Marzenie o lewitacji jest chyba tak stare jak to o lataniu. No ale latać już potrafimy dzięki samolotom czy rakietom. Niewiele to ma jednak wspólnego z elegancką mistyczną lewitacją. Jej opisy znajdziemy w chrześcijaństwie, gdzie zalicza się ona do tzw. darów charyzmatycznych. Obdarzeni nimi mieli być m.in. Józef z Kupertynu czy Teresa z Ávili, którą siostry zakonne musiały w czasie nabożeństw przytrzymywać, by unosząc się nie wzbudzała niepotrzebnej sensacji. Lewitacja pojawia się także w hinduizmie – sztukę tę mieli opanować siddhowie, czyli mistrzowie duchowi, którzy osiągnęli oświecenie. Motyw ten znajdziemy też w buddyzmie, religii starożytnej Grecji itd.

Nic dziwnego, że zainspirowali się nim magicy, kuglarze i współcześni iluzjoniści. Dzięki tym ostatnim wiemy, jak można lewitować, dysponując czysto mechanicznymi środkami. Przedstawienie z 1992 r., w czasie którego w powietrzu unosił się David Copperfield, okazało się możliwe dzięki patentowi noszącemu w USA numer 5354238. Opisuje on system cienkich lin o nośności ponad 100 kg, które przymocowane są do pierścienia umieszczonego wokół miednicy iluzjonisty.

Zostawmy jednak sztuczki i zajmijmy się nauką. Jak z jej punktu widzenia wygląda lewitacja? Owszem, jest możliwa, o ile uda się zrównoważyć siłę grawitacji, która ściąga nas nieubłaganie na ziemię. Istnieje na to parę sposobów.

Z wiatrem we włosach

Zacznijmy od najprostszego. Graliście kiedyś w „powietrznego hokeja”? To zabawa znana z salonów z automatami do gier: spory stół, po którym porusza się plastikowy krążek, a my uderzamy w niego okrągłymi „zderzakami”. Kawałek plastiku przesuwa się nad powierzchnią stołu dzięki ciśnieniu powietrza wydmuchiwanego przez maleńkie otwory.

Sami też możecie coś takiego zrobić, jeśli macie w domu odkurzacz, którego wąż można podłączyć do wylotu powietrza. Umieść- cie nad końcem rury piłeczkę pingpongową i włączcie urządzenie – jeśli zostanie uchwycona przez prąd powietrza, będzie skakała i wirowała. A teraz wyobraźcie sobie, że rura jest ukryta, a wy nie słyszycie dźwięku odkurzacza – lewitacja, że aż miło!

Nie musi się ona ograniczać do piłeczek. Ta metoda pozwala na unoszenie bardzo dużych obiektów – w ten sposób lewitują poduszkowce. A jeśli chodzi o pojedynczych ludzi, wystarczy założyć luźny kombinezon i wejść do pionowego tunelu aerodynamiczne- go, przez który powietrze pędzi z prędkością ok. 200 km/godz. Tyle wystarczy, by unieść nasze ciało. Jednak łopoczący kombinezon i rozciągnięta przez wicher twarz to, delikatnie mówiąc, mało przyjemne doznania.

Czym jeszcze można zrównoważyć siłę grawitacji? Chociażby dźwiękiem. Chodzi o to, żeby utworzył on tzw. falę stojącą, w której występują punkty o wysokim i niskim ciśnieniu. Gdy umieścimy

jakiś obiekt w odpowiednim miejscu takiej fali, będzie się on unosił, leciutko drgając. Filmy pokazujące dźwiękową lewitację kropli wody z łatwością można znaleźć w internecie. Wrażenie jest naprawdę niezwykłe. Dodatkowo wykorzystana fala to ultradźwięki, więc lewitacja jest bezgłośna.

Słabość tej metody to niewielka masa obiektu, jaki może być utrzymywany – spraw- nie lewitują w najlepszym razie piłeczki pingpongowe. Do uniesienia człowieka nie wy- starczą nawet najgłośniejsze dźwięki.