Rozsądek od razu zaczyna liczyć koszty paliwa, podatki, serwis i sens kupowania samochodu, który w najmocniejszej wersji ma moc na granicy drogowej przesady. AC Cobra GT Coupe startuje od 231 900 funtów bez VAT, czyli około 1,18 mln zł przed podatkami, a wersja z kompresorem może dojść do około 1,28 mln zł. To nie jest zabawka dla ludzi, którzy wahają się między leasingiem a kredytem. To raczej motoryzacyjny przedmiot kolekcjonerski, który przy okazji potrafi bardzo szybko jechać.
Pierwsza Cobra z dachem, która ma trafić na drogę
Nowe Coupe jest szczególne z jednego prostego powodu: to pierwsza produkcyjna AC Cobra z zamkniętym nadwoziem. Wcześniej były wersje torowe i specjalne, były legendy, inspiracje, przeróbki i motoryzacyjne mity, ale seryjnej drogowej Cobry z twardym dachem dotąd nie było. AC Cars idzie więc po bardzo delikatnej linie. Z jednej strony korzysta z kształtu, którego nie trzeba tłumaczyć żadnemu fanowi klasycznej motoryzacji. Z drugiej – próbuje zbudować z niego pełnoprawny współczesny samochód GT, a nie tylko pokazowy plakat z silnikiem.
Nadwozie czerpie z wyścigowego AC A98 z 1964 roku, ale nie jest prostą rekonstrukcją. Ma charakterystyczny dach typu double bubble, czyli dwa subtelne przetłoczenia nad głowami pasażerów, dzięki którym można utrzymać niską sylwetkę bez robienia z kabiny karnej celi dla wysokich kierowców.

Z tyłu pojawia się ścięcie w stylu Kammback, rozwiązanie znane z wyścigów, które poprawia aerodynamikę bez wydłużania auta jak przerośniętej kropli. Karoseria powstaje z włókna węglowego, pod spodem pracuje aluminiowa konstrukcja, a masa ma pozostawać poniżej 1450 kg w danych producenta, choć część opisów mówi szerzej o wartości poniżej 1600 kg.
V8 zamiast elektrycznej pokuty
Pod maską pracuje pięciolitrowe V8. W słabszej wersji mowa o 460 KM i 570 Nm, czyli nadal o parametrach, które w normalnym świecie wystarczyłyby do uznania auta za mocne. Tyle że Cobra nigdy nie należała do normalnego świata. W odmianie z kompresorem moc rośnie do 810 KM według danych AC Cars, a moment obrotowy do 800 Nm. Sprint do 60 mph, czyli 96 km/h, ma trwać 3,2 sekundy. Do wyboru jest sześciobiegowa skrzynia manualna albo dziesięciobiegowy automat z łopatkami przy kierownicy.
I właśnie tu zaczyna się dla mnie ciekawszy konflikt niż sama liczba koni mechanicznych. Bo łatwo zachwycić się V8, manualem i niską sylwetką, ale trudniej nie zauważyć, że taki samochód w 2026 roku jest trochę motoryzacyjnym luksusem na przekór epoce. Nie rozwiązuje żadnego realnego problemu. Nie poprawia jakości codziennego transportu. Nie odpowiada na pytania o korki, emisje ani ceny energii. Jest za to jednym z tych przedmiotów, które istnieją, bo część rynku nadal chce poczuć mechanikę w sposób niemal fizyczny – przez dźwięk, drganie, zapach i świadomość, że prawa fizyki za chwilę poproszą o szacunek.

Czy to rozsądne? Raczej nie. Czy rozumiem, dlaczego ktoś może o takim aucie marzyć? Zdecydowanie tak.
Luksus ręcznej roboty i bardzo droga nostalgia
AC Cars nie celuje tu w klienta, który chce po prostu szybkiego samochodu. Szybkich samochodów jest dziś dużo, często bardziej zaawansowanych, wygodniejszych i mniej kapryśnych. Cobra GT Coupe ma sprzedawać coś innego: poczucie obcowania z autem, które nie wygląda jak kolejny aerodynamiczny klin z katalogu dla milionerów.
Produkcja ma być ograniczona, a konfiguracja indywidualna. AC wspomina o 250 egzemplarzach rocznie dla światowych rynków, natomiast najbardziej wyczynowa wersja Clubsport ma powstać w liczbie 99 sztuk.
Kabina też idzie w stronę połączenia starego i nowego. Są analogowe akcenty, skóra, metal, włókno węglowe, ale jest też ekran o przekątnej 10,25 cala, integracja ze smartfonem, elektryczne szyby i współczesne tryby jazdy. Do tego różne ustawienia układu kierowniczego, kontrola trakcji, ABS oraz tryb Wet, który ma ujarzmić auto na mokrej nawierzchni. Przy takiej mocy brzmi to mniej jak wygoda, a bardziej jak rozsądny warunek przeżycia.

Auto z innej epoki, które bardzo chce żyć teraz
Rynek samochodów sportowych potrafi być dziś bardzo sterylny. Nawet gdy auta są ekstremalnie szybkie, ich osiągi bywają podane jak perfekcyjnie wypolerowana prezentacja dla inwestorów. AC Cobra GT Coupe ma w sobie coś mniej wygładzonego. Jest droga, przesadzona, trochę anachroniczna i kompletnie niepotrzebna w codziennym sensie. A jednak właśnie dlatego budzi emocje.
Nie kupuję narracji, że każdy powrót do klasyki jest automatycznie szlachetny. Motoryzacyjna nostalgia bywa leniwa, zwłaszcza gdy sprowadza się do doklejania retro lamp i wielkich felg. Tutaj jednak widać próbę zrobienia czegoś więcej niż kolejnej pamiątki po dawnych czasach. Dach zmienia proporcje, włókno węglowe zmienia konstrukcję, współczesna elektronika pozwala oswoić moc, której oryginalne auta po prostu nie miały. To nadal ukłon w stronę przeszłości, ale wykonany z narzędzi, których w latach 60. nie było.
Czy AC Cobra GT Coupe jest samochodem dla naszych czasów? Pod względem logiki – raczej nie. Pod względem emocji – jak najbardziej. I chyba właśnie na tym polega jej urok.
