Powieść „Śledztwo” powstała w roku 1959 roku. A więc kilka lat przed słynnym filmowym horrorem „Noc żywych trupów” (1968) George'a A. Romero, który na zawsze zmienił sposób opowiadania o zombie – odrzucił wątki magiczne i historyczne na rzecz społecznych, politycznych i naukowych. Zamiast tradycyjnej opowieści o szamanach voodoo, którzy czarami doprowadzają swe ofiary do granicy życia i śmierci, film pokazywał krwawą epidemię w USA wywołaną przez tajemnicze promieniowanie, a tłumioną potem brutalnie i bezmyślnie. „Śledztwo” Lema, będące powieścią kryminalno-fantastyczną, można uznać za swoistego prekursora tych gatunkowych zmian. Jego główny bohater zajmuje się tajemniczymi przypadkami domniemanego ożywania zwłok w różnych rejonach Anglii. Prawdę – przynajmniej potencjalną – przynosi mu nauka, w tym statystyka.

Nowy pośmiertny ład (uwaga, spoiler!)

Przyczyna tego fenomenu okazuje się zaskakująca. Nawet jeśli dzisiaj brzmi jak herezja, pod koniec lat 50. była myślą niezwykle nowatorską. Otóż zwłoki ożywiał de facto zmutowany nowotwór, niemogący pogodzić się ze zgonem swojego nosiciela.

„Mamy przed sobą jakąś osobliwą przemianę przyczyny wywołującej raka; powiedzmy, że to jest jakiś nie znany bliżej wirus” – sugeruje jeden z bohaterów „Śledztwa” Lema. – „Rak przejawia się w organizmie jako chaos, organizm zaś to przeciwieństwo chaosu, to uporządkowanie, ład procesów życiowych w żywym ciele. Otóż ten »czynnik chaosu«, jakim jest rak, wirus rakowy, przekształca się w pewnych okolicznościach, nie przestając dalej istnieć, i choć nadal wegetuje w danym środowisku, ludzie przestają chorować na raka, ale on dalej przebywa w ich ciałach. W końcu zmienia się do tego stopnia, że nabiera całkiem nowych możliwości, z czynnika chaosu staje się czynnikiem jakiegoś nowego ładu – pośmiertnego – to znaczy, zwalczając niejako przez pewien czas ten rodzaj chaosu, rozpadu, jaki przynosi śmierć, usiłuje kontynuować życiowe procesy w organizmie już na dobre martwym. Przejawem tego działania jest więc poruszanie się nieżywych ciał, ruchy zwłok, będące wynikiem niezwykłej symbiozy żywego, to znaczy tego przemienionego wirusa, z martwym, z trupem” . 

Odkrywanie drugiego dna

Lem po latach nie był zbyt zadowolony ze „Śledztwa”. „Nie kontentuje mnie w pełni, chociaż jest całkiem przyzwoicie napisane i stwarza spore napięcie. Po prostu zakończenie jest złamaniem wzorca gatunkowego i wdrapaniem się na wysokiego konia, gdyż dorobiona jest tam relatywizująca filozofijka, pokazująca, że mogło być tak, ale mogło też być inaczej” – oceniał swoje dzieło Lem. Pod pewnymi względami ulepszoną wersją tej powieści stał się „Katar” z 1976 roku. 

Jednak po latach trudno „Śledztwa” nie docenić – nawet jeśli autorowi chodziło nie tyle o dyskusję z dotychczasowymi dywagacjami na temat „żywych trupów” lecz o zastanowienie się nad rolą przypadku, prawdopodobieństwa lub praw natury w niewytłumaczalnych pozornie sprawach. „Kolejny raz przełamał kilka barier koncepcyjnych i wyskoczył dalej” – komentuje powieść Lem współczesny pisarz s-f Marcin Podlewski, autor m.in. gwiezdnej serii „Głębia” oraz „zombiologicznego” opowiadania „Inspekcja” (nawiązującego do świata Morloków i Elojów z klasycznego „Wehikułu czasu” Wellsa). Jego zdaniem pisarz z reguły stawiał na odkrywanie drugiego dna i struktury otaczającego świata bardziej niż na kreowanie światów nowych lub przerabianie światów istniejących, np. poprzez tworzenie alternatywnych historii. W tym tkwiła jego siła.

Zagubione perełki

„Śledztwo”, dzisiaj nieco zapomniane, doczekało się dwóch ekranizacji. W 1973 roku nakręcono film, który wyreżyserował Marek Piestrak (twórca także „Testu pilota Pirxa”). Z kolei w 1997 r. powstał spektakl Teatru Telewizji, wyreżyserowany przez Waldemara Krzystka. Filmy i seriale o zombie, częstokroć bardzo wtórne i bezrefleksyjne, można dziś znaleźć w wielu telewizjach i na platformach streamingowych. Odnaleźć nasze rodzime „Śledztwo” w przyzwoitej jakości jest niestety dużo trudniej.

Dramatyczną wojenną historię z młodości Stanisława Lema oraz wywiad na temat polskiego mistrza SF z pisarzem Marcinem Podlewskim znajdziesz w nowym Focusie Historia nr 5/2021.