Rozcieram w palcach zioła: tymianek, lawendę, miętę. Zanurzam ręce w wodzie i wyciągam orzechy wodne. Ze zdziwieniem odkrywam, że cuchną mułem. Jestem w Ogrodzie Sensualnym w Arboretum Bolestraszyce nieopodal Przemyśla, gdzie każdej z ponad 200 roślinmożna dotknąć i powąchać. Jak dziecko odkrywam kolejne zapachy: wącham rzadkie odmiany jabłek, a nawet pasące się obok sadu stado owiec.

Pamiętam też zapach z Muzeum Kultury Szlacheckiej w Kopytowej – kurzu i starych mebli. Z piwnicy dochodził korzenny aromat gałki muszkatołowej, kardamonu i cynamonu (odbywają się tam warsztaty piernikarskie). Przyprawami korzennymi i orzechami włoskimi pachniało też wino, które piłam do kolacji.
 

ŚLĄSK PACHNIE ROPĄ

Nie tylko ja podróżuję nosem. – Gdziekolwiek jestem, wącham. Zapach Bangkoku to dla mnie gorące powietrze, curry, świeża kolendra i mango. Zanzibar to fetor targu rybnego, a kawałek dalej oczyszczający nos zapach świeżych pomarańczy. Zwiedzanie nosem to zupełnie inny, głębszy sposób poznawania świata. Dostarcza zaskakujących przeżyć, niemających nic wspólnego z pocztówkowym wyobrażeniem danego miejsca – mówi prof. Marek S. Szczepański, wykładowca Uniwersytetu Śląskiego i Uniwersytetu SWPS, któremu Krym do dziś kojarzy się z zapachem drzew iglastych w upale, a Maroko pachnie skórami z garbarni.

Profesor Szczepański jest nie tylko wakacyjnym poszukiwaczem zapachów, bada je także na gruncie naukowym. Jest współtwórcą osmosocjologii, nauki zajmującej się wpływem zapachów na ludzi i ich otoczenie. Wraz z Weroniką Ślęzak-Tazbir opublikował w 2008 r. pracę pt. „Miejskie pachnidło. Fragmentacja i prywatyzacja przestrzeni w perspektywie osmosocjologicznej”.

W projekcie tym badacze z grupą studentów stworzyli mapę zapachową starego przemysłowego Śląska. Sprawdzali, jakie zapachy są charakterystyczne dla
wybranych miejsc i czy kreują wspólną tożsamość tego regionu. „Nuty głowy, które wyróżniliśmy w opisach śląskich miast, to spaliny, dym z kominów, hałdy i brud, a nuty serca to woń chleba (Radzionków), ropy (Czechowice-Dziedzice), hałd (Piekary Śląskie), piwa (Zabrze), rzeki Rawy (Katowice i Świętochłowice) i drożdży oraz chmielu (Tychy)” – podsumowują badacze. Prof. Szczepański cieszy się, że turystyka coraz częściej stawia na doznania węchowe. Oferty biur podróży zachęcają do poznawania nosem m.in. Prowansji (w programie wycieczek biura Aroma Tours jest m.in. wąchanie upraw lawendy i winnic), Turcji (zapach fajki wodnej, przypraw) czy wyspy Bali. W Polsce też zaczynają się pojawiać pachnące atrakcje, np. w Muzeum Dawnych Rzemiosł w Żarkach
możemy wdychać woń starego młyna czy warsztatu szewskiego. Natomiast w Galerii Bzzz warszawskiego Centrum Nauki Kopernik sprawdzimy, jak pachnie jeleń czy lis.

 

PRZEWODNIK PACHNĄCY SIARKĄ

Z sufitu na cienkich żyłkach wiszą 752 tuby. Wąchający je mogą poczuć m.in. zapach maślanych paryskich tartinek, belgijskich gofrów, świeżo ściętej trawy ze stadionu w Kolonii, a nawet lateksu z Muzeum Erotyki w Amsterdamie. W ten nietypowy sposób w jednej z brukselskich galerii reklamował się francuski przewoźnik kolejowy Thalys, który oferuje połączenia kolejowe m.in. do Amsterdamu, Kolonii, Brukseli i Paryża. Czy zapachy to przyszłość marketingu turystycznego? – Nie przyszłość, ale teraźniejszość – prostuje prof. Marek Szczepański. Podczas niedawnej podróży do Sewilli nocował w hotelu, który oferował wybór zapachu pokoju (z żoną zdecydowali się na pomarańczę).

