Gdy po zakończeniu II wojny światowej toczyły się kolejne procesy nazistowskich zbrodniarzy, większość z nich tłumaczyła się, że nie są złymi ludźmi, lecz jedynie „wypełniają rozkazy”. Stanley Milgram postanowił sprawdzić, do czego zdolny jest zwykły człowiek pod presją autorytetu.

Posługując się serią kontrolowanych eksperymentów, przebadał 1000 mieszkańców stanu Connecticut oraz studentów Yale. Ochotnicy byli przekonani, że uczestniczą w badaniach nad pamięcią i uczeniem się. Podzielono ich na dwie grupy. Nauczyciele mieli karać (poprzez rażenie prądem) uczniów za każdy błąd popełniony w odtwarzaniu wyuczonego materiału. Przy kolejnych błędach zwiększano siłę wstrząsu (najpierw nauczyciele musieli sobie zaaplikować próbny wstrząs, by poczuć, z jakim bólem uczniowie będą mieli do czynienia). Działali myśląc, że krzywdzą ludzi w imię znalezienia najlepszych technik zapamiętywania. Eksperymentator informował o regułach, przydzielał role i wydawał polecenia nauczycielom w sytuacji, gdy się sprzeciwiali lub wahali. Jeden z uczestników badania w podeszłym wieku i z wadą serca przy 150 woltach (trzeciej pomyłce) domagał się, by go wypuścić, przy 180 wołał, że nie wytrzyma bólu, a przy 300 woltach – błagał! Nauczyciele sprzeciwiali się dalszemu karaniu, jednak eksperymentator kazał im doświadczenie kontynuować. I tak każda para nauczyciel–uczeń dochodziła do 450 woltów (śmiertelne może być już napięcie rzędu 100 V). Na szczęście w rzeczywistości nikt nie został porażony, uczniowie jedynie symulowali, ale nauczyciele o tym nie wiedzieli.

Większość osób sądzi, że myśli samodzielnie i nie jest podatna na wpływy. Jeśli jednak obok znajduje się osoba obdarzona autorytetem, nasza niezależność dramatycznie spada. Badania Stanleya Milgrama wykazały, że ślepe posłuszeństwo nazistów wobec władzy nie było spowodowane konkretnymi cechami, lecz wpływem sytuacji. W odpowiednich warunkach zło może czynić każdy.