Znam ten mechanizm aż za dobrze. Problem polega na tym, że wiadomości coraz rzadziej konsumujemy jako osobną czynność. Dawniej włączało się serwis, otwierało gazetę albo stronę informacyjną. Dziś news wpada pomiędzy wszystko inne i często zostaje z nami znacznie dłużej, niż planowałyśmy.
Duża analiza zachowań użytkowników Bluesky sugeruje, że taki sposób korzystania z wiadomości może mieć zauważalny koszt psychiczny. Jednocześnie przynosi korzyść, której łatwo byłoby się nie spodziewać: osoby bardziej zaangażowane w newsy wykazywały mniej oznak samotności i znacznie częściej wchodziły w interakcje z innymi.
Wiadomości przestały mieć godzinę emisji
Zmienił się przede wszystkim rytm. Informacje nie mają już początku ani końca. Aktualizują się podczas śniadania, w kolejce, przed snem i pięć minut po przebudzeniu.
W Stanach Zjednoczonych 53% dorosłych deklarowało w 2025 roku, że przynajmniej czasami czerpie wiadomości z mediów społecznościowych. Globalnie coraz wyraźniej widać jednocześnie zmęczenie takim modelem. Reuters Institute podał w 2026 roku, że 42% badanych czasami lub często świadomie unika wiadomości. W 2017 roku było to 29%.
Trudno mi się temu dziwić. Można interesować się światem i jednocześnie mieć dość sytuacji, w której świat regularnie wchodzi do sypialni przez ekran telefonu.
Nowa analiza jest ciekawa właśnie dlatego, że nie skupia się wyłącznie na wielkich kryzysach. Wykorzystano około 26 milionów postów i 45 milionów komentarzy z Bluesky, a po dopasowaniu grup porównywano zachowania ponad 165 tysięcy użytkowników. Obserwowano ich aktywność przed i po rozpoczęciu kontaktu z kanałem News.
Więcej napięcia, lęku i sygnałów związanych z depresją
Wyniki wyglądają niepokojąco. W grupie korzystającej z wiadomości wskaźniki językowe interpretowane jako symptomy związane z depresją były o 51% wyższe niż w grupie kontrolnej. Dla lęku różnica wynosiła 36%, dla stresu 28%. Wyższy był również negatywny afekt i częściej pojawiał się język związany ze złością.
I właśnie przy tych liczbach trzeba postawić bardzo ważną gwiazdkę.
Badacze nie diagnozowali depresji ani zaburzeń lękowych. Analizowali język użytkowników za pomocą modeli komputerowych rozpoznających wzorce związane między innymi z depresją, lękiem, stresem czy samotnością. Sami autorzy podkreślają, że wyników nie należy traktować jak klinicznej oceny zdrowia psychicznego, a zastosowany projekt quasi-eksperymentalny wzmacnia wnioskowanie o zależnościach, lecz nie zapewnia takiej pewności przyczynowej jak randomizowany eksperyment.

Czyli nagłówek social media powodują depresję byłby znacznie bardziej efektowny niż uczciwy.
Bierne pochłanianie informacji może być szczególnie obciążające
Bardzo ciekawie wygląda za to różnica między sposobami korzystania z wiadomości.
Najsilniejsze związki z pogorszeniem wskaźników emocjonalnych pojawiały się przy dodawaniu kanału News do zakładek, czyli zachowaniu sprzyjającym regularnemu otrzymywaniu kolejnych wiadomości. Efekty związane z depresją, lękiem i stresem były w modelach wielokrotnie większe niż przy komentowaniu, cytowaniu czy polubieniach. Autorzy opisują różnice przekraczające nawet dziesięciokrotność.
Moim zdaniem dobrze pasuje to do intuicji dotyczącej doomscrollingu. Samo przesuwanie kolejnych nagłówków pozostawia nas w dziwnej pozycji. Dostajemy serię problemów, na które zwykle nie mamy wpływu. Jedna zła informacja zostaje natychmiast zastąpiona następną. Nie ma rozmowy, działania ani naturalnego momentu zakończenia.
Komentowanie czy cytowanie wymaga przynajmniej sformułowania własnej myśli. Bierna konsumpcja może ciągnąć się praktycznie bez żadnego hamulca.
Jest jednak druga strona: newsy mogą zmniejszać samotność
Gdyby wyniki kończyły się na stresie, całość byłaby dość przewidywalna. Pojawia się jednak coś znacznie ciekawszego.
U użytkowników mających kontakt z feedem wiadomości wskaźniki samotności były o 41% niższe. Znacznie częściej komentowali, cytowali cudze posty i uczestniczyli w rozmowach. Ogólna interaktywność była u nich o 220% wyższa.
Wiadomości działają więc również jak współczesny odpowiednik rozmowy przy kuchennym stole. Dają wspólny temat. Możemy być w różnych miastach, mieć różne życie i nigdy się nie spotkać, a przez chwilę reagujemy na dokładnie to samo wydarzenie.
Cena może polegać na tym, że czujemy się bardziej częścią świata, który jednocześnie coraz mocniej nas obciąża.

Może problemem nie jest liczba wiadomości, lecz sposób, w jaki je konsumujemy
Nie zamierzam przekonywać nikogo do informacyjnej diety opartej na zdjęciach kotów i prognozie pogody. Świadomość tego, co dzieje się wokół nas, pozostaje ważna. Coraz bardziej przekonuje mnie jednak różnica między świadomym czytaniem wiadomości a wpuszczeniem ich do telefonu na zasadzie całodobowej kroplówki.
Badanie dotyczy tylko Bluesky, nie analizuje też osobno wpływu wojny, polityki, gospodarki czy lokalnych wydarzeń, więc przenoszenie jego wyników jeden do jednego na TikToka, Facebooka czy X byłoby zbyt daleko idące. Mimo to trafia w coś, co prawdopodobnie wiele osób zna już z własnego doświadczenia.
Można być świetnie poinformowanym i potwornie zmęczonym informacjami jednocześnie.
Być może higiena cyfrowa kolejnych lat będzie więc polegała również na odzyskaniu czegoś bardzo starego: momentu, w którym wiadomości się kończą. Przynajmniej do jutra.
