O tej dziewczynce wiemy tylko, że ma cztery lata i jest Brytyjką. I że już stała się sławna. Jest najmłodszym osobnikiem homo sapiens uzależnionym od iPada, który został poddany leczeniu psychiatrycznemu z powodu nieposkromionej miłości do tego urządzenia.

Objawy jej choroby łatwo zaobserwować: dziewczynka reaguje wybuchami złości, kiedy odbierze się jej tablet, i nieustannie pyta rodziców, czy znów może się nim pobawić. Jej mama przyznaje, ze iPad stał się obsesją córki.

– Dzieci obserwują rodziców, którzy praktycznie nie rozstają się z komórkami i tabletami, i też chcą się nimi bawić – mówił na łamach dziennika „Sunday Mirror” dr Richard Graham, psychiatra z londyńskiego Capio Nightingale Hospital, który prowadzi kurację czterolatki.

– Najmłodszym bardzo trudno odmawiać, szczególnie jeśli dorośli traktują gadżety jak nagrodę przyznawaną za dobre zachowanie. Rodzice muszą jednak ograniczyć maluchom dostęp do dotykowej elektroniki, inaczej szybko stanie się ona dla dzieci niebezpieczna.

Najlepsza zabawka

Mobilne urządzenia towarzyszą najmłodszym od kołyski. Raczkujące niemowlaki bawią się tabletami, a gdy uczą się obywać bez pieluchy, czeka na nie gadżet firmy Apple o nazwie iPotty.

Na maluchy, które mogą się już obyć bez pieluch, czeka iPotty. To specjalny nocnik, do którego można przymocować iPada (fot. materiały prasowe)

To specjalny nocnik, do którego można przymocować iPada i osłonkę, sprawiająca, że dzieci nie uszkodzą go w czasie korzystania. Przedszkolakom rodzice dają do zabawy iPhone'y, którymi łatwo zająć dziecko na dłużej.

Najczęściej nie widzimy nic złego w podsuwaniu urządzeń dotykowych maluchom. Z badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii wynika, że ponad połowa rodziców pozwala niemowlętom bawić się tabletem albo smartfonem,  a jedna siódma nie ma nic przeciwko temu, że ich dzieci robią to przez cztery godziny dziennie.

Jakie są tego efekty? Pokazują to dane dotyczące Polski. Z  badania The Global Kids Ostudy obejmującego dzieci w wieku 6–12 lat z całego świata wynika, że nasze 10-latki przodują w dostępie do telefonów komórkowych.

Aż 83 proc. z nich ma telefon, bijąc pod tym względem na głowę rówieśników z Wielkiej Brytanii, Brazylii, Niemiec, Chin, a  nawet z USA. Dotykowa elektronika stała się prawdziwą plagą w szkołach, gdzie uczniowie nawet podczas lekcji nie mogą oprzeć się pokusie buszowania w internecie.

– Ta wojna jest, niestety, z góry skazana na porażkę. Ogłaszam 10 minut na walkę z nałogiem i telefony maja zniknąć z ławek. Już nie mówię o całej lekcji bez Facebooka, bo tyle nie są w stanie wytrzymać, ale przez 10 minut to jeszcze jakoś się uda. Najgorzej jest w pierwszej klasie, zakładam, że kolejne pokolenia będą miały z tym jeszcze większy problem – mówił niedawno w „Gazecie Wyborczej” anonimowy nauczyciel.

Cisza, która straszy

– Jest coś przerażającego, wręcz nieludzkiego, w sile, z jaka mój tablet hipnotyzuje córkę – opowiada mieszkająca w Warszawie matka czteroletniej Zosi, jedna z wielu, które obserwują objawy chorobliwego przywiązania dzieci do urządzeń dotykowych.

– Ledwie bierze go do rak, nastaje cisza. Ta cisza najpierw koi, ale za chwilę staje się niepokojąca, bo zwiastuje burze z piorunami. Kiedyś trzeba będzie przecież wyjąć Zosi tablet z rak. Co sprawia, ze właśnie urządzenia dotykowe okazały się tak atrakcyjne dla najmłodszych?

– Małe dzieci uzależniają się od tabletów na dwóch poziomach – mówi „Focusowi” psychoterapeuta uzależnień Robert Rutkowski. – Po pierwsze na poziomie neurologicznym, czyli reagowania na bodźce. Przyciąga ich migotanie ekranu, mnogość kolorów, atrakcyjny obraz. Te bodźce działają podprogowo na mózg. Uruchamia się taki sam mechanizm, z jakim mamy do czynienia u dorosłych uzależnionych od gry na automatach. Po drugie maluchy uzależniają się psychologicznie.

Urządzenie staje się ich najlepszą zabawką. Kompensuje im np. brak kontaktu z  rodzicami. W psychologii nazywamy ten rodzaj uzależnienia „uzależnieniem od ekranu”. Warto zastanowić się, jak wyglądać będzie przyszłość gatunku, którego przedstawiciele od najmłodszych lat nie potrafią oderwać się od swojego telefonu lub tabletu.

Co z nami zrobi tablet

Info Blitzkrieg to termin, który budzi złowrogie skojarzenia. Bardzo dobrze oddaje jednak stan, w jakim znajduje się nasz mózg, bombardowany milionami danych z otaczających nas gadżetów. Zmasowany atak prowadzi do stanu świadomości, który naukowcy nazywają „trwałą niepełną uwagą”.

Gdy znajdujemy się w tym stanie, nasz mózg „zapomina” o możliwości utrzymywania uwagi przez dłuższy czas. W końcu może całkowicie zatracić tę zdolność, co sprawi, ze nie będziemy potrafili się na dłużej skoncentrować. I jako gatunek zatrzymamy się na emocjach typowych dla dzisiejszego nastolatka.

Gary Small, autor książki „iMózg: Przetrwanie i technologiczna modyfikacja współczesnego umysłu”, twierdzi, ze nasze mózgi są bardzo wrażliwe na stymulacje płynące z urządzeń mobilnych. Dzieci, spędzające z  nimi więcej czasu niż z innymi ludźmi, mogą mieć problem z rozwijaniem zdolności komunikacyjnych.

W dorosłym życiu zaś mogą nie radzić sobie z budowaniem głębokich związków. Tablet, który za jednym dotknięciem będzie spełniał każdą zachciankę, pozbawi również kolejne generacje tak pożytecznej społecznie cierpliwości.