Już po zdobyciu dwóch biegunów,  przejściu pustyń, przepłynięciu oceanów, zdobyciu jeszcze ważniejszych biegunów w wyprawach z Jaśkiem Melą zastanawiałem się, jak to się stało, że przeciętny chłopiec z przeciętnej rodziny doszedł na krańce świata. Nie czuję się człowiekiem o nadzwyczajnych zdolnościach. Myślę raczej, że było przywilejem móc zrobić to, co zrobiłem. No właśnie, ale to pytanie nie dawało mi spokoju. Jak to się stało? Jak niemożliwe stało się możliwe? 

Z refleksji i pracy nad tym pytaniem powstała koncepcja Biegun – metoda osiągania celów, sprawiania, aby marzenia stawały się rzeczywistością. Nie uważam, żeby dla człowieka było ważne zdobywanie bieguna północnego czy południowego, podróżowanie czy wyprawy ekstremalne. To jest tylko scenografia. W niej człowiek może osiągać cele, które tak naprawdę są w nim samym.

Myślę, że w życiu jest wiele biegunów: biegun szczęścia, rodziny, pracy, pasji. Tak naprawdę jest ich tyle, ilu ludzi na świecie, a nawet jeszcze więcej. Dzięki pracy nad moimi projektami i wyprawami, autorefleksji i zaglądaniu w głąb siebie, a przede wszystkim dzięki spotkaniom z ludźmi i pytaniom, jakie mi zadawali, wypracowałem metodę Biegun, która w założeniu ma być esencją mojej wyprawy przez życie. Ma pokazać, jak można się uczyć i wyciągać wnioski nie tylko z sukcesów, ale także z porażek. Wstępem do tej metody jest moja najnowsza książka „Wyprawa”. Pokazałem w niej, w jaki sposób doświadczenie zdobyte w ekstremalnych warunkach, gdy czuje się zagrożenie życia i totalne zwątpienie, ale jednocześnie radość z osiągania niemożliwych celów, można wykorzystać na co dzień, tu i teraz, by zrealizować takie cele, jak radzenie sobie z trudnościami, spełnienie swoich marzeń czy zadowolenie z pracy. 

Często ludzie, których spotykam, mówią, że podobnie jak ja czytali książki Juliusza Verne’a, Alfreda Szklarskiego i Czesława Centkiewicza, mieli podobne jak ja marzenia, próbowali je realizować, ale im się nie udało. Otóż zasady, którymi się kierowałem w drodze na bieguny, są sprzeczne ze zdroworozsądkowym podejściem do życia. Uważam, że najlepszą praktyką jest dobra teoria. Na drodze do realizacji marzeń jest wiele etapów oraz przeszkód do pokonania. Zacznijmy od tego, który według mnie jest kluczowy dla powodzenia projektu – od planowania. 

Wyprawy – czy jakikolwiek inny projekt – możemy porównać do góry lodowej, której sześć siódmych jest ukryte pod wodą, a tylko jedna siódma wystaje ponad powierzchnię. Sześć siódmych projektu to planowanie i przygotowania, a jedna siódma to realizacja. Według mnie to przygotowania decydują o sukcesie. Ten etap polega na zbudowaniu modelu drogi i właściwego modelu rzeczywistości, w której istnieje ta droga. Budujemy ten model na podstawie studiowania podobnych przypadków, poszukiwań w internecie i rozmów z praktykami, którzy mieli już do czynienia z podobnymi doświadczeniami. Powinniśmy się starać przewidzieć niebezpieczeństwa i przeszkody, które mogą nas spotkać, i zwizualizować je. A potem poszukać rozwiązań problemów i narzędzi, które są do tego niezbędne. Wtedy można ćwiczyć w warunkach w miarę zbliżonych do rzeczywistych, bo życie jest za krótkie, aby się uczyć na błędach, a nieraz błąd może nas kosztować życie.

Przed wyprawą z Jaśkiem Melą na biegun północny wiedzieliśmy, że możemy wpaść do wody przy temperaturze -50 stopni Celsjusza, w dodatku w miejscu, gdzie głębokość Oceanu Arktycznego wynosi 4000 metrów. Dlatego trenowałem wpadanie do basenu i jeziora zimą. Wpadłem do wody w pełnym rynsztunku polarnym z nartami, polarami, goglami, sankami, aby nauczyć się, jak postępować w takich warunkach, nie ulegając panice i korygując błędy. Przyznacie, że to mimo wszystko bardziej komfortowa nauka niż wtedy, gdy dno jest 4 kilometry niżej, a temperatura powietrza wynosi -50 stopni. Dzięki ćwiczeniom wiedziałem, co muszę zrobić, aby przeżyć w razie wypadku. Zastanawiać się, a wiedzieć, to olbrzymia różnica. Podobnie jest w codziennym życiu: przewidując z wyprzedzeniem zagrożenia i na spokojnie szukając optymalnych wariantów postępowania, możemy uratować projekt, swoją przyszłość czy w końcu – życie.

Studia filozoficzne nauczyły mnie stawiania pytań tam, gdzie inni widzą gotową odpowiedź. Tak naprawdę na biegun dochodzi głowa, nie nogi. Głowa i to, co w niej możemy znaleźć. Powodzenia!