Margaret Harlow i jej mąż Harry przeprowadzili na początku lat 60. okrutny eksperyment na rezusach. Rozdzielili matkę i jej nowo narodzone dziecko. Młodego rezusa umieścili w klatce, w której znajdował się druciany model małpy z butelką zawsze wypełnioną mlekiem oraz szmaciany model matki bez butelki. Mały rezus miał w ten sposób zapewnione wyżywienie, ale był pozbawiony kontaktu z matką. Naukowcy chcieli się przekonać, jak wpłynie to na rozwój młodego. Okazało się, że pierwsze miesiące życia rezus spędzał wczepiony w szmacianą „matkę”, a na drucianej kukle przebywał tylko godzinę na dobę. Gdy osiągnął dojrzałość, nie był w stanie nawiązać kontaktu z innymi rezusami. Do końca życia pozostał społecznie upośledzony. Dlatego w drugim doświadczeniu państwo Harlow pozwalali kolejnej młodej małpce 15 minut dziennie przebywać z innym małym rezusem, również oddzielonym od matki. Chociaż ta para lepiej poradziła sobie w dorosłym życiu, ich dzieciństwo było dramatyczne. Przez pierwszy miesiąc życia każda piętnastominutowa wizyta wyglądała tak samo: małpki wtulały się w siebie i trwały tak do końca widzenia. Obojgu naukowcom do dziś wypomina się niehumanitarny eksperyment, tym bardziej że na świecie żyje dużo małpich sierot, a obserwacja ich zachowania pozwala wyciągnąć identyczne wnioski: zapewnienie sierocie pożywienia i schronienia nie wystarczy. Konieczny jest bliski kontakt z innym osobnikiem, aby maleństwo prawidłowo się rozwijało. Jeśli taką prawidłowość zaobserwowano u małp, to możemy mieć pewność, że człowieka dotyczy ona w dużo większym stopniu. Dlaczego czułość jest taka ważna?

TROSKA I OPIEKA

Wśród naukowców nie ma większych sporów co do tego, że czułość wywodzi się z relacji matki i dziecka. Ludzkie niemowlę rodzi się kompletnie bezbronne. I pozostaje takie bardzo długo. Aby zapewnić sobie niezbędną do przeżycia opiekę, noworodek musiał zostać przez Naturę wyposażony w odpowiednie narzędzia, którymi mógłby tak pobudzić matkę, aby ta chciała go karmić i chronić. Równocześnie matka musiała zostać obdarowana odpowiednim mechanizmem, podatnym na manipulacje ze strony dziecka. Ten przybornik matczyno-dziecięcy to nic innego jak mózg wraz ze złożonym mechanizmem psychologicznym, którego celem jest wzmocnienie chęci opieki nad potomstwem.Mechanizm ten nie powstał oczywiście znienacka. Zapewne ewoluował stopniowo, a jego korzenie mogą sięgać daleko w przeszłość, skoro o swoje potomstwo troszczą się nawet niektóre gatunki pająków czy owadów, chroniąc złożone jaja lub karmiąc larwy.Opieka nad małym ssakiem jest dużo bardziej wymagająca – karmienie mlekiem, ochrona przed zimnem, przenoszenie nieporadnego noworodka w bezpieczne miejsce, czyszczenie sierści... Istotne jest to, że opieka nad potomstwem wymaga częstego kontaktu fizycznego matki z dzieckiem. Czułość wywodzi się właśnie z tej konieczności bliskiego obcowania. Psychiczna potrzeba tulenia dziecka i przytulania się do matki powstała prawdopodobnie po to, aby wzmocnić matczyną chęć opieki nad niesamodzielnym młodym.

