Dla profesora Yuvala Gadota badanie zawartości starożytnego wysypiska śmieci, które w czasach Chrystusa mieściło się kilkanaście kilometrów od miejsca jego narodzenia i ok. 800 metrów od świątyni jerozolimskiej, było jak czytanie encyklopedii życia codziennego sprzed dwóch tysięcy lat. Potłuczone garnki, szczątki zastawy stołowej, tynki ścienne, fragmenty narzędzi gospodarstwa domowego oraz kilogramy resztek roślinnych i kości zwierząt – w trakcie trzyletnich badań jego zespół z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Telawiwskiego zidentyfikował tysiące artefaktów. Ustalono, że ok. 80 proc. z ponad 5 tys. wydobytych ze śmietniska kości należało do owiec i kóz z pobliskich hodowli.

Dzięki śladom pozostawionym na kościach udało się stwierdzić, że zwierzęta były zabijane w rytualnych ubojniach. Brak kości wieprzowych czy skorupiaków wskazywał, że współcześni Chrystusowi jerozolimczycy byli wierni nakazom koszerności. Skorupiaki podobnie jak wieprzowina są bowiem uznawane za nieczyste – według zasad koszerności do spożywania dopuszczone są tylko te stworzenia wodne, które mają płetwy i łuski.

Najprawdopodobniej okolicę wysypiska zamieszkiwali przedstawiciele mieszczańskiej klasy średniej, których stać było na regularne kupowanie i jedzenie mięsa, ale tylko tego tańszego. Do ich codziennego jadłospisu należały też owoce, warzywa, zboża i kasze. Choć zarys listy popularnych pokarmów sprzed dwóch tysięcy lat był już naukowcom znany, odkryli wiele nowych istotnych szczegółów – i to właściwie tylko na podstawie tego, co mieszkańcy Jerozolimy uznali za bezużyteczne i wyrzucili przed dwoma mileniami do śmieci.

 

ARCHEOLOG W KUCHNI

Jeszcze wcześniej, bo około 4 tys. lat temu, piekarz z egipskiego miasta Teby ugniótł na bazie drożdży ciasto, umieścił je w formie i wsadził do buchającego ogniem paleniska. Upieczony chleb został następnie wraz z formą i dziesiątkami innych naczyń zakopany pod świątynią faraona Mentuhotepa II na zachodnim brzegu Nilu. Choć odkryte przez archeologów tysiące lat później i przechowywane obecnie w muzeum starożytne naczynia wydają się puste, w rzeczywistości kryją cenne mikrobiologiczne resztki.

Seamus Blackley, archeolog amator, znany światu jako twórca Xboxa, postanowił zrobić z nich użytek. Współpracująca z nim doktor Serena Love, egiptolożka z Uniwersytetu Queensland, i Richard Bowman, mikrobiolog z Uniwersytetu Iowa, byli świadomi, że pieczenie zabija drożdże, ale założyli, że na naczyniach mogły osiąść żywe mikroorganizmy, które unosiły się w powietrzu starożytnej piekarni. Pod czujnym okiem naukowców, przy użyciu bezigłowej strzykawki i z zachowaniem wszelkich środków ostrożności Blackley pobrał próbki z egipskich naczyń po chlebie i piwie przechowywanych w Peabody Museum przy Uniwersytecie Harvarda.

Jedną z nich zabrał następnie do swojej kuchni, w której wyekstrahowane z pobranego materiału zarodniki drożdży karmił różnymi odmianami mąki. Czekał, aż zaczną trawić cukry i uwalniać dwutlenek węgla, dzięki któremu ciasto miało zacząć rosnąć. Stało się to dopiero wtedy, gdy użył płaskurki – starożytnej odmiany pszenicy, z której Egipcjanie korzystali najczęściej. Swój sukces Blackley ogłosił na Twitterze: zdjęcie smakowicie wyglądającego bochenka opatrzył wymownym podpisem: „Oto chleb, którym karmiono robotników budujących egipskie piramidy”.

Odciskany na chlebie specyficzny wzór miał powstrzymać ciasto przed zbyt dużym urośnięciem.fot. UNIVERSITY OF CATANIA AND CAIRO UNIVERSITY

ZIARNKO DO ZIARNKA

Prof. Gadot i Seamus Blackley pokazują, że to, co jedli nasi przodkowie, można badać na różne sposoby. Bliskie temu drugiemu metody archeologii eksperymentalnej przeżywają dziś niekwestionowany renesans. – Archeologia eksperymentalna koncentruje się na rekonstruowaniu technik rzemieślniczych i wszelkich wytworów wymarłych cywilizacji – od statków przez młyny wodne po chociażby wypieki – tłumaczy dr Serena Love. – Wiele szczegółów nie zachowuje się w materiale archeologicznym i możemy je odnaleźć tylko poprzez eksperymentowanie. Pozwala nam ono oszacować np. nakład pracy, przypisać funkcję nieznanym przedmiotom lub – no właśnie – odtworzyć dawne smaki. Uzyskujemy przy okazji dostęp do wrażeń sensorycznych, których nie da się poznać w żaden inny sposób.

Najczęściej podejmuje się próby odtwarzania produktów na bazie zbóż. Sprawa jest tu ułatwiona, bo od tysięcy lat jedne i drugie są podstawą naszej diety. Starożytni Egipcjanie mieli 117 słów na określenie chleba, a z badań przeprowadzonych w latach 80. XX wieku wynika, że ziarna odpowiadały za ok. 70 proc. diety Rzymian. Starożytni Egipcjanie, Rzymianie i Żydzi powszechnie i niezależnie od wieku pili też uwarzone ze zbóż piwo (w przypadku tych ostatnich również sycerę, czyli lekką wódkę na bazie zboża i miodu).

Napoje powstałe w wyniku fermentacji były po prostu bezpieczniejsze do picia niż podatna na zanieczyszczenia woda. Dziś trunki te są wdzięcznymi przedmiotami rekonstrukcji. Udowodnił to m.in. zespół francuskich badaczy pod kierownictwem prof. Jean-Pierre Bruna, który po wybudowaniu w Prowansji tłoczni wzorowanej na tych starożytnych produkuje wino według przypuszczalnych rzymskich receptur. Produkt końcowy odbiega od dzisiejszych standardów: wino, które zapewne pijali cesarze Klaudiusz czy Neron nie miało siarczynów, było najczęściej słodkie, doprawiane przyprawami i konserwowane np. żywicą.

Biolodzy z Uniwersytetu Hebrajskiego połączyli zaś siły z archeologami i browarnikami w celu odtworzenia piwa pitego być może nawet przez samego Goliata. Pochodzące z czasów biblijnych butelki po piwie i winie, z których pobrano próbki do wyrobu napoju, wydobyto z czterech stanowisk archeologicznych na terenie Ziemi Świętej, w tym z Gat – miejsca urodzenia olbrzymiego filistyńskiego wojownika. Z pobranego materiału biologom udało się wyodrębnić sześć szczepów drożdży – połączone z mieszanką ziaren i poddane fermentacji zaowocowały 6-procentowym słodkawym trunkiem, który smakiem i konsystencją przypominał mieszankę ciężkiego
piwa i pitnego miodu.