Czarna dziura miała wszystko wymazać. Nowa teoria mówi coś zupełnie innego

To jedna z tych prac, w których fizyka teoretyczna z pełną premedytacją porywa się na dwa wielkie łupy naraz. Z jednej strony mamy paradoks informacji w czarnych dziurach, czyli problem, który od dekad drażni relację między mechaniką kwantową a grawitacją. Z drugiej – pytanie o skalę elektrosłabą i o to, skąd właściwie bierze się wartość związana z polem Higgsa. Nowa propozycja badaczy ze Słowackiej Akademii Nauk sugeruje, że oba wątki mogą wyrastać z jednego geometrycznego korzenia: siedmiowymiarowej przestrzeni z tzw. torsją.
Czarna dziura miała wszystko wymazać. Nowa teoria mówi coś zupełnie innego

Brzmi jak materiał z pogranicza kosmologii i matematycznej fantazji, ale autorzy nie przedstawiają tego jako luźnej metafory. Opisali model opublikowany w czasopiśmie General Relativity and Gravitation, w którym czarna dziura nie kończy życia całkowitym zniknięciem. Zamiast tego w ostatniej fazie parowania Hawkinga pojawia się efekt odpychający, zatrzymujący proces i pozostawiający po obiekcie stabilną pozostałość. To właśnie ona miałaby przechowywać informację, którą w klasycznym ujęciu fizyka zdawała się bezpowrotnie gubić.

Najciekawsze jest jednak to, że ta sama konstrukcja geometryczna ma – według autorów, naturalnie prowadzić także do skali elektrosłabej około 246 GeV, czyli wartości ściśle związanej z próżniową wartością pola Higgsa. Innymi słowy: zamiast dwóch osobnych tajemnic dostajemy sugestię, że natura mogła ukryć je w tym samym sejfie, tylko trzeba było spojrzeć na zamek z wyższego wymiaru.

Czarna dziura, która nie znika do końca

Punkt wyjścia jest dobrze znany. Hawking pokazał w latach 70., że czarne dziury nie są absolutnie czarne – emitują promieniowanie i w bardzo długiej skali czasu tracą masę. Problem w tym, że jeśli taki obiekt wyparuje całkowicie, to informacja o wszystkim, co do niego wpadło, zdaje się znikać razem z nim. To kłóci się z jedną z podstawowych zasad mechaniki kwantowej, według której informacja nie powinna być niszczona.

Nowy model korzysta z teorii Einsteina-Cartana w siedmiu wymiarach. W odróżnieniu od ogólnej teorii względności dopuszcza ona nie tylko zakrzywienie czasoprzestrzeni, ale także jej skręcenie, czyli torsję. Właśnie ta torsja ma w ekstremalnych, planckowskich gęstościach generować siłę odpychającą. Zamiast finału w stylu kosmicznego wymazania danych pojawia się hamulec bezpieczeństwa: czarna dziura przestaje się kurczyć i zostawia po sobie stabilny remnant. Autorzy szacują jego masę na około 9×10419 \times 10^{-41}9×10-41 kg.

To ciekawa zmiana perspektywy. W wielu popularnych wyobrażeniach czarna dziura działa jak niszczarka klasy przemysłowej, która miele wszystko na zawsze. Tutaj bardziej przypomina pancerny sejf po pożarze: z zewnątrz katastrofa, ale w środku wciąż coś ocalało. I właśnie to “coś” ma być kluczowe, bo bez materialnego lub geometrycznego nośnika informacji cały paradoks wraca tylnymi drzwiami.

Siedem wymiarów jako archiwum informacji

Autorzy twierdzą, że stabilna pozostałość po czarnej dziurze nie byłaby jedynie martwym resztkowym obiektem. W ich ujęciu remnant mógłby przechowywać informację za pomocą widma tzw. modów quasinormalnych, czyli charakterystycznych drgań związanych z geometrią i polem torsji. To one miałyby pełnić rolę bardzo egzotycznego nośnika danych.

