Nowa rodzina Flux zamiast ścigać się wyłącznie na sztywność, agresję i natychmiastową reakcję, marka stawia na połączenie kół z piastami Sidekick 2.0, które mają ograniczać zjawisko pedal kickback, czyli nieprzyjemne cofanie korb pod wpływem pracy zawieszenia. Dla kogoś, kto jeździ głównie po ubitych leśnych ścieżkach, może to brzmieć jak techniczna fanaberia. Na szybszym, bardziej poszarpanym terenie różnica między rowerem spokojnym a nerwowym potrafi jednak wejść w nogi, dłonie i głowę szybciej niż kolejny trening interwałowy.
Koła, które mają filtrować szarpnięcia
Sercem całej układanki są piasty Sidekick 2.0. Ich działanie opiera się na mechanizmie, który podczas jazdy bez pedałowania odłącza napęd od pracy tylnego koła i zawieszenia. W praktyce chodzi o to, żeby łańcuch nie przekazywał tylu szarpnięć na korby, gdy zawieszenie intensywnie pracuje na nierównościach. Taki efekt jest szczególnie istotny w rowerach trailowych, enduro, downhillowych i e-MTB, gdzie tempo oraz obciążenia bywają dalekie od spokojnej przejażdżki po parku.
Podoba mi się, że e*thirteen nie opowiada tu wyłącznie o haśle szybkość, które w rowerowym świecie bywa traktowane jak uniwersalna przyprawa do wszystkiego. Sidekick 2.0 ma także pracować ciszej, a cisza w piaście to temat bardziej emocjonalny, niż mogłoby się wydawać. Jedni kochają głośny terkot, bo brzmi jak mechaniczna deklaracja gotowości do ataku. Inni wolą słyszeć opony, kamienie i własny oddech.



Flux, czyli e*thirteen odchodzi od kultu betonowej sztywności
Druga część nowości to same obręcze Flux. e*thirteen zastosowało profil o wklęsłym kształcie, który ma poprawiać pionową podatność, zwiększać trakcję, ograniczać odbicia i lepiej pochłaniać drobne drgania z trasy. Testy marki wskazują na 33% wzrost podatności na ugięcie kątowe oraz 19% wzrost podatności pionowej.
To akurat kierunek, który bardziej mnie przekonuje niż bezrefleksyjna pogoń za sztywnością. Przez lata karbonowe koła w MTB potrafiły mieć opinię sprzętu precyzyjnego, szybkiego, ale też bezlitosnego. Dla zawodnika na krótkim odcinku specjalnym taka bezpośredniość bywa zaletą. Dla normalnego człowieka, który po trzech godzinach jazdy nadal chce czuć palce i nie zjechać z ostatniego zjazdu jak spięta sprężyna, dodatkowa porcja komfortu może być realną wartością.
Wszystkie koła mają 30 mm szerokości wewnętrznej, co dziś jest już rozsądnym środkiem ciężkości dla współczesnego MTB. Ważniejsze jest jednak rozróżnienie przedniego i tylnego koła. Przód ma stawiać na trakcję i ugięcie, tył na wytrzymałość. W wersjach karbonowych różnice wynikają między innymi z układu włókien i grubości obręczy, w aluminiowych – z konstrukcji łączenia.

Od trailu po downhill, czyli Flux nie jest jedną parą kół dla wszystkich
Linia Flux została podzielona na kilka wariantów. Optimus to propozycja dla lżejszego trailu, dostępna jako Pro Carbon i tylko w konfiguracji 29 cali. Sylvan celuje w dłuższy trail oraz all-mountain i pojawia się w wersjach Aluminum, Pro Aluminum oraz Pro Carbon. Grappler EN jest przeznaczony do enduro, a Grappler DH do zjazdu, gdzie obręcze są już wyraźnie mocniejsze i przygotowane na brutalniejsze traktowanie. W większości rodzin dostępna jest też opcja tylnego koła 27,5 cala, czyli konfiguracja mullet, lubiana przez osoby, które chcą zachować duże przednie koło, ale z tyłu wolą więcej zwrotności.
Cała linia ma być zgodna z rowerami elektrycznymi klasy 1. To detal, którego nie warto pomijać, bo e-MTB obciąża koła inaczej niż klasyczny rower. Większa masa, mocniejsze przyspieszenia, częstsza jazda po technicznych podjazdach i większa liczba kilometrów w nogach sprzętu sprawiają, że komponenty szybciej pokazują, czy są zaprojektowane tylko do ładnego zdjęcia, czy do codziennego tłuczenia.

Cena nadal boli, ale niższy próg wejścia jest ważny
Najtańsze zestawy Sidekick Flux Aluminum startują od 600 euro, czyli około 2550 zł na rynku europejskim. Wersje Sidekick Flux Pro Aluminum zaczynają się od 800 euro, czyli około 3400 zł. Za Sidekick Flux Pro Carbon trzeba zapłacić od 1650 euro, czyli około 7010 zł.
Czy to mało? Oczywiście, że nie. W świecie rowerowym łatwo przyzwyczaić się do absurdów cenowych i po chwili mówić o 7 tysiącach złotych za koła z miną człowieka, który omawia koszt obiadu. Mimo to próg 600 dolarów za zestaw z piastą anty-kickback jest wart zauważenia, bo dotąd podobne rozwiązania często mieszkały w droższej części rynku.