HORMON CZUŁOŚCI

Oksytocyna jest hormonem, który odpowiada za skurcze podczas porodu i zwijanie się macicy w połogu oraz za pojawienie się laktacji. Wiemy, że oksytocyna ułatwia budowę gniazd u szczurów, akceptację potomstwa u owiec czy tworzenie trwałych związków między dorosłymi osobnikami piesków preriowych. Wykazano, że wydzielanie tego hormonu u myszy pod wpływem bliskości z partnerem powoduje, że zostaje on zapamiętany i rozpoznawany przy kolejnych spotkaniach. A poligamiczne samce, po podaniu oksytocyny, stają się bardziej społeczne i chętne do nawiązywania trwalszych związków. Oksytocyna może też odgrywać pewną rolę w tworzeniu więzi między partnerami u ludzi. Z dotychczasowych badań wiadomo, że poziom oksytocyny odmiennie wzrasta i opada u kobiet, w zależności od ich wcześniejszych doświadczeń i satysfakcji ze związków. Rola oksytocyny w tworzeniu więzi między ludźmi ma swoje ewolucyjne uzasadnienie. Jeśli wydziela się w czasie porodu oraz laktacji, może służyć jako wzmocnienie więzi matki z dzieckiem. A stąd już niedaleko do wpływu na trwałość związku między dorosłymi ludźmi, zważywszy na fakt, że jej wydzielanie towarzyszy orgazmowi zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn.

 

W jaki sposób wyewoluowały takie altruistyczne zachowania, już wiemy: rodzice poświęcają się dla swoich dzieci, ponieważ są ze sobą spokrewnieni. Inwestując w sukces dzieci, pośrednio wspierają własne geny. Ci, którzy nie zajmują się swoim potomstwem, nie dochowają się wnuków. W ten sposób ich geny zginą razem z nimi. O ile więc ewolucja czułości w relacjach matka–dziecko nie nastręcza trudności przy wyjaśnieniu, o tyle niełatwo zrozumieć, skąd wzięła się czułość w relacjach z niespokrewnionymi partnerami.

W latach 60. John Bowlby, psycholog, który prowadził badania z udziałem dzieci osieroconych w czasie II wojny światowej, zaproponował wyjaśnienie, które długo wydawało się prawdziwe. Bowlby sądził, że psychiczne przywiązanie do partnera w życiu dorosłym jest dokładnie tym samym rodzajem więzi, jaka łączyła człowieka w dzieciństwie z matką. Zmienia się jedynie obiekt przywiązania – z matki na partnera. W tym kontekście nie wydawało się dziwne, że w stosunku do partnera odczuwamy potrzebę przytulania się, głaskania, całowania – jednym słowem – czułości. Jednak w połowie lat 70. zmieniło się myślenie o człowieku. Rewolucję bezwiednie zapoczątkował Edward O. Wilson, publikując podręcznik na temat biologii zwierząt społecznych – w ostatnim rozdziale umieścił Homo sapiens. Strącił człowieka z piedestału i postawił go obok innych zwierząt jako podlegającego tym samym prawom ewolucji. Psychologowie musieli więc odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego przywiązywanie się do dorosłego partnera i okazywanie mu czułości, na wzór matki i dziecka, miałoby być dla niego korzystne? Jeśli jakaś cecha nie pomaga w pozostawieniu po sobie więcej potomstwa, czyli nie podnosi dostosowania, to w jaki sposób dobór naturalny miałby ją faworyzować? Zwłaszcza że partnerzy seksualni nie są ze sobą spokrewnieni i nie można oczekiwać, że będą się dla siebie poświęcać. Zwolennicy teorii Bowlby’ego argumentowali, że przeniesienie na partnera relacji matka–dziecko służy temu samemu: opiece i obronie. Zrobiono wiele badań, z których wynikało, że małżonkowie wspierają się psychicznie, dzięki temu dłużej żyją, rzadziej chorują itp. Z pewnością to wszystko prawda. Jest tylko mały szkopuł: w czasach kiedy ewoluowaliśmy, partnerzy nie potrzebowali wsparcia psychicznego jak dziś, lecz raczej realnej obrony. Największymi zagrożeniami były wtedy dzikie zwierzęta, pasożyty, głód i ludzie z sąsiedniej grupy. O ile można sobie wyobrazić, że kobieta mogła coś zyskać na opiece ze strony mężczyzny, to trudno oczekiwać, żeby ona sama mogła skutecznie bronić partnera przed dzikimi zwierzętami. Jakie korzyści miałby więc wynieść z tego mężczyzna? I po co w tym wszystkim czułość?

