A że to rozumowanie jest mało poprawne politycznie? „Wielu osobom nie podobają się nasze badania, ale my, naukowcy, staramy się opisać świat takim, jaki jest naprawdę” – komentuje dla „Focusa” Christopher Eppig.

Pokaż mi swoje pasożyty...

Wpływ żyjących na nas i w nas stworzeń jest zresztą znacznie szerszy. Prof. Daniel Nettle z Newcastle University uważa, że tam, gdzie istnieje duże zagrożenie pasożytami, wykształciło się wiele języków i dialektów. Nieprzypadkowo regiony najbardziej różnorodne językowo są też terenami o największej bioróżnorodności – mowa o Ameryce Łacińskiej, Afryce Środkowej, Indiach, Indonezji, Malezji.

Są to miejsca, w  których jest wilgotno i ciepło przez cały czas, gdzie nie ma pór roku, łatwiej jest zdobyć pożywienie i nie wymaga to zbiorowego wysiłku wielu ludzi. Gdy nie trzeba żyć w dużej grupie społecznej, by przetrwać, można unikać obcych i tworzyć społeczne mechanizmy ograniczające kontakty. A ma to sens biologiczny, bo w ten sposób spada ryzyko groźnego zakażenia.

Ksenofobia od zarania dziejów służyła więc po prostu profilaktyce zdrowotnej. W rezultacie grupy ludzi – choć żyją obok siebie – różnią się od siebie tak, jakby rozdzielały je nieprzebyte pasma górskie. To idealne warunki do powstawania różnych kultur i języków. 

Za społeczny mechanizm chroniący przez patogenami dr Corey Fincher i  prof. Randy Thornhill z University of New Mexico uznają także religię! „To właśnie ona wykształca wewnątrzgrupową solidarność i zachowania służące odcięciu się od sąsiednich ludów (poczucie wyjątkowości, wyższości)” – twierdzą uczeni. Liczba różnych religii powinna więc być największa w rejonach często nękanych przez patogeny i pasożyty.