Tyle że ma też wadę, której nie da się pominąć: potrafi wysuszać jedzenie. Zwłaszcza mięso, ryby i wszystko, co potrzebuje krótkiego traktowania temperaturą. Chrupiąca skórka cieszy, dopóki pod nią nie kryje się pierś z kurczaka o konsystencji szkolnej gumki. Dreame AeroFusion AF60 powstał właśnie po to, by ten problem ograniczyć. I mam wrażenie, że to ciekawszy kierunek rozwoju niż kolejne dokładanie programów „frytki”, „skrzydełka” i „mrożonki”.
Gorące powietrze jest szybkie. Czasem aż za bardzo
Klasyczny air fryer działa w gruncie rzeczy jak bardzo intensywny, kompaktowy piekarnik z mocnym obiegiem gorącego powietrza. Dzięki temu sprawnie rumieni powierzchnię i skraca czas przygotowania potraw. To jego siła, ale też źródło problemu. Gdy ciepło zbyt agresywnie odbiera wilgoć z zewnętrznych warstw jedzenia, środek łatwo traci soczystość, zanim całość osiągnie idealny stopień upieczenia.
Dreame chce ten mechanizm złagodzić za pomocą technologii CrispVapor, która wykorzystuje przegrzaną parę. W AF60 proces ma przebiegać dwuetapowo: najpierw para otacza składniki i tworzy coś w rodzaju wilgotnej osłony, a później gorące powietrze odpowiada za dopieczenie i chrupkość. Sam pomysł nie spadł z nieba. Przegrzana para od lat pojawia się w profesjonalnym przetwarzaniu żywności i piecach konwekcyjno-parowych, bo pozwala skutecznie przekazywać ciepło, a przy tym inaczej zarządzać wilgocią niż zwykłe suche powietrze. Ciekawie robi się dopiero wtedy, gdy ktoś próbuje zamknąć taką ideę w kuchennym urządzeniu dla zwykłego użytkownika.

AF60 nie jest tylko kolejną frytkownicą z większą misą
W nowym modelu Dreame znalazł się generator pary o mocy 800 W, który ma wytwarzać parę rozgrzaną do 140°C w około 30 sekund. Następnie do gry wchodzi wentylator obracający się z prędkością 2500 obrotów na minutę oraz system prowadzenia powietrza oparty na efekcie Coandy. W praktyce chodzi o bardziej równomierne rozprowadzanie temperatury wokół jedzenia, tak by nie trzeba było obsesyjnie potrząsać koszem w połowie programu. Urządzenie korzysta też z dwóch źródeł ciepła: grzałki ze stalową powłoką podczerwieni oraz elementu ceramicznego PTC, który ma stabilizować temperaturę i ograniczać zimniejsze strefy wewnątrz komory.
Jeżeli air fryer ma częściej zastępować piekarnik, a nie tylko robić frytki i nuggetsy, musi lepiej radzić sobie z żywnością, która nie wybacza przesuszenia. Filet z łososia, pierś z indyka, warzywa, które powinny być miękkie w środku i przyrumienione na brzegach – tutaj para może mieć duże znaczenie.
AF60 ma pojemność 7 kwart, czyli około 6,6 litra, odłączany zbiornik na wodę o pojemności mniej więcej 1,1 litra, oraz 20 gotowych programów. Pojawia się także funkcja czyszczenia parowego. To akurat detal, który łatwo docenić dopiero po kilku tłustszych obiadach.
Cena pozostaje zagadką, ale pierwszy trop już jest
Dreame AeroFusion AF60 ma trafić do sprzedaży w Stanach Zjednoczonych w czerwcu 2026 roku, a później pojawić się szerzej na innych rynkach. Oficjalnej ceny dla USA i Europy jeszcze nie podano. Ciekawy punkt odniesienia daje natomiast Tajlandia, gdzie urządzenie pojawiło się w przedsprzedaży za 7990 bahtów, czyli około 895 zł. Cena regularna została tam pokazana jako 18 990 bahtów, czyli około 2128 zł, choć na tym etapie nie ma sensu przekładać tych kwot jeden do jednego na przyszłą wycenę w Polsce. Rynki AGD rządzą się własną logiką, czasem dość osobliwą.
Jeżeli AF60 trafi do Europy w rozsądnie ustawionej cenie, może być jedną z ciekawszych premier w tej kategorii. Nie dlatego, że air fryery nagle potrzebują rewolucji. Raczej dlatego, że po latach gonienia za pojemnością, ekranami i liczbą presetów ktoś próbuje poprawić to, co faktycznie czuć na talerzu. A to, przynajmniej z mojego punktu widzenia, jest znacznie bardziej warte uwagi niż następny tryb do pieczenia mrożonych frytek.
