Ten profesor entomologii i zoologii (!), specjalista od galasówek, w latach 40. i 50. XX w. z grupą współpracowników przeprowadził wywiady z 18.000 Amerykanów na temat kulisów ich życia erotycznego. Zebrane dane opublikował w dwóch przełomowych książkach: „Zachowania seksualne mężczyzny” i „Zachowania seksualne kobiety”. Interesowały go jednak nie tylko teoretyczne, ale i praktyczne aspekty fizjologii seksu. Projekt znany pod nazwą „Fizjologiczne studia nad pobudzeniem seksualnym oraz orgazmem” realizowany był na strychu w domu Kinseya w Bloomington (Indiana), a konkretnie na materacu rozłożonym na sosnowej podłodze. Zatrudnił fotografa, by sfilmował, jak jego współpracownicy, on sam i inni zaufani ludzie „z zewnątrz” masturbują się i uprawiają seks (niekoniecznie z własnymi partnerami). W sumie zarejestrowano akty 30 par (homo- i heteroseksualnych), drugie tyle sesji „solo”. „Kinsey dowodził praktycznie każdą akcją, z głową w odległości kilkunastu centymetrów od genitaliów uczestników” – pisze biograf naukowca James Joyce, twierdząc, że był zwykłym podglądaczem. Ze względu na społeczny ostracyzm (rzecz działa się w latach 50.!) cały eksperyment trzymano w tajemnicy. Swoje spostrzeżenia Kinsey przedstawił w drugim tomie słynnego dzieła, w rozdziale „Fizjologia reakcji seksualnej i orgazmu”. Czytamy tam m.in., że kiedy ludzie są podnieceni, puchną im płatki uszu, a błona w nozdrzach wydziela więcej śluzu, natomiast podczas orgazmu zwieracz odbytu rytmicznie otwiera się i zamyka, a ślina może wytryskać na pewną odległość.