sześć kolorowych modeli wygląda jak zawartość papierowej torebki wyniesionej ze sklepu ze słodyczami. Są kwaśne jabłka, wiśnie, pomarańcze, jagody, niebieski sorbet oraz kryształki coli. Zamiast kolejnej tarczy w kolorze nocnego oceanu dostajemy intensywne barwy, cukrową fakturę i odrobinę wakacyjnej beztroski.
Takich premier branża potrzebuje znacznie bardziej niż kolejnego subtelnie zmodyfikowanego granatowego zegarka.
Sześć smaków i tylko 300 zegarków
The Twelve Pic’n’Mix powstał w sześciu wariantach: Apple Sour, Cherry Pop, Orange Fizz, Berry Burst, Blue Sherbet oraz Kola Krystals. Każdy kolor zostanie wyprodukowany w liczbie zaledwie 50 egzemplarzy, więc cała seria obejmuje 300 zegarków. Każda wersja kosztuje 2195 euro, czyli około 9500 zł.
Nazwy są trochę przesadzone, ale właśnie o przesadę tutaj chodzi. Brązowa tarcza nie została opisana jako tobacco, chocolate albo vintage bronze. Jest colą w kryształkach. Zielony wariant nie odwołuje się do lasu, oliwek ani wojskowej historii. Ma smak kwaśnego jabłka.

W zegarkach kosztujących niemal 10 tysięcy złotych podobna swoboda nadal zdarza się zaskakująco rzadko. Producenci często zakładają, że klient wydający większą kwotę oczekuje przede wszystkim produktu bezpiecznego. W efekcie powstają kolejne modele, które są eleganckie, poprawne i łatwe do zapomnienia. Christopher Ward poszedł w przeciwną stronę i przypomniał, że dorosły kolekcjoner również może lubić jaskrawą zieleń.
Tarcza wygląda, jakby ktoś posypał ją cukrem
Kolor stanowi tylko część pomysłu. Powierzchnię tarczy pokrywa nieregularny, krystaliczny wzór przypominający cukier osadzony na żelkach albo kwaśnych cukierkach. Efekt uzyskano za pomocą specjalnie przygotowanego narzędzia do tłoczenia, nad którym pracowano przez dwa miesiące. Poszczególne kolory dodatkowo przechodzą pionowo od jaśniejszego odcienia u góry do ciemniejszego przy godzinie szóstej.
Projektanci zrezygnowali z datownika, dzięki czemu powierzchnia pozostała czysta. Myślę, że była to słuszna decyzja. Data niewiele by tu wniosła, za to prostokątne okienko przecięłoby wzór, który odpowiada za cały charakter kolekcji.

Wskazówki i indeksy są znacznie spokojniejsze. Srebrne elementy dobrze odcinają się od intensywnego tła i nie konkurują z tarczą. Dzięki temu zegarek pozostaje czytelny, choć jego wygląd zdecydowanie nie został podporządkowany dyskrecji.
Pod słodką warstwą znajduje się porządny zegarek mechaniczny
Pic’n’Mix wykorzystuje kopertę modelu The Twelve o średnicy 36 mm, grubości 8,95 mm i długości 40,8 mm od ucha do ucha. Wykonano ją z tytanu klasy 2, a charakterystyczny pierścień ma dwanaście boków. Zegarek jest wodoszczelny do 100 metrów, ma szafirowe szkło z przodu i przeszklony dekiel.
Niewielka średnica może brzmieć skromnie, szczególnie po latach dominacji ciężkich, ponad 40-milimetrowych konstrukcji. Coraz częściej widzę jednak powrót mniejszych kopert i trudno mi się temu dziwić. Zegarek o średnicy 36 mm łatwiej układa się na ręce, mieści się pod mankietem i nie wygląda jak sprzęt pomiarowy zabrany z kokpitu samolotu.

W środku pracuje automatyczna Sellita SW300-1b z certyfikatem chronometru COSC. Mechanizm oferuje 56 godzin rezerwy chodu i deklarowaną dokładność od -4 do +6 sekund na dobę. Każdy egzemplarz trafia do właściciela z tytanową bransoletą oraz gumowym paskiem dopasowanym kolorem do tarczy. Oba mocowania wyposażono w system szybkiej wymiany.
Nawet pudełko udaje wizytę w sklepie ze słodyczami
Christopher Ward konsekwentnie pociągnął cukierkowy motyw również w opakowaniu. W zestawie znajduje się pasiasta papierowa torba Pic’n’Mix, przypominająca opakowania używane w tradycyjnych brytyjskich sklepach ze słodyczami. Grafika pojawia się także na przeszklonym deklu.
Łatwo uznać taki dodatek za marketingową dekorację. W kolekcjonerstwie opakowanie, pierwsze wrażenie i sposób prezentacji produktu mają jednak znaczenie. Kupujący otrzymuje przecież przedmiot, którego praktyczną funkcję od dawna sprawniej realizuje telefon. Mechaniczny zegarek sprzedaje dziś emocje, wzornictwo i przyjemność obcowania z detalami. Papierowa torba ze słodyczami pasuje do tego świata całkiem dobrze.

Poważne zegarmistrzostwo może czasem odpuścić powagę
Pic’n’Mix zapewne podzieli odbiorców. Jedni zobaczą w nim świeżą, radosną serię na lato. Inni uznają, że zegarek za około 9 500 zł powinien prezentować się bardziej statecznie. To akurat rozumiem, choć bardziej przekonuje mnie pierwsze podejście.
Kupowanie mechanicznego zegarka samo w sobie jest decyzją emocjonalną. Skoro już pozwalamy sobie na kosztowny przedmiot służący głównie przyjemności, dziwne byłoby wybieranie go wyłącznie według kryterium rozsądku. Christopher Ward dorzucił do sprawdzonej konstrukcji trochę koloru, nostalgii i kontrolowanego kiczu. Efekt przypomina wakacyjną wizytę w sklepie ze słodyczami, tyle że rachunek jest znacznie wyższy, a zakup ma szansę przetrwać dłużej niż droga do domu.
