Masz wolną gotówkę? Myślisz o zainwestowaniu jej na giełdzie? A może masz już na oku konkretną firmę? Pewnie przyglądasz się, jak radzi sobie na rynku, jak wygląda jej sytuacja finansowa. A czy brałeś pod uwagę łatwość, z jaką można wymówić nazwę tej firmy? Absurd? Czy to możliwe, że przedsiębiorstwa prosto nazwane przyciągają więcej inwestorów niż firmy, na których nazwach można połamać sobie język? Owszem.

Badacze sprawdzili dane dotyczące debiutów na giełdzie nowojorskiej w latach 1990–2004. Okazuje się, że inwestorzy byli rzeczywiście bardziej skłonni lokować fundusze w interesach, których nazwy były łatwiejsze do wymówienia. „Psychologowie określają to mianem efektu płynności. Forma informacji wpływa na odbiór jej treści – im mniej zrozumiała forma, tym treść wydaje się nam trudniejsza” – tłumaczy Leonard Mlodinow, amerykański fizyk i wykładowca California Institute of Technology, w książce „Nieświadomy mózg. Jak to, co dzieje się za progiem świadomości, wpływa na nasze życie”.

Jak wybieramy wino

Na półki angielskiego sklepu trafiły cztery marki wina francuskiego i cztery niemieckiego, a badacze ze sklepowego głośnika puszczali muzykę. Gdy kupujący słuchali utworów francuskich, sprzedaż win francuskich sięgała 75 proc. wszystkich kupowanych, gdy zaś puszczano utwory niemieckie, sprzedaż win niemieckich rosła do 73 proc. Badani nie zauważyli związku między tym, co słyszą, a swoimi decyzjami.

Sądzicie, że dobrze wiecie, co dzieje się w waszej głowie? Rozumiecie, dlaczego podejmujecie takie, a nie inne decyzje? Nic bardziej mylnego! Efekt płynności to tylko jedno ze zjawisk pokazujących, jak przemożny wpływ na nasze życie ma to, co znajduje się poza granicą świadomości. Mimo że uważamy się za istoty, które wiedzą, co dzieje się w ich umyśle i kontrolują jego działanie, nie jesteśmy w stanie wyeliminować procesów nieświadomych.

Wbrew pozorom to one pozwalają nam na efektywne działanie. Nieświadomość zmusza nas do uskoczenia przed wężem, nim uświadomimy sobie, że właśnie prześlizgnął się koło nas po ścieżce, sprawia, że siadamy w autobusie koło uśmiechniętej staruszki, a nie zapitego menela, i odruchowo sięgamy po to samo mleko w sklepie, nie tracąc czasu na wybór. Tak postrzegane nieświadome mechanizmy to rodzaj ewolucyjnego ułatwienia, usprawnienia naszych reakcji i zwiększenia szans na przeżycie. Czemu jeszcze służy nieświadomość? Czy steruje nami w określonych celach i czy na pewno poddanie się jej działaniu jest dla nas korzystne?

„Na kołderce z rukoli” smakuje lepiej

Niedawno w czasie podróży po Bieszczadach wybrałam się na wycieczkę drezynami rowerowymi. W drodze powrotnej zauważyliśmy drogowskaz „Ursa Maior” – tak trafiliśmy do niewielkiego bieszczadzkiego browaru, który waży - lokalne piwa. Z browaru docierał zapach słodu jęczmiennego, a piwo, którego spróbowaliśmy, smakowało fantastycznie. Oczywiście, piwo było rzemieślnicze, ale jego smak mogły nam nieświadomie polepszyć także nazwy, jak „Śnieg na Beniowej” czy „Deszcz w Cisnej”. Badanie zespołu Briana Wansinka, opublikowane w 2005 r. w czasopiśmie „Food and QualityPreference”, wykazało, że ludzie nie tylko chętniej zamawiają dania, które mają wyszukane nazwy, ale też wyżej oceniają smak potrawy, która w karcie zamiast „buraczki” nazywa się „buraki pieczone na wolnym ogniu, podane na kołderce z rukoli”. 

 

Jak nie utonąć w fiordzie i obudzić się w porę?

Nauka długo sceptycznie podchodziła do nieświadomości. Głównie dlatego, że badania nad nią zdominował Zygmunt Freud i jego uczniowie. „Nieświadomość w wydaniu freudowskim była »gorąca i mokra, kipiąca pożądaniem i gniewem, miała charakter oniryczny, prymitywny i irracjonalny«. W nowym ujęciu niektóre z procesów myślowych pozostają w sferze nieświadomości, ponieważ zachodzą w takich obszarach mózgu, do których – ze względu na jego budowę – nasza świadomość nie ma dostępu. Ta niedostępność nie jest mechanizmem obronnym ani niczym niezdrowym, lecz czymś zupełnie normalnym” – tłumaczy Mlodinow.