Pustynia Atakama, najsuchsze miejsce na Ziemi, gdzie miejscami nie padało od 400 lat. Gobi, gdzie dokucza brak tlenu na

3300 m n.p.m.; Sahara – z temperaturami sięgającymi 50˚Ci Antarktyda – najzimniejsze miejsce na naszej planecie. Każdą z tych pustyń musi przebiec w pięć dni śmiałek, który startuje w ultramaratonie 4 Deserts Race Series, jednym z najtrudniejszych wyzwań sportowo-przygodowych na Ziemi. Dla niemal każdej zdrowej osoby pokonanie zwykłego maratonu (42 km 195 m) nie

stanowi problemu. Wystarczą cztery miesiące treningu i dobre buty. Wyobraź sobie jednak, że w ciągu pięciu dni masz przebiec 250 km, cały czas dźwigając plecak – i tak cztery razy w roku. „Ciekawiło mnie, kim są ludzie, którzy decydują się na coś takiego?” – zastanawiała się amerykańska reżyserka Jennifer Steinman.

Postanowiła towarzyszyć im z kamerą podczas tych szaleńczych zmagań. Bohaterami jej filmu zostali amatorzy: Dave, 56-letni dyrektor marketingu z Irlandii; Samantha (25 lat), studentka prawa z Australii; finansista Rick (33 lata) z USA i Tamaine (40 lat), były komandos z Anglii. Okazało się, że Dave ucieka przed starością, a Samantha przed dorosłością. Rick jest niespełnionym sportowcem, a Tamaine właśnie owdowiał i został z dwójką dzieci. Wszyscy mieli więc cel.

W 2014 roku po raz pierwszy wystartowali Polacy: Andrzej Gondek, Marek Wikiera, Daniel Lewczuk i Marcin Żuk. Kto pokona wszystkie cztery edycje w roku, będzie pierwszym Polakiem w elitarnym gronie Grand Slam. Wszyscy są amatorami, ale przygotowywali się jak profesjonaliści. „Przeprowadziłem symulację, pokonałem 150 km w sześć dni z obciążeniem na plecach i dałem radę” – wspomina Żuk. Gondek i Wikiera ukończyli wcześniej trudny Maraton Piasków w Maroku. Pierwsze 250 km na pustyni Wadi Ramm w Jordanii (gdzie w tym roku przeniesiono bieg z powodu sytuacji w Egipcie) Polacy przeszli jak burza. Najszybszy, bo 12. w stawce 172 osób, był Andrzej Gondek z czasem 31 godz. 22 min. Ale w tej specyficznej rywalizacji nie chodzi o miejsca. Każdy, kto dociera do mety, może czuć się zwycięzcą.

250 km warto potraktować z respektem, ale bez strachu. „Moja strategia: nadmiar myślenia szkodzi. Skupiam się na bieżących zadaniach, nie trzymam się kurczowo planu. Pod górę idę, z góry zbiegam, po płaskim trochę idę, trochę biegnę. Wielu, którzy wydarli mocno do przodu na pierwszych etapach, byli daleko w tyle na końcu” - mówi Marcin Żuk.

 ĆWICZ BEZPIECZNIE - UBEZPIECZENIA SPORTOWE