Mimo wielu książek i doniesień naukowych na ten temat zdaje się jednak, że ludzkość nie jest ani odrobinę mądrzejsza niż sześćdziesiąt lat temu. Wystarczy popatrzeć na tytuły w kolorowych czasopismach. Niedawno portal „I fucking love science” wziął na warsztat prasę męską. „Jak dać jej Wielki Koniec, na który zasługuje”, „Daj jej orgazm w piętnaście minut”, „Cztery zmysłowe sposoby na przyśpieszenie jej orgazmu”, „Jak ją zadowolić, ale nie stracić całej nocy?” – to tylko niektóre tytuły odzwierciedlające pogoń za kobiecą rozkoszą. Tytuły w prasie kobiecej skupiają się dla odmiany na ciągłym niespełnieniu i niezadowoleniu: „Osiem powodów, dla których nie jesteś w stanie osiągnąć orgazmu”, „Dziesięć faktów, których faceci nie rozumieją o orgazmie kobiecym”, „Sposoby na to, żeby osiągnąć orgazm razem”.

Po co kobiecie orgazm

Mechanizm powstawania orgazmu jest w rzeczywistości dosyć prosty. W momencie podniecenia krew napływa do narządów płciowych, w tym łechtaczki, która zaczyna wypełniać się krwią i pęcznieć. Po ok. 30 sekundach gruczoły przedsionkowe pochwy zaczynają wydzielać naturalne substancje nawilżające. Wraz z intensywnością stymulacji zaczyna twardnieć trzon łechtaczki. Następują też rytmiczne i coraz szybsze skurcze mięśni i wiązadeł przytwierdzających łechtaczkę do spojenia łonowego. W momencie orgazmu mięśnie kurczą się, a krew z łechtaczki wraca do krwiobiegu. Największą tajemnicą orgazmu jest stymulacja: każda kobieta potrzebuje innej. Nie ma jednego wzorca doprowadzania kobiety do orgazmu.

Długo debatowano także nad tym, po co kobietom orgazm. Biolodzy, przede wszystkim ewolucyjni, zastanawiali się nad tym problemem przez lata. I zdaje się, że tajemnica została odkryta. W sierpniowym „The Journal of Experimental Zoology” czytamy, że orgazm był sposobem na uwolnienie się zapłodnionych jajeczek po stosunku seksualnym. Mihaela Pavlicev, biolog ewolucyjny z University of Cincinnati College of Medicine i autorka prac dotyczących kobiecego orgazmu, podkreśla, że do tej pory naukowcy – pochylając się nad tym zagadnieniem – zajmowali się tylko naczelnymi. Tymczasem trzeba było sięgnąć głębiej do ewolucji. O ile męski orgazm jest ściśle powiązany z wytryskiem, o tyle skurcze pochwy wcale nie są niezbędne do zajścia w ciążę. Poprzednie teorie głosiły, że być może intensywność orgazmu zwiększa możliwość zapłodnienia. Zwolennikiem tego poglądu był David A. Puts, antropolog ewolucyjny z Pennsylvania State University, który przeprowadzał badania, jak orgazm może zwiększyć szanse zapłodnienia u kobiet podczas seksu z genetycznie atrakcyjnym mężczyzną. Te badania nie doczekały się jednak przekonującego uzasadnienia i spotkały się z mocną krytyką m.in. filozofki Elisabeth A. Lloyd z Uniwersytetu Indiana, która stwierdziła: „najlepszym wyjaśnieniem fenomenu orgazmu kobiety jest fakt, że nie pełni on żadnej funkcji. I tak jest dobrze”.

Okazuje się jednak, że zarówno Mihaela Pavlicev, jak i jej kolega Günter P. Wagner z Uniwersytetu Yale mogą rzucić nowe światło na tajemnice kobiecego orgazmu. Sięgnęli po stare publikacje dotyczące mrówkojadów i koali, aby lepiej poznać życie seksualne ssaków. Zauważyli, że samice uwalniają komórkę jajową pod wpływem oksytocyny i prolaktyny, hormonów wydzielanych podczas seksu (u kobiet podczas orgazmu) i wtedy może ona zostać zapłodniona. U człowieka komórka jajowa uwalnia się raz w miesiącu, ale być może kiedyś orgazm pomagał w uwalnianiu gotowej do zapłodnienia komórki jajowej – i do tego służyła łechtaczka. Dopiero w toku ewolucji oddzieliła się od pochwy, a orgazm jako „iskra zapalająca” to pozostałość po zapomnianej funkcji tego organu.