– Marketing zapachowy to prężnie rozwijająca się gałąź biznesu, specjalnie zaprojektowane kompozycje mają sieci sklepów, hoteli czy salonów samochodowych – wylicza prof. Szczepański. Na przykład nowojorski Jade Hotel pachnie tytoniem, piżmem, skórą i dębem, a Vdara Hotel & Spa w Las Vegas już w lobby uwodzi aromatem zielonych fig. Aromatyzuje się też katalogi kosmetyczne i przewodniki po miastach. Broszura turystyczna Smell York prezentuje 12 atrakcji tego angielskiego miasta. Strona o wrzosowiskach Yorkshire pachnie wrzosem, część o zabytkowych kolejach aromatyzowano węglem, żelazem i olejem silnikowym, a sekcji poświęconej nawiedzonym domom towarzyszy zapach... siarki.

W sklepie z pamiątkami The Sensory w Richmond na Tasmanii można zaopatrzyć się w rękodzieło, miód i czekoladę, ale też przekonać się, jak pachnie Tasmania. Trzy ikoniczne wonie tej wyspy odtworzono we współpracy z naukowcami z University of Tasmania. Zwisające się z sufitu kule pachną kwiatami drzewa skórzanego (z których powstaje słynny tutejszy miód), lasem deszczowym i diabłem tasmańskim. Ten jedyny żyjący gatunek workowatych wydziela odór
w sytuacji zagrożenia, ale gdy znaczy teren, zostawia przyjemniejszy zapach, trochę jak toffi.

Warszawska firma Mo61 na zamówienie Geszeftu, sklepu promującego śląskie marki i projektantów, stworzyła limitowaną edycję perfum „Parfin – Śląsk wyobrażony”. Twórcy połączyli m.in. aromat spalenizny z kwitnącymi roślinami i ciężkim, słodkim zapachem ogródków działkowych. Profesor Szczepański trochę nie wyobraża sobie, jak jedna kompozycja zapachowa miałaby oddać skomplikowaną mapę zapachową Śląska. – Tu każde miasto, ba, dzielnica pachnie inaczej. Ja mieszkam w Tychach, w których dominuje ciężki aromat jęczmienia z naszego browaru. Gdy wracam z podróży i go czuję, wiem, że jestem w domu – mówi. Potwierdza, że zapach silnie wpływa na emocje, budzi wspomnienia. – Sam wspominam dzieciństwo zapachami: mleka i truskawek z częstochowskiej lodziarni czy aromat kleju i wiórów drzewnych z pobliskiej stolarni – mówi profesor.

ZAPACH WSPOMNIEŃ

Czy wspomnienia przywoływane przez zapach są trwalsze niż inne? Psychologowie z Cardiff University John P. Aggleton i Louise Waskett przebadali grupę turystów, którzy kilka lat wcześniej zwiedzili brytyjskie Jorkvik Viking Centre. To muzeum, w którym ekspozycjom towarzyszą wonie średniowiecznej osady: palonego drewna, śmieci, ryb. Grupa, której w trakcie przypominania wizyty odtworzono te same zapachy, pamiętała średnio o 20 proc. więcej szczegółów.
Zapach pozwala też sięgać po starsze wspomnienia niż te wywoływane przez np. dźwięki. Simon Chu i John Downes z University of Liverpool poddali grupę 60-latków działaniu bodźców werbalnych i zapachowych. Następnie uczestnicy eksperymentu mieli przyporządkować im konkretne wspomnienia. Słowa przywoływały wspomnienia z czasów, gdy ochotnicy mieli 11–25 lat, zapachy znacznie starsze – z wczesnego dzieciństwa.