INSTYNKT KAŻE SIĘ TULIĆ

Odpowiedzi na te pytania zaczęto szukać gdzie indziej. Należało dowiedzieć się, w jakim kontekście czułość pojawia się u naszych najbliższych krewnych. Badania nad życiem małp wchodziły wówczas w ciekawą fazę zapoczątkowaną rewolucją E.O. Wilsona oraz rewolucją seksualną. Z życia seksualnego samic zdjęto tabu, głównie za sprawą Sary B. Hrdy („Kobieta, której nigdy nie było”) z University of California w Davies. Hrdy pokazała, że na zachowanie samic (także seksualne) należy patrzeć przez pryzmat ewolucji i siły doboru naturalnego, która na nie oddziałuje.Większość gatunków małp jest poligamiczna i poliandryczna, co oznacza, że nie tworzą trwałych związków – zarówno samce, jak i samice mają wielu partnerów. Jednak u wielu spośród tych gatunków istnieje coś, co można by nazwać czułością. Sprowadza się ona do iskania, obejmowania i wzajemnego wtulania się. Również przebywanie w bliskiej odległości jest oznaką większej zażyłości. Zaobserwowano, że samice okazują czułość w stosunku do samców szczególnie tam, gdzie samce mają dzieciobójcze zapędy. Dzieciobójstwo nie jest bezmyślnym okrucieństwem, ma swoje ewolucyjne uzasadnienie. W małpich haremach ojcem większości dzieci jest samiec dominujący. Gdy zmienia się władca, zabicie niemowlaków przynosi nowemu samcowi alfa korzyści, ponieważ matka po utracie dziecka natychmiast wchodzi w ruję. Jest wtedy gotowa na rozród z nowym partnerem. Gdyby nowy władca czekał, aż wszystkie matki odchowają swoje dzieci, mógłby się w ogóle nie doczekać potomka, bo władza w haremie nigdy nie trwa zbyt długo.

OKIEM PSYCHOLOGA

Wraz z namiętnością i intymnością czułość jest składową miłości. Jest szczególnie istotna na początku związku, gdy partnerzy nabierają do siebie zaufania, oraz w kolejnych etapach, gdy wraz z przywiązaniem zastępuje miejsce fascynacji i namiętności. Czułość buduje bliskość, zapewnia komfort, poczucie bezpieczeństwa, akceptacji i opieki, oznacza zainteresowanie ze strony partnera. Osoby mające dużą potrzebę czułości będą szukały czułych partnerów. Niezaspokojenie tej potrzeby może powodować frustrację, żal, pustkę, a w efekcie – doprowadzić do rozpadu związku. Jest to związane z cechami osobowości – np. osoby o cechach zależnych będą poszukiwały nieustannego wyrażania czułości, która zapewni im poczucie bezpieczeństwa. Wydaje się, iż kobiety potrzebują więcej czułości niż mężczyźni; po części wynika to z tego, iż stereotyp twardego mężczyzny w naszej kulturze nie pozwala im się przyznać do tego, że czułość również dla nich jest istotna. Każdy odbiera czułość na swój sposób, ale każdy jej czasem potrzebuje.

Magdalena Bogdaniuk

Psycholog z Poradni Seksuologicznej i Patologii Współżycia w Warszawie, zajmuje się terapią zaburzeń seksualnych oraz seksuologią sądową

 

Samice nawiązują więc przyjaźń z jednym lub kilkoma samcami, którzy – w zamian za jej czułość – oferują obronę jej dzieci przed morderczymi zapędami dominującego samca. W tej relacji między samcem a karmiącą matką nie ma miejsca na seks, a dziecko, w którego obronie staje samiec, nie jest jego dzieckiem.

