I właśnie dlatego zaczęłam przyglądać mu się dłużej. Bo łatwo zrobić motocykl dla doświadczonych motocyklistów. Znacznie trudniej przygotować maszynę, która wygląda poważnie, a początkującego nie próbuje od razu egzaminować z cierpliwości.
Cruiser bez obowiązkowego kursu obsługi sprzęgła
Najważniejszym elementem Coastera 407 może się okazać sześciobiegowa przekładnia AMT. Motocykl potrafi zmieniać przełożenia automatycznie, a jeśli kierowca chce mieć większą kontrolę, może robić to łopatkami. Klasycznej dźwigni sprzęgła nie ma.
Coraz trudniej traktować automatyzację skrzyni jako dziwactwo. Honda rozwija podobne rozwiązania od lat, inni producenci również coraz śmielej eksperymentują z półautomatami i automatami. I trudno mi się temu dziwić. Dla części kierowców praca sprzęgłem jest przyjemnym elementem jazdy, dla innych stanowi jedynie kolejną czynność wykonywaną sto razy podczas przedzierania się przez miasto.

W Rieju automat pasuje szczególnie dobrze, bo cały motocykl został pomyślany jako przystępny cruiser. Kanapa znajduje się zaledwie 690 mm nad ziemią, a sucha masa wynosi 180 kg. Przy manewrowaniu, zawracaniu albo zatrzymywaniu się na pochyłej nawierzchni takie liczby bywają ważniejsze niż kilka dodatkowych koni mechanicznych.
V-twin jest niewielki, ale charakteru mu nie brakuje
Pod zbiornikiem pracuje chłodzony cieczą, ośmiozaworowy V-twin o pojemności 384,5 cm3. Rozwija 34,6 KM przy 8250 obr./min i 36 Nm przy 4500 obr./min. Napęd na tylne koło trafia paskiem, co dodatkowo ogranicza liczbę rzeczy wymagających regularnej uwagi. Prędkość maksymalna wynosi 155 km/h.
Nie jest to zestaw danych, którym będzie się imponować na spotkaniu właścicieli litrowych motocykli. I całe szczęście. Coaster ma przecież jeździć również z osobami na prawie jazdy A2. Mocy wystarczy do normalnej jazdy poza miastem, a 16-litrowy zbiornik sugeruje, że producent myśli również o dłuższych wyjazdach. Rozstaw osi wynoszący 1550 mm powinien z kolei pomagać w zachowaniu stabilności przy wyższych prędkościach.

Mam wrażenie, że właśnie takich motocykli brakuje między lekkimi 125-kami a cruiserami, przy których kierowca zaczyna analizować, czy przed każdym postojem na szutrze nie powinien najpierw wezwać dwóch kolegów.
Klasyczny wygląd, współczesne wyposażenie
Stylistycznie Rieju sięga po dobrze znany zestaw: długa sylwetka, niska kanapa, szeroka tylna opona, duże koła i silnik V2 wyeksponowany jako jeden z głównych elementów motocykla. Inspiracją miała być Costa Brava i trudno nie zauważyć, że Coaster najlepiej wygląda właśnie w swoim marketingowym środowisku – na krętej drodze gdzieś przy Morzu Śródziemnym.

Pod retro powierzchnią kryje się jednak sporo współczesności. Są hamulce Nissin z tarczą 300 mm z przodu i 240 mm z tyłu, ABS, kontrola trakcji, pełne oświetlenie LED oraz bezkluczykowy dostęp. Producent dorzucił również łączność, USB-A i USB-C. Z przodu pracuje widelec o średnicy 37 mm i skoku 120 mm, z tyłu pojedynczy amortyzator.
To rozsądny zestaw. Szczególnie ABS i kontrola trakcji mają większą wartość niż kolejny ekran czy aplikacja do telefonu, zwłaszcza w motocyklu kierowanym także do mniej doświadczonych osób.
Hiszpańska marka, chińskie korzenie konstrukcji
Cena może wzbudzić pewną podejrzliwość. Coaster 407 kosztuje w Europie od 4961 euro, czyli około 21 300 zł. Przy takim wyposażeniu wygląda to bardzo atrakcyjnie. Polska strona Rieju już wymienia Coastera 407 w aktualnej gamie i pokazuje sieć krajowych dealerów, choć oficjalnego polskiego cennika modelu na stronie na razie nie znalazłam.

Wyjaśnienie ceny jest częściowo związane z pochodzeniem motocykla. Konstrukcja Coastera 407 wywodzi się z chińskiego modelu Marshal Yes 418, przystosowanego do europejskiego rynku. To model działania coraz częściej spotykany w branży motocyklowej, gdzie europejskie marki korzystają z azjatyckiej produkcji lub gotowych platform.
Jeszcze kilka lat temu taka informacja wystarczyłaby wielu osobom do zamknięcia zakładki w przeglądarce. Dziś chińskie motocykle są w zupełnie innym miejscu technologicznie i jakościowo. Ostateczny werdykt będzie oczywiście wymagał jazdy i sprawdzenia wykonania z bliska, ale samo miejsce produkcji coraz słabiej działa jako argument kończący dyskusję.
Tak wyobrażam sobie cruiser na początek
Coaster 407 trafia w ciekawą lukę. Daje wygląd pełnowymiarowego customa, charakter V-twina i pozycję za kierownicą, dla której ludzie kupują cruisery, a jednocześnie ogranicza kilka elementów mogących zniechęcić początkujących. Automat zdejmie z głowy sprzęgło, niska kanapa ułatwi podpieranie się nogami, masa 180 kg pozostaje rozsądna, a elektronika pomaga tam, gdzie rzeczywiście może się przydać.

Do tego dochodzi cena około 21 tysięcy złotych. W czasach, gdy za część średniej klasy motocykli trzeba zapłacić kwoty zaczynające przypominać budżet na samochód, Coaster 407 wygląda zaskakująco racjonalnie.
A jeśli ktoś po kilku latach jazdy nadal będzie chciał korzystać z automatu zamiast udowadniać komukolwiek swoje umiejętności lewą dłonią i lewą stopą? Tym lepiej. Motocykl ma przecież służyć do jazdy.
