Nowa letnia kolekcja Big Bang wygląda chwilami jak zestaw luksusowych cukierków albo wyjątkowo kosztowna współpraca producenta zegarków z firmą tworzącą akcesoria plażowe. Mam wrażenie, że właśnie o taką reakcję chodziło. Hublot od dawna lubi dzielić publiczność na zachwyconych i oburzonych. Obojętność byłaby dla tej marki znacznie bardziej dotkliwa niż krytyka.
Tym razem uwagę przyciągają kolory, ale ceny skutecznie przypominają, że za pastelową zabawą stoi jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek współczesnego zegarmistrzostwa.
Luksus w kolorze pistacjowych lodów
Hublot prezentuje specjalne letnie kolekcje w Saint-Tropez od 2017 roku. Tegoroczna seria ma nawiązywać do śródziemnomorskiego krajobrazu, zachodów słońca i kolorów nadmorskich kurortów. Trudno tego skojarzenia nie zauważyć. Wielobarwna koperta łączy różową i miętową ceramikę, a całość otacza błękitny bezel.
Głównym modelem jest Big Bang Summer Multi-Colored Ceramic o średnicy 42 mm. Kopertę wykonano z polerowanej i mikropiaskowanej ceramiki, a matowa tarcza powtarza pastelową kompozycję. Powstało tylko 200 egzemplarzy. Cena wynosi 33 700 euro, czyli około 145 tysięcy złotych. Za tę kwotę można kupić kilka bardzo dobrych mechanicznych zegarków, niewielki samochód albo pastelowego Hublota, który będzie widoczny z drugiego końca hotelowego basenu.

W środku pracuje manufakturowy mechanizm HUB1280 Unico z automatycznym naciągiem, chronografem flyback i kołem kolumnowym. Rezerwa chodu wynosi 72 godziny, a wodoszczelność sięga 100 metrów. Zestaw obejmuje również trzy gumowe paski w kolorach odpowiadających kopercie.
Obok pojawia się nieco spokojniejszy Big Bang Titanium Peach Ceramic. Ma tytanową kopertę, brzoskwiniowy ceramiczny bezel, ażurową tarczę i pasek utrzymany w tym samym kolorze. Kosztuje 23 500 euro, czyli około 101 tysięcy złotych. Określenie spokojniejszy należy tu oczywiście traktować bardzo umownie. Brzoskwiniowy zegarek o średnicy 42 mm nadal będzie subtelny mniej więcej tak, jak pomarańczowe Lamborghini zaparkowane przed piekarnią.
Najdroższy sorbet ma tourbillon
Dla klientów, którzy uznają 145 tysięcy złotych za kwotę zbyt pospolitą, przygotowano Big Bang Summer Multi-Colored Ceramic Tourbillon. Ten model ma 44 mm średnicy, pastelową ceramiczną kopertę oraz przezroczystą tarczę wykonaną z różowego szkła szafirowego.
Mechanizm HUB6035 wyposażono w automatyczny naciąg, tourbillon i mikrorotor widoczny od strony tarczy. Rezerwa chodu ponownie wynosi 72 godziny. Oficjalnie deklarowana wodoszczelność to 30 metrów, dlatego mimo wakacyjnych kolorów ten wariant powinien trzymać się z dala od basenowych atrakcji.

Powstanie zaledwie 10 sztuk. Każda kosztuje 116 tysięcy euro, czyli około 500 tysięcy złotych. Pół miliona za zegarek przypominający miętowo-różowy deser może wyglądać jak żart zamożnych kolekcjonerów. Z drugiej strony tourbillon od dawna służy również jako pokaz możliwości technicznych. Pastelowa ceramika sprawia jedynie, że pokaz odbywa się w znacznie mniej oficjalnym stroju.
Mniejsze modele uwolniono od diamentów
Najbardziej przystępną częścią kolekcji są trzy zegarki Big Bang o średnicy 33 mm. Pojawiają się w kolorach Peach, Mint Green oraz Petrol Blue. Koperta, bezel, tarcza i gumowy pasek mają jednolitą barwę, dzięki czemu całość wygląda spójniej niż wielokolorowe modele.
Po raz pierwszy Hublot zaoferował 33-milimetrowe Big Bangi bez diamentów. To rozsądna decyzja, ponieważ intensywna ceramika wystarczająco mocno przyciąga wzrok. Dodawanie kamieni mogłoby zmienić zegarek w przedmiot, który wymagałby okularów przeciwsłonecznych nawet podczas oglądania zdjęć.

Wewnątrz pracuje automatyczny mechanizm HUB1120 z rezerwą chodu wynoszącą około 40 godzin. Koperty są wodoszczelne do 100 metrów, więc teoretycznie poradzą sobie również podczas wakacyjnego wyjazdu nad wodę. Każdy z modeli kosztuje 15 200 euro, czyli około 65 500 złotych. Określenie model podstawowy nabiera przy tej kwocie osobliwego uroku.
Pastelowy zegarek może zestarzeć się szybciej niż mechanizm
Kolorowe edycje mają jedną przewagę nad kolejnym czarnym zegarkiem sportowym: zapadają w pamięć natychmiast. Mają również słabość. Moda na odcienie zmienia się szybciej niż gust kolekcjonerów, a miętowa ceramika może za kilka lat wyglądać jak idealna pamiątka po lecie 2026 roku.

Hublot raczej się tego nie obawia. Big Bang zawsze był zegarkiem ostentacyjnym, dużym i natychmiast rozpoznawalnym. Pastelowa kolekcja jedynie przesuwa tę cechę w bardziej wakacyjną stronę. Zamiast czerni, karbonu i złota otrzymujemy kolory, które kojarzą się z lodami, parasolami plażowymi i hotelami, w których cena lemoniady potrafi wywołać szybsze bicie serca.
Sama prawdopodobnie wybrałabym model Petrol Blue. Jest wyrazisty, lecz mniej deserowy niż różowo-miętowe warianty. Rozumiem jednak sens całej kolekcji. Przy takiej cenie zegarek często staje się również sposobem komunikowania osobowości. Osoba wydająca ponad 100 tysięcy złotych na Hublota raczej nie szuka dodatku, który dyskretnie zniknie pod mankietem.
Letnia seria pokazuje też, że luksusowe zegarmistrzostwo nie musi przez cały czas zachowywać kamiennej twarzy. Może być miętowe, brzoskwiniowe, trochę zabawne i absurdalnie drogie. Hublot wykorzystał tę możliwość bez najmniejszego skrępowania. Nawet jeśli część osób uzna nowe modele za zegarkową wersję kolorowych pianek, z pewnością nikt nie pomyli ich z produktem innej marki.