Nie wiemy, co myślą i czują samice. Czy „na chłodno” kalkulują, z którymi samcami warto się zaprzyjaźnić? Czy z przyjemnością przytulają się i iskają zapchloną sierść obcego samca? Czy ta przyjaźń jest autentyczna, czy fałszywa? W świetle badań nad świadomością u zwierząt możemy przypuszczać, że to raczej instynkt podpowiada samicy, do których samców się przytulać. A samiec instynktownie rzuca się w obronie malucha zaprzyjaźnionej samicy.

To niejedyny kontekst małpiej czułości. Badania Joan Silk, antropolożki z California University w Los Angeles, pokazały, że samice, które utrzymują liczne kontakty towarzyskie, nawet jeśli pochodzą ze społecznych małpich „dołów” – odchowują więcej dzieci. „Towarzyskość” wśród małp to nic innego, jak właśnie iskanie, przytulanie, przebywanie w bliskim kontakcie. I w tym przypadku również czułość jest walutą, za którą można kupić dobry start dla własnych dzieci.

Z kolei Ryne A. Palombit z University of California w Davies opisał relacje partnerów w związku monogamicznym u gibbonów i siamangów. Czułość służy tu za spoiwo więzi między partnerami w czasie, gdy samica nie jest w rui. Młode gibbony i siamangi bardzo długo są niesamodzielne i oboje rodziców angażuje się w ich wychowanie. Partnerzy nie tylko iskają się, ale i przytulają, obejmują, głaszczą, razem śpią. Ciekawe, że to samiec więcej energii inwestuje w podtrzymanie więzi z partnerką. Zdaniem Palombita może to oznaczać, że monogamia u tych zwierząt wyewoluowała nie jako potrzeba odchowania wspólnych dzieci, lecz jako sposób samca na kontrolowanie wierności swojej partnerki. Stąd częste okazywanie czułości i bliski kontakt, który jest niczym innym jak miłym sposobem pilnowania samicy.

Co z tego wynika dla wiedzy o człowieku? Po pierwsze jasno widać, że czułość również u małp występuje w różnych kontekstach, nie tylko matka–dziecko. Po drugie w każdym przypadku istnieje silne uzasadnienie ewolucyjne, które tłumaczy, do czego czułość się przydaje. W dorosłym życiu nie jest ona tym samym, czym była w dzieciństwie, a jej funkcja musi być bardzo konkretna, w dodatku służyć musi reprodukcji.

Ewolucja jest bardzo oszczędna. Jeśli istniał już złożony system okazywania i odbierania pieszczot w relacji matka–dziecko, to można go wykorzystać, dobudowując tylko kilka nowych elementów, tak by służył innej funkcji. Według Lee Kirkpatricka, psychologa z prestiżowego College of William & Mary, czułość u ludzi ma związek z podtrzymywaniem więzi między partnerami, czyli pośrednio z odchowaniem potomstwa, a nie ze świadczeniem sobie wzajemnie opieki i obrony. Jego zdaniem, tymi dodanymi klockami do wcześniej istniejącej układanki jest uczucie miłości i zakochania.

