Dobry adres to podstawa – wiedzą o tym nie tylko agenci nieruchomości, ale i biolodzy. Warunki środowiskowe wywierają potężny wpływ na funkcjonowanie organizmu, sterując jego ewolucją. Przez wiele lat sądzono, że ta reguła nie dotyczy ludzi. Dzięki zdobyczom naszej cywilizacji mieliśmy uwolnić się od mechanizmów ewolucyjnych i przejąć kontrolę nad własnym rozwojem.

Nic bardziej błędnego. Homo sapiens podlega wpływom środowiska tak samo jak inne zwierzęta, a „adres zamieszkania” odbija się u  nas na wszystkim – od koloru skóry po intelekt i kulturę.

Północ ma wielkie oczy

Sowa ma większe gałki oczne niż sokół, ponieważ musi polować przy bardzo słabym świetle – ornitolodzy wiedzieli to od dziesięcioleci. Dopiero niedawno jednak okazało się, że taka sama reguła dotyczy nas. Im bliżej bieguna, tym mniej światła i tym większe oczy mają mieszkający tam ludzie – wykazali profesorowie Robin Dunbar i Eiluned Pearce, antropolodzy z University of Oxford.

Przebadali oni 55 czaszek znajdujących się w zbiorach różnych muzeów. Należały do osób żyjących około 200 lat temu w 12 rejonach świata, od Skandynawii po Australię. Mieszkańcy tropików mieli znacznie mniejsze oczodoły (niecałe 22 cm3) niż np. Skandynawowie (blisko 27 cm3). Ale to nie wszystko – podobna zależność dotyczyła także pojemności mózgoczaszki, która wahała się od 1154 cm3 (Mikronezja) do 1426 cm3 (Skandynawia)!

Aż prosi się o wniosek, że im dalej od równika, tym większe mózgi mają ludzie, a co za tym idzie – są mądrzejsi. Jednak prof. Dunbar odżegnuje się od takiej koncepcji. Przy gorszym oświetleniu powiększyły się tylko obszary mózgu odpowiedzialne za odbieranie i interpretowanie bodźców wizualnych. Za pośrednictwem oczu otrzymujemy aż 80 proc. wszystkich informacji o otoczeniu, więc nic dziwnego, że ewolucja mieszkańców północy przebiegała tym torem. „Zaskakujące jest szybkie tempo tych zmian. Przecież człowiek zamieszkuje północne rejony Europy od zaledwie 40 tys. lat” – komentował swoje odkrycie prof. Dunbar. Inne badania wskazują jednak, że te zmiany sięgają głębiej.

Jak nie mróz, to zaraza

Gdy nasi praprzodkowie opuścili Afrykę, ewolucja musiała rozwiązać nie tylko problem mniejszej ilości światła. Kapryśna pogoda na północy, mroźne zimy uniemożliwiające dostęp do roślinnego pokarmu i utrudniające polowanie – tak trudne warunki były potężną siłą, która mogła promować najsprytniejszych i najbardziej zaradnych. Głoszący tę hipotezę prof. Philippe Rushton z University of Western Ontario natychmiast został okrzyknięty rasistą. Ale podobnego zdania są też inni uczeni, w tym dr Satoshi Kanazawa z London School of Economics and Political Science.