Może by o Gustawie Sabac el Cher zapomniano, gdyby nie kolor jego skóry. O jego nieśmiertelność zadbał malarz Emil Doerstling z Królewca. W 1890 r. ukończył obraz „Preußisches Liebesglück” (Pruska szczęśliwa miłość), utrwalając na płótnie czarno-białą parę w czułym uścisku (obecnie w kolekcji Niemieckiego Muzeum Historycznego w Berlinie). Niezwykłe zjawisko, jak na owe czasy. Murzynów pokazywano wówczas na jarmarkach; na konferencji w Berlinie w 1884 r. dzielono Afrykę między kraje europejskie; za mieszane związki w koloniach karano. Jednak w Prusach i w Rzeszy w sensie prawnym nie istniały wówczas podziały rasowe.

10 lat temu w drzwiach domu Axela Sabac el Cher w Stuttgarcie stanął historyk Gorch Pieken z Muzeum Historii Wojskowości w Dreźnie, dzierżąc kopię obrazu. Sabac el Cher pierwszy raz spojrzał w twarz swojemu dziadkowi. Domyślał się, że jego przodkowie trafili do Niemiec z Afryki choćby po brzmieniu nazwiska i kolorze skóry ojca, który zmarł w 1962 r. Ten jednak nie przekazał mu historii rodziny.

Gorch Pieken opowiedział Axelowi historię jego afrykańskiego przodka, który w XIX w. nosił mundur cesarskiej armii – kurtkę z czerwonym kołnierzem, złotymi guzikami i białym pasem. Pieken i dziennikarka Cornelia Kruse ustalili, że ciemnoskóry model to Gustav Sabac el Cher, kapelmistrz przy 1. Regimencie Grenadierów w Królewcu. Jego ojcem był August, naturalizowany Afrykańczyk, jeden z pierwszych Afroniemców. W 2007 r. powstała z tego książka i film dokumentalny pt. „Preußisches Liebesglück – niemiecka rodzina z Afryki”.

SABAC EL CHER, CZYLI DZIEŃ DOBRY


A zaczęło się od zabójstwa. Rok 1840, pałac pruskiego księcia Albrechta, młodszego brata króla Fryderyka Wilhelma IV. Albrecht odkrywa zdradę żony Marianny Orańskiej. W zazdrości chce zemsty. Zamiast niej życie traci wartownik, zabity w furii. Prawo nie pozwalało wsadzić przestępcy o błękitnej krwi do więzienia. Za karę książę opuszcza kraj i wyjeżdża do modnego w Europie Egiptu.

Tony grabionych antyków, bezcennych znalezisk, płyną statkami na Stary Kontynent, gdzie rośnie zainteresowanie Orientem. W modzie jest posiadanie małego Murzynka, towarzysza, sługi czy „pamiątki z podróży”. Również naukowcy – jak egiptolog i archeologiczny grabieżca Karl Richard Lepsius – przywozili murzyńskie dzieci. Znane były też przypadki podtatusiałych arystokratów z młodymi Murzynkami u boku. Prócz codziennej służby do ich obowiązków należały oczywiście usługi seksualne. Jednocześnie formalnie niewolnictwo w Prusach nie istniało.

Albrecht otrzymał na pamiątkę małego nubijskiego chłopca od Muhammada Ali, wicekróla Egiptu. Po przyjeździe do Europy w 1843 r. 7-latkowi nadano nazwisko: Sabac el Cher, po arabsku – dzień dobry. Murzynek, urodzony w sudańskiej prowincji Kurdufan, mieszkał w Berlinie z resztą służby. Pruscy nauczyciele uczyli go dyscypliny, języka i religii nowego kraju. Kiedy miał 16 lat, otrzymał imiona August Albrecht. Chrzest odbył się w kościele protestanckim Jerusalemkirche w Berlinie-Friedrichstadt. Zdolny, urodziwy i wierny, ubierany często w czerwony kubrak dla kontrastu z karnacją, robił karierę na dworze książęcym.