Odchowanie potomstwa było i jest wielkim wyzwaniem dla rodziców. Dla kobiety zazwyczaj to większa inwestycja niż dla mężczyzny, ponieważ ciąża i laktacja zajmują wiele miesięcy, które kobieta poświęca na odchowanie jednego potomka. W tym czasie mężczyzna może spłodzić gromadkę dzieci z różnymi kobietami. Ale jeśli nie ma zbyt wielu płodnych lub „wolnych” kobiet, to mężczyzna rozsądniej zrobi, inwestując w potomstwo z jedną kobietą. Każde dziecko będzie wówczas dla niego tak samo cenne jak dla kobiety. Tak mogła wyglądać monogamia z konieczności we wczesnych czasach naszej ludzkiej historii. Gdy z góry wiadomo, że większość (jeśli nie wszystkie) dzieci będziemy mieć z jednym partnerem, dobrze jest wybrać tego najlepszego z możliwych. Sytuację tę można porównać do dylematu konsumenta w supermarkecie. Gdy na dobry towar jest promocja, to można zdecydować się na kupno już dziś, ale równie rozsądnie będzie zaczekać, ponieważ za tydzień może być jeszcze lepsza promocja. Decydując się ten sposób na wybór partnera do rozrodu, można przegapić najlepsze „partie” i pozostać bezdzietnym. Na gruncie samego rozsądku nie da się pewnych dylematów rozstrzygnąć. Potrzebne są emocje, pod których wpływem podejmiemy decyzję.

Miłość musiała powstać właśnie po to, abyśmy mogli zdecydować się na wybór partnera, nim będzie za późno. A czułość, która zawsze towarzyszy miłości, jest sygnałem, który wysyłamy partnerowi o gotowości do zaangażowania w związek. Bez okazywania czułości nikt nie uwierzy w szczerość miłości, a bez prawdziwej miłości nikt nie jest skłonny poświęcać się dla niespokrewnionego partnera, nawet jeśli łączą wspólne dzieci.

Do tego trzeba dodać instytucję małżeństwa, która istnieje we wszystkich kulturach. Jest to uroczyste poinformowanie wybranego partnera oraz wszystkich potencjalnych partnerów, że poszukiwania zostały zakończone. Dzięki zakochaniu i zaślubinom ludzie nie marnują więcej czasu oraz energii i mogą zająć się odchowywaniem potomstwa. Czułość w relacjach dwojga dorosłych niespokrewnionych ludzi jest więc funkcją miłości, która wyewoluowała w celu wzmocnienia więzi między partnerami. Przytulanie, głaskanie, całowanie to instynktowne zachowania, których zakodowany sens rozumie każdy człowiek na Ziemi. Choć ludzka czułość jest tym samym instynktem, co zwierzęca, to jednak jest wyjątkowa.

OKIEM SOCJOLOGA

Czułość to sygnał przywiązania, uczuć erotycznych, bliskości i więzi społecznej z najbliższymi krewnymi i powinowatymi. Nie trzeba komunikatu językowego, aby okazać komuś czułość. Zachowania nacechowane czułością dzielimy ze wszystkimi małpami człekokształtnymi, których aparat głosowy nie pozwala na przekazanie złożonych komunikatów, takich jak „kocham cię”, „zależy mi na związku z tobą”, „będę o ciebie dbał”, „wydłubię ci z futra wszystkie denerwujące insekty”, „nie opuszczę cię w niebezpieczeństwie”. Bez okazania czułości nie ma mowy o wychowaniu. Młoda jednostka, której nie okazuje się czułości, ma ogromne kłopoty z dostosowaniem się do reguł współżycia społecznego. Brak czułości to także jeden z bodźców środowiskowych, który uruchamia wadliwy program genetyczny u psychopatów. Najszybciej w obliczu niebezpieczeństwa przyjdzie nam z pomocą jednostka, która nam okazuje czułość, możemy na nią liczyć. Czułość jest widocznym sygnałem skłonności do opieki. Dlatego jest tak istotna wobec istot mniejszych, młodszych i słabszych. Jesteśmy czuli wobec tych, z którymi wiążą nas interesy – genetyczne i reprodukcyjne: wobec własnych dzieci i aktualnych partnerów seksualnych, z którymi spodziewamy się mieć potomstwo. To z nimi więź społeczna musi być najsilniejsza i czułość jest skuteczną metodą pogłębiania tej więzi. Brak czułości jest widocznym sygnałem zakończenia związku.

dr hab. Tomasz Szlendak

Socjolog, kierownik Zakładu Badań Kultury Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, specjalizuje się m.in. w socjoantropologii rodziny, zachowań seksualnych i relacji płciowych