Hitler zwykł mawiać: „Wagner jest dla mnie Bogiem, chodzę na przedstawienia jego oper jak do kościoła”. Jego muzykę nierozerwalnie łączy się z nazwiskiem nazistowskiego dyktatora. Co tak urzekło Führera w twórczości tego urodzonego w Lipsku kompozytora, librecisty i reformatora muzyki operowej? Tylko dźwięki jego utworów? A może sekret kryje życiorys Richarda Wagnera?

Złe dobrego początki

Wilhelm Richard Wagner przyszedł na świat 22 maja 1813 roku jako dziewiąte dziecko urzędnika policyjnego Carla Friedricha Wagnera i córki piekarza Johanny Rosine. Pół roku po narodzinach swego ostatniego potomka Carl Friedrich zmarł na tyfus.

Z wdową ożenił się żydowski poeta i aktor Ludwig Geyer. Plotkowano, że już wcześniej był jej kochankiem i naturalnym ojcem Ryszarda. Jakkolwiek było, pasierb i ojczym nie mogli się porozumieć. Biografowie twierdzą, że to jedna z przyczyn antysemickich poglądów Wagnera.

Kiedy Ryszard miał 16 lat, zdecydował, że zajmie się muzyką. Był samoukiem, lekcje kompozycji pobierał jedynie przez sześć miesięcy. W wieku 23 lat otrzymał posadę dyrektora w niewielkim teatrze w Magdeburgu i ożenił się z zatrudnioną tam Minną Planer, do której – jak sam wyznał – nigdy nie czuł prawdziwej miłości. W 1839 roku zaczął kierować muzycznym teatrem w Königsbergu, ale został zwolniony, bo narobił długów. Przed licznymi wierzycielami uciekł też z teatru w Rydze, udając się na pokładzie małego statku do Anglii. Podróż podczas sztormu zainspirowała go do napisania „Latającego Holendra”. Z Londynu wyprawił się do Paryża, ale i tam nie odniósł sukcesu. 13 marca 1861 roku podczas paryskiej premiery „Tannhäusera” publiczność tak gwizdała i tupała, że musiał wycofać operę po trzech przedstawieniach – niewielu kompozytorów tak źle przyjęto. Ubolewanie wyraził mu nawet poeta Charles Baudelaire.

Los odmienił się nieoczekiwanie. Wagner, jadąc do Stuttgartu z nadzieją, że ubłaga dyrektora tamtejszej orkiestry, aby wystawił leżącą od pięciu lat w szufladzie operę „Tristan i Izolda”, którą uważał za swój majstersztyk, zatrzymał się w Monachium. 3 maja 1864 roku w hotelu, w którym nocował, zjawił się sekretarz króla Bawarii, pytając o kompozytora, ale ten się schował, myśląc, że szuka go policja. Niezrażony emisariusz pojawił się również nazajutrz. I oto stał się cud. Okazało się, że monarcha uwielbia jego muzykę i wzywa go na swój dwór.

W ciągu zaledwie trzech lat kompozytor stał się bogaty. Ludwik II Bawarski spełniał wszystkie jego zachcianki – dzięki niemu Wagner mógł sobie nie tylko pozwolić na przepych, który uwielbiał, ale i poczuł smak sławy. Po premierze „Śpiewaków norymberskich”, która odbyła się 21 czerwca 1868 roku w Monachium w obecności bawarskiego władcy, stał się narodowym kompozytorem nowego imperium. W Bayreuth – odtąd miasta Wagnera – królewski mecenas sfinansował mu budowę wystawnej willi Haus Wahnfried i osobistego teatru Festspielhaus. Na inaugurację w 1876 roku wystawiono tam po raz pierwszy tetralogię „Pierścień Nibelunga”.

Wagner zmarł w Wenecji 13 lutego 1883 roku, pisząc esej o elemencie żeńskim w rasie ludzkiej. Na nieszczęście swoje i potomności parał się bowiem również publicystyką. Pochowano go w Bayreuth.

Nie ma jak rodzina

Na pierwszy rzut oka nie widać związku z Hitlerem. Aby go dostrzec, trzeba wziąć pod lupę rodzinę kompozytora. Drugą żoną Wagnera była młodsza od niego o 24 lata Cosima, nieślubna córka węgierskiego kompozytora Franciszka Liszta i francuskiej księżnej Marie d’Agoult, piszącej pod pseudonimem Daniel Stern. Wagner poznał ją, gdy miała 16 lat, ale kochankami zostali ponad 10 lat później – w 1864 roku, podczas pobytu na dworze Ludwika II Bawarskiego. Cosima była wówczas żoną jego przyjaciela, pianisty i dyrygenta Hansa von Bülowa. Wagner nie po raz pierwszy zachował się tak niegodnie. 7 lat wcześniej, gdy nie miał dachu nad głową i razem z pierwszą żoną Minną był praktycznie na utrzymaniu swego bogatego przyjaciela, kupca bławatnego Otto Wessendoncka z Zurychu, uwodził jego małżonkę Mathildę, która prawdopodobnie zainspirowała go do napisania „Tristana i Izoldy”. O ile handlarz jedwabiem, dowiedziawszy się o zdradzie, wymówił Wagnerowi gościnę, o tyle uwielbiający jego muzykę młody pianista zaakceptował tę sytuację, odstępując niewierną towarzyszkę życia swemu idolowi. Cosima urodziła Wagnerowi troje dzieci: Izoldę, Evę i Siegfrieda – wszystkie przed ich ślubem w 1870 roku.

Cosima Wagner była niezwykle wykształconą i utalentowaną kobietą. Oliver Hilmes, autor jej biografii, dowodzi, że miała ogromny wpływ nie tylko na kompozytora, przeżyła go zresztą o 47 lat, ale na całą epokę. Niezwykle cenił ją między innymi Fried-
rich Nietzsche, który najpierw fascynował się muzyką jej męża, a później się od niego odwrócił, krytykując go za nacjonalizm. To ona zaprosiła do Bayreuth Houstona Stewarta Chamberlaina – autora słynnego eseju o wyższości rasy germańskiej „Zasady XIX wieku”, opublikowanego w 1899 roku – i w 1908 roku zaaranżowała jego małżeństwo ze swą młodszą córką Evą, która miała wówczas już 41 lat.

W 1915 r. zmusiła też mającego homoseksualne skłonności 46-letniego syna Siegfrieda (który notabene bywał w tym samym środowisku, co Oskar Wilde, i mieszkał z partnerem Clementem Harrisem w letnim domku obok rodzicielskiej willi) do ożenku z wychowaną w Niemczech Angielką Winifred Marjorie Williams.

To właśnie ona i zgermanizowany Anglik Houston Stewart Chamberlain – czyli synowa i zięć Ryszarda Wagnera – stanęli na czele festiwalu, zostawiając synowi kompozytora jedynie funkcje reprezentacyjne. Zaproszenie Hitlera do Bayreuth w 1923 roku było ich pomysłem. Przyszły wódz Rzeszy miał wówczas 34 lata i był politycznym agitatorem. Zrobił świetne wrażenie.

 

Chamberlain nazwał go darem Boga, a w liście do niego napisał: „W rzeczywistości nie jest pan fanatykiem, jak mi referowano, fanatyk podnieca dusze, pan rozgrzewa serca”. Ogromnym entuzjazmem dla gościa z charakterystycznym wąsikiem zapałała również angielska synowa Wagnera Winifred. Gdy Hitler po puczu monachijskim został osadzony w więzieniu, posyłała mu za kratki paczki z wiktuałami i papierem, na którym napisał „Mein Kampf”. Po 13 miesiącach wyszedł triumfalnie na wolność, w samą porę, aby zdążyć na festiwal wagnerowski w Bayreuth. Co wieczór delektował się muzyką Wagnera i wzruszał się do łez otoczony rodziną kompozytora.

Po śmierci swego męża Siegfrieda w 1930 roku, Winifred bardzo się zbliżyła do Adolfa Hitlera. Ona nazywała go Wolf, on mówił do niej Wini. Dla czwórki jej dzieci: Wielanda, Friedelind, Wolfganga i Wereny Hitler był „wujkiem”. Zachowała te sympatie do końca życia – w 1975 roku, mając 78 lat, w wywiadzie udzielonym Hansowi-Jürgenowi Syberbergowi powiedziała, że gdyby Hitler zapukał do jej drzwi, otworzyłaby mu je.

Fan z wąsikiem

O tym, jaki wpływ na przywódcę III Rzeszy miała muzyka Wagnera, pisali w pamiętnikach Henry Picker w „Tischgespräche im Führerhauptquartier” oraz Albert Speer w „Dziennikach ze Spandau”. Hitler, choć w młodości przymierał głodem, był 30 razy na wiedeńskim przedstawieniu „Parsifala”. Po dojściu do władzy zaczynał kongresy partyjne od uwertury opery „Rienzi”. Z okazji 50. urodzin w prezencie otrzymał jej rękopis, a niemieccy przemysłowcy podarowali mu też manuskrypty „Złota Renu” oraz „Walkirii”. Partytura „Zmierzchu Bogów” wprawiła go w prawdziwe uniesienie.

Czy jednak Wagner, gdyby dano mu taką możliwość, z równym uwielbieniem traktowałby poglądy Hitlera, jak ten jego muzykę? To nie jest już takie pewne. Nie ulega wątpliwości, że reformator opery poglądy polityczne zmieniał bardzo swobodnie. W młodości był rewolucjonistą i anarchistą. Podczas rewolucji 1848 roku stał u boku Bakunina; wygłosiwszy płomienne przemówienie w Dreźnie, musiał salwować się ucieczką, aby go nie aresztowano. W wydanym rok później eseju „Sztuka i rewolucja” domagał się nawet zniesienia pieniądza jako środka płatniczego. 20 lat później, zbiwszy fortunę, ze zwinnością typowego oportunisty nawrócił się na ideały „wstecznej” arystokracji.

Był nie tylko żądnym sukcesów karierowiczem – jak napisał o swym słynnym przodku w wydanej w 1998 roku książce o zmierzchu rodu Wagnerów jego prawnuk Gottfried Wagner – ale i antysemitą. Nie tylko wychwalał idee francuskiego księcia i filozofa Josepha Arthura Gobineau, autora „Szkiców o nierówności ras ludzkich”, uchodzącego za twórcę doktryny rasizmu, ale nawet zaprosił go do swej posiadłości w Bayreuth i w 1874 roku założył kółko dyskusyjne, mające na celu upowszechnianie jego myśli. Sam też sięgnął po pióro – w eseju „Żydostwo w muzyce” napisał, że Żydzi powinni utożsamić się z kulturą kraju, w którym żyją. Twierdził, powołując się na przykład Mendelssohna, któremu zazdrościł sławy, że ich sztuka jest wtórna. Swoje antysemickie poglądy szerzył również na łamach prywatnej gazety „Bayreuther Blätter”.

Propaganda i polityka sobie, a życie sobie. W czasach, gdy nie miał grosza, nie omieszkał szukać u Żydów pomocy. Żydowski wydawca Moritz Schlesinger publikował na łamach swej muzycznej gazety artykuły Wagnera o miernej wartości literackiej, by wspomóc go finansowo. Zawiść o sukces opery „Prorok” Meyerbeera, dzięki któremu wcześniej wystawił swą młodzieńczą operę „Rienzi”, nieomal przyprawiła go o apopleksję. Historyk George L. Mosse zwrócił jednak uwagę, że Wagner na festiwalu w Bayreuth gościł żydowskich kompozytorów i wirtuozów, jak Anton Rubinstein czy Karl Tausig. Premierą „Parsifala” dyrygował osobiście wybrany przez niego Hermann Levi.

Otrzymawszy pewnego dnia list, zaczynający się od słów „Jestem Żydem”, zaprosił jego autora Josepha Rubinsteina do Bayreuth. Jedni mówią o przyjaźni (Joseph stał się jego powiernikiem, towarzyszył mu w licznych podróżach), inni o wykorzystywaniu – młody i zamożny kompozytor z Charkowa stał się osobistym pianistą i kopistą partytur Wagnera. Joseph Rubinstein pracował bez wytchnienia i bez wynagrodzenia, po śmierci swego mistrza popełnił zaś samobójstwo.

Dopiero po śmierci Siegfrieda, gdy wszelkie decyzje w sprawach festiwalu spoczęły w rekach synowej i zięcia Ryszarda Wagnera, żydowscy kompozytorzy i wykonawcy otrzymali zakaz wstępu do sanktuarium w Bayreuth. Jedyną osobą, która się temu przeciwstawiała, była wnuczka Ryszarda Wagnera (córka Siegfrieda i Winifred) Friedelind. Ona to w 1933 roku, dzięki pomocy Arturo Toscaniniego (włoski wirtuoz batuty właśnie odrzucił zaproszenie Hitlera do Bayreuth) jego samochodem uciekła do Zurychu, skąd udała się do USA, prosząc o azyl. Swe losy opisała później w książce „Eredità di fuoco”, którą zadedykowała swoim dwóm ojcom – Siegfriedowi Wagnerowi i Arturo Toscaniniemu.

 

Nuty w piekle

Władze Izraela zakazały grać w tym kraju muzykę Wagnera. Jednoznacznie kojarzyła się bowiem z Holokaustem. W spektakularny sposób tabu złamał 7 lutego 2001 roku żydowski dyrygent Daniel Barenboim [mieszka w Berlinie i jest jednym ze światowej sławy mistrzów batuty – dop. red.]. Zaproszony ze słynną orkiestrą Staatskapelle Berlin do Jerozolimy na odbywający się tam co roku festiwal, umieścił w programie pierwszy akt „Walkirii”, ale został zmuszony do jego usunięcia. Mimo to podczas bisów zwrócił się po hebrajsku do publiczności z pytaniem, czy może zagrać uwerturę do „Tristana i Izoldy”. Około 30 słuchaczy opuściło salę, protestując, ale 2800 nagrodziło preludium rzęsistymi brawami [podobną próbę podjął w 1981 roku Zubin Mehta, dyrygując izraelską orkiestrą symfoniczną, ale przeszkodził mu w tym były więzień obozu koncentracyjnego, który wtargnął na podium, pokazując wypalony na ramieniu numer – dop. red]. Daniel Barenboim – pochodzący z Argentyny żydowski dyrygent, który kocha Wagnera do tego stopnia, że otworzył tegoroczny sezon w mediolańskiej La Scali jego muzyką – jest przekonany, że zakaz to sprawa polityczna. Dotyczy Wagnera, choć kompozytor zmarł przed urodzeniem się Hitlera, a nigdy nie obejmował zdeklarowanych sympatyków nazizmu, jak chociażby Anton Bruckner czy Ryszard Strauss, który był nawet pierwszym przewodniczącym specjalnej komisji odpowiadającej za życie muzyczne w III Rzeszy. Barenboim ma bardzo krytyczne stanowisko wobec polityki Izraela. Założył izraelsko-palestyńską orkiestrę East-Western Divan Orchestra, z którą w 2009 roku wystąpił w Bayreuth. W wywiadzie dla „Der Spiegel” powiedział: „To absurd skazać na wygnanie muzykę Wagnera, a kupować od Niemiec broń”.

Do kolejnego przełomu w historii wagnerowskiego festiwalu doszło dwa lata temu. Z okazji jego setnej edycji orkiestra z Izraela zaprezentowała utwory dwóch muzyków żydowskich: Mahlera i Mendelssohna, ale zakończyła „Idyllą Zygfryda” Wagnera. Publiczność przyjęła występ owacją na stojąco. Dyrygent Roberto Paternostro, którego ojciec jest Włochem, a matka austriacką Żydówką, powiedział później: „Wagner nie tworzył dla nazistów, nie można go winić, że wykorzystali jego muzykę”.

Fakt, że państwowa orkiestra z Izraela zagrała Wagnera, z pewnością bardzo ucieszyłby zmarłego w 1959 roku żydowskiego kompozytora Ernesta Blocha, który zawsze twierdził, że nie można traktować muzyki tego wielkiego kompozytora jako dziedzictwa nazizmu, bo jest to równoznaczne z przyznaniem ostatniego słowa Hitlerowi. Nieoczekiwanie najbardziej oburzył się Gottfried Wagner, prawnuk kompozytora, który od 20 lat mieszka w Izraelu. Zniesienie muzycznego embarga – jego zdaniem – oznacza chęć wymazania przeszłości. Prawnuk kompozytora przypomniał, że archiwum w Bayreuth skrywa 200 listów jego babki Winifred do Hitlera.

Mimo zacietrzewienia autora książki „Zmierzch rodu Wagnerów” Eva Wagner-Pasquier oraz jej przyrodnia siostra Katharina Wagner, które po śmierci ojca Wolfganga (wnuka Ryszarda, syna Zygfryda) w 2010 roku, objęły kierownictwo festiwalu, otworzyły część archiwum i domagają się, aby poszła w ich ślady kuzynka Amélie Hofman. W ubiegłym roku zaś przyjęły wędrującą wystawę poświęconą muzykom żydowskim, którym ich babka Winifred zakazała wstępu na festiwal.

 

Warto wiedzieć:

Dopiero po śmierci Siegfrieda, gdy wszelkie decyzje w sprawach festiwalu spoczęły w rekach synowej i zięcia Ryszarda Wagnera, żydowscy kompozytorzy i wykonawcy otrzymali zakaz wstępu do sanktuarium w Bayreuth.