Kiedy Albrecht i jego druga żona Rozalia von Rauch przenieśli się do zamku Albrechtsberg nieopodal Drezna, Sabac el Cher zamieszkał z nimi. Towarzyszył księciu podczas podróży do stolicy, ekspedycji wojskowych na północny Kaukaz i do Moskwy. Albrecht miał tam siostrzeńca, cara Aleksandra II. Siostra króla Fryderyka Wilhelma IV i księcia Albrechta, caryca Charlotta, podarowała Augustowi złoty zegarek kieszonkowy. Do dziś jest w posiadaniu rodziny. Czarnoskóry sługa zostaje żołnierzem podczas wojny duńsko-pruskiej w 1864 r. W wojnie francusko-pruskiej Sabac el Cher dzielnie walczy u boku pruskiego księcia pod Metz, Artenay i Orleanem. Otrzymuje za swoją służbę 7 orderów. Awansuje i zezwala mu się na zawarcie małżeństwa.

Kolor skóry nie ma znaczenia dla przyszłej żony, chodzi przecież o bliskość rodziny królewskiej. August Albrecht Sabac el Cher żeni się z 24-letnią Anną Marią Jung z Berlina, ceremonia ma miejsce w kościele Trójcy. Dziś kościół znajduje się przy Mohrenstrasse (ulicy Murzyńskiej) nazwanej tak dla upamiętnienia grupy muzyków z Ghany, którzy służyli w pruskiej armii w XVIII w. Kościelne zapisy mówią o pośpiesznych zaślubinach – bynajmniej nie z powodu rasizmu. W trzy miesiące później, w 1868 r., urodził się Gustav – znany z obrazu. Rok później przyszła na świat jego siostra Elise Bertha. Rodzina bez trosk materialnych mieszkała przy Wilhelmstraße 102, obok pałacu księcia Albrechta. August został naturalizowany w 1882 roku, zmarł 3 lata później.

PRUSAK, ALE CZARNUCH

 


Jego syn Gustav wcześnie objawił talent muzyczny. Jako 8-latek uczył się gry na skrzypcach, jako 17-latek rozpoczął żywot muzyka wojskowego w zespole Piechoty Regimentu nr 35 Księcia Henryka Pruskiego w Brandenburgu. Studiuje w królewskiej Wyższej Szkole Muzycznej w Charlottenburgu. Wkrótce zostaje kapelmistrzem przy 1. Regimencie Grenadierów w Królewcu. Staje się tam znaną osobistością, często pisuje o nim miejscowa prasa. Sabac el Cher komponuje, a także aranżuje uwertury Mozarta na potrzeby wojska. Występuje przed cesarzem, carem, królami i książętami. Jako elegancko odziany tancerz i dyrygent orkiestry ma powodzenie wśród kobiet. Piękny mężczyzna – zwykły mawiać o Gustawie damy w Królewcu. Tam znalazł też miłość: Gertrudę Perling, córkę nauczyciela. Gertruda notuje na pewnej fotografii, że poślubiła w 1901 r. „swojego kochanego Gustava”. Były w Prusach i głosy rasistowskie. „Deutschen Tageszeitung” w 1909 r. napisał: „Zaangażowanie brudnych Murzynów do armii jest nie tylko w najwyższym stopniu godne ubolewania, zastanawiające, ale nawet skandaliczne”.

Kapelmistrz po 24 latach służby, prawdopodobnie z przyczyn zdrowotnych i finansowych, odchodzi z wojska. Ale pozostaje popularnym muzykiem i dyrygentem i to nie tylko ze względu na wyróżniającą go barwę skóry. Do końca I wojny światowej pracuje jako szef orkiestry w Berlinie w rodzącym się nowym medium – radiu. Jego synowie Herbert i Horst grają jazz z własnymi zespołami. Ten znany z wielu fotografii w gazetach człowiek, ponoć nie tak czarny jak na obrazie, cenił pruski porządek i ład. Był członkiem radykalno-konserwatywnego związku dawnych żołnierzy frontowych „Stalowy Hełm”. Szukając spokojniejszego źródła dochodu, 62-letni Gustav kupił lokal w Senzig przy Lindenstraße 17, niedaleko Berlina, i tam otworzył „Café Sabac El Cher”. Procentowały popularność i egzotyczne pochodzenie właściciela. Kawiarnia była pełna gości.

Jednak kiedy Hitler w 1933 roku doszedł do władzy, Gustav musiał z żoną wkrótce zamknąć ten „lokal czarnuchów”, jak zaczął być nazywany. Szukali szczęścia w Berlinie, otworzyli kolejną kawiarnię przy Oranienburgerstraße 39. Ale nawet stali goście i frontowi kamraci woleli już nie być widywani u „czarnucha”. „Czarna” muzyka także zeszła z afiszy. Dla wiernego żołnierza i poddanego cesarza, Prusaka z krwi i kości, musiało to być gorzkim ciosem. Gustav zmarł w 1934 roku w wieku 66 lat. Wdowa Gertruda otrzymała kondolencje od samego cesarza Wilhelma II, który kilka lat później umarł na emigracji w Holandii. Po pół roku odeszła Gertruda. Spoczęli w Berlinie. Synowie przenieśli urny ze szczątkami rodziców na cmentarz Waldfriedhof w Senzig, do dziś mają tam grobowiec. Niedaleko znajduje się grób żony młodszego syna Horsta. Miejscowi są dumni z historii rodu Sabac el Cher.

PRAWDZIWE BAJKI O MAŁYM MURZYNKU


Obaj synowie Gustava i Gertrudy mieli skórę ciemniejszą od swojego ojca. Mimo to służyli Vaterlandowi w czasie II wojny światowej. Wychowani w pruskim drylu byli dla Führera „wystarczająco niemieccy”, by służyć narodowi i ojczyźnie. Horst Sabac el Cher, oceniony przez nazistów na podstawie ustaw norymberskich z 1935 r. jako „mieszaniec 2. stopnia”, wysłany do służby medycznej, w styczniu 1943 r. zaginął na północnym Kaukazie. Rodzinny los zatoczył koło – jego dziad prawie 80 lat wcześniej wysłużył tam przy księciu Albrechcie medale. Herbert przeżył jako muzyk w służbie cywilnej, wygrywając właściwe niemieckie melodie w ramach socjalnego programu nazistów „Kraft durch Freude“. Potem został pierwszym skrzypkiem w Teatrze Narodowym w Mannheim.

Jego syn, dziś najstarszy w rodzie, to Axel Sabac el Cher, rocznik 1937. W powojennym wojsku RFN nikt nie określał stopnia koloru skóry. Emerytowany inżynier, uczy nurkowania w Oceanie Indyjskim. Żyje i prawnuczka słynnego przodka, córka Axela i Ingrid: Angela Sabac el Cher. Zarządza firmą produkującą urządzenia chłodnicze. Dziś po 40-stce, jako dziecko miała problemy wynikające z dziwnego nazwiska. Przyrzekła sobie, że nigdy go nie odrzuci. Była zaskoczona historią rodziny, odtworzoną na podstawie obrazu z Królewca, bo poza ciemnymi włosami nie jest podobna do pradziadka. Do niedawna pamiętała bajki ojca na dobranoc o małym nubijskim chłopcu, który okazał się zaginionym synem bogatego szejka. On słyszał je przed snem od matki, Agnes Sabac el Cher. Snuła opowieści o Murzynku i bogatym szejku, o koniach, wielbłądach i księciu, który jego pradziadka-sierotę przywiózł do Niemiec.

Powojenny podział Berlina i Niemiec rozdzielił rodzinę. Herbert Sabac el Cher zamieszkał w RFN, rodzina jego brata w NRD. Tam też znajdował się grób Gustava i Gertrudy. Augusta Sabac el Cher uważa się za pierwszego społecznie zintegrowanego Afroniemca w Berlinie. Gustav Sabac el Cher, podobnie jak ojciec, zrobił nietypową dla swoich czasów karierę. Został sławnym i uznanym czarnoskórym dyrygentem w pruskiej armii. Był Prusakiem na wskroś, z dumą nosił mundur i wąsy a la Wilhelm. W mieszkaniu, w którym się urodził, 70 lat później mieścił się Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy i biura Himmlera. Dziś w tym miejscu wystawa „Topografia terroru” przypomina bezsens nazistowskich idei rasowych.

Gustav Sabac el Cher nie był jedynym czarnoskórym w armii. Wcześniej formowano „czarne” zespoły na wzór tureckich janczarów, Wilhelm Sambo został doboszem przy huzarach, a u grenadierów przy koniach pracował sierżant Josef Mambo. Byli i cywile, jak Anton Wilhelm Amo (1703–1759), pierwszy czarnoskóry doktor nauk. Ale tylko Gustav ma swój portret w Niemieckim Muzeum Historycznym.