W tekście pada nawet konkretne oszacowanie: pozostałość po czarnej dziurze o masie Słońca mogłaby pomieścić około 1.515×10771.515 \times 10^{77}1.515×1077 kubitów informacji. Tego rodzaju liczba pokazuje ambicję modelu: nie chodzi o mglistą sugestię, że informacja gdzieś tam może zostaje, lecz o próbę wskazania mechanizmu i pojemności tego kosmicznego magazynu.

Oczywiście to wciąż nie jest rozwiązanie zamykające temat raz na zawsze. To propozycja teoretyczna, a nie eksperymentalny triumf. Fizyka nie cierpi próżni nie tylko w laboratorium, lecz także w logice. Jeśli ktoś mówi, że informacja nie ginie, prędzej czy później musi pokazać szafę, półki i system katalogowania. W tej pracy rolę archiwisty przejmuje geometria wyższych wymiarów.

Zaskakujący skrót do pola Higgsa

Najbardziej prowokacyjny fragment pracy dotyczy jednak nie czarnych dziur, lecz fizyki cząstek. Badacze opisują, że po redukcji z siedmiu wymiarów do czterech ten sam geometryczny aparat prowadzi do naturalnego pojawienia się skali elektrosłabej około 246 GeV. To właśnie ta wartość jest związana z próżniową wartością oczekiwaną pola Higgsa, od której zależy, że cząstki elementarne nie są bezmasowymi cieniami.

W praktyce oznacza to próbę geometrii, która nie tylko “sprząta” po Hawkingu, ale jeszcze tłumaczy, dlaczego świat cząstek ma akurat taki, a nie inny rozmiar energetyczny. To bardzo odważne, bo problem hierarchii i genezy skali elektrosłabej należy do tych zagadek, które od lat rozciągają fizykę jak linę w przeciąganiu: z jednej strony dane eksperymentalne, z drugiej wielkie teorie, które obiecują wiele, a często kończą na eleganckim niedosycie.

Ten model sugeruje, że masa cząstek mogłaby być skutkiem własności geometrii, a nie osobną sztuczką wszechświata dorzuconą na późniejszym etapie. To trochę tak, jakby okazało się, że plan budynku odpowiada nie tylko za układ pięter, ale także za ciężar wszystkich mebli w środku. Ambicja jest ogromna, choć równie ogromny pozostaje dystans między matematyczną spójnością a potwierdzeniem w naturze.

Czarna dziura – wizualizacja /Fot. Unsplash

Piękna teoria, ale rachunek przyjdzie z kosmosu

Autorzy wyraźnie zaznaczają, że związane z dodatkowymi wymiarami wzbudzenia Kaluzy-Kleina miałyby masy rzędu 8.6×10158.6 \times 10^{15}8.6×1015 GeV. To poziom niewyobrażalnie wyższy od możliwości Wielkiego Zderzacza Hadronów, więc nikt nie liczy tu na szybkie potwierdzenie przy pomocy klasycznego eksperymentu akceleratorowego. Tego typu teoria nie wyjdzie na scenę z pomocą jednej konferencji prasowej i nowego wykresu z CERN-u.

Nie znaczy to jednak, że model jest całkowicie poza zasięgiem testów. Badacze wskazują kilka potencjalnych śladów: stabilne planckowskie pozostałości mogłyby stanowić część ciemnej materii, a odciski tej siedmiowymiarowej geometrii mogłyby być zapisane w mikrofalowym promieniowaniu tła albo w pierwotnych falach grawitacyjnych. Innymi słowy, jeśli laboratorium milczy, trzeba pytać wszechświat. On ma gorszą dostępność niż synchrotron, ale za to znacznie dłuższą pamięć.

Współczesna fizyka bywa czasem jak zespół świetnych specjalistów, którzy siedzą w osobnych pokojach i każdy pilnuje swojej katastrofy: jedni martwią się czarnymi dziurami, drudzy polem Higgsa, trzeci ciemną materią. Takie modele są próbą otwarcia drzwi między pokojami.

Źródła: Phys; Springer Nature

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.