 

SMRÓD GETTA I TRUSKAWKI

Na stronie sensorymaps.com znajdziemy mapy oraz trasy, dzięki którym sami możemy zorganizować spacer zapachowy, na przykład po Paryżu. Jej autorka
Kate McLean, brytyjska graficzka, wykładowczyni Canterbury Christ Church University, na swoje wycieczki zabiera turystów, naukowców i studentów. Podczas zwiedzania Amsterdamu towarzyszyła jej grupa „nosów” z koncernu perfumiarskiego, a hiszpańską Pampelunę przemierzała z grupą winiarzy.

Zapachowe spacery niesamowicie angażują uczestników: aby upolować zapach, klękają, kładą się na ziemi, grzebią w krzakach. McLean lubi patrzeć, jak na ich twarzach pojawia się wyraz zaskoczenia, gdy odkrywają woń, której się w danym miejscu nie spodziewali. Na przykład w Paryżu uczestnicy wyczuli zapach miodu, który pochodził z wosku do konserwowania drewnianych podłóg. W „Miejskim pachnidle” niespodzianką był zapach truskawek z miejscowych plantacji.

Zwiedzanie nosem może prowadzić do ciekawych obserwacji socjologicznych. Zapach wpływa bowiem – jak dowodzą autorzy „Miejskiego pachnidła” – na podział przestrzeni: tworzenie gett, zarówno biedy, jak i bogactwa. Jako przykłady zawłaszczania terenu za pomocą zapachu wskazują m.in. zapachy kojarzone z biedą, bezdomnością (naftalina, smród wynikający z braku higieny, nadużywanie perfum). Do podobnych wniosków doszła Kate McLean, która w Nowym Jorku obwąchała „najbardziej śmierdzący budynek w mieście” (tanie perfumy, suszone ryby, uryna, stęchlizna), mieszczący się według „New York Timesa” na Lower East Side. Zapach jest narzędziem „przemocy symbolicznej, która sprawia, że nie czujemy się dobrze w danym miejscu, że nie jest ono już wspólne, ale staje się »czyjeś«” – piszą polscy badacze.

CHROŃ WOŃ!

Spacery zapachowe uświadamiają nam też, że choć popyt na unikalne zapachy rośnie, stają się one równocześnie towarem deficytowym. „Nasze miasta tracą zapachy” – alarmowała w wywiadzie udzielonym brytyjskiemu dziennikowi „The Guardian” zmarła niedawno dr Victoria Henshaw z University of Sheffield. „Z miast zniknęło wiele browarów i koncernów spożywczych dających charakterystyczny ślad zapachowy jak Boddingtons w Manchesterze czy Tetley’s w Leeds. A miejsce targów zajęły identycznie pachnące galerie handlowe” – pisała w książce „Urban Smellscapes: Understanding and Designing City Smell Environments”.

„Ulica nadbrzeżna w Monterey, stan Kalifornia, to poemat, smród, ogłuszający hałas, feeria świateł, mania, nostalgia, sen” – tak zaczyna się wydana w 1945 r. powieść Johna Steinbecka „Ulica nadbrzeżna”. Ten krajobraz 10 lat później był już przeszłością: nadmierny połów ryb przetrzebił populację sardynek i doprowadził do upadku fabryk. „Steinbeck uwiecznił woń ulicy w książce, ale nie mogą jej dziś poczuć jego czytelnicy. Kiedy znika cała panorama zapachowa, zwłaszcza ta bliska wielu ludziom, nasza kultura ponosi stratę” – pisze Avery Gilbert w „Co wnosi nos”. Henshaw, nazwana przez media obrończynią zapachów, postulowała wręcz, by tak jak chronimy zabytki, chronić także zapachy. Robi tak Japonia, troszcząca się o swoje „100 miejsc unikalnych zapachów” – od bryzy nadmorskiej w Kushiro po zapach kleju unoszącego się w pracowniach lalkarskich w Koriyamie.

Czy taki rodzaj kampanii może być skuteczny? Dlaczego nie? W końcu, jak pisał Patrick Süskind w „Pachnidle”: „Zapach idzie prosto do serc i tam w sposób kategoryczny rozstrzyga o skłonności lub pogardzie, odrazie lub ochocie, miłości lub nienawiści. Kto ma władzę nad zapachami, ten ma władzę nad sercami ludzi”.
 

Redakcja Focus.pl wybierze dla Ciebie najlepsze artykuły tygodnia. Zapisz się na nasz